Moja mama się pochorowała.... żołądek od piątku ją piekł i nawet spać nie
umiała. Przyznałam mi się, że od paru lat miała takie dolegliwości, chociaż nie
trwały one aż tak długo.
Wczoraj jak mi powiedziałą, że ją nadal boli to (jak to Mleczko określił)
wpadłam w panikę, znaczy wyobrażałam sobie najgorsze scenariusze świata. Nie
mogłam spać....i w moim brzuchu się przewracało...
Dziś mama była u lekarza, Pani doktor określiła jej stan jako podrażnienie
żołądka i ewentualnie wrzody, przepisała leki. Ponoć mocno ją naciskała i nie
wyczuła nic bardziej niepokojącego, tym bardziej, że wyniki krwi ma w miarę
dobre.
Mama już czuje się lepiej, chociaż troszkę jeszcze ją boli. Ponoć 80% mniej
niż wczoraj. W czwartek zapisała się na USG, oczysciście prywatnie, bo na
państwowe badanie trzeba czekać miesiąc...
Piszę o tym właściwie dlatego, że zdałam sobie wczoraj sprawę, jak choroba
Sławka wpłynęła na moje postrzeganie świata. Gdy on chorował prawie do końca
miałam nadzieję,że wyzdrowieje i będzie dobrze, sami wiecie, że nie miałam
racji....
Teraz mój umysł reaguje odwrotnie. Od razu widzę najgorsze możliwe powikłania
i totalnie się stresuję i tylko czane myśli przychodza mi do głowy.... Straszne
to jest....
*************************************
Dopisek z 5.05.2010.
Z innej beczki.
Dziś Mleczko zdał egzamin na prawko. Za około miesiąc kolejny szalony
kierowca dorwe się do kierownicy i to zupełnie legalnie :)
Jupiii, właśnie strzelił korek z szampana!!! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz