sobota, 5 maja 2012

............. (04.05.2010)

Moja mama się pochorowała.... żołądek od piątku ją piekł i nawet spać nie umiała. Przyznałam mi się, że od paru lat miała takie dolegliwości, chociaż nie trwały one aż tak długo.

Wczoraj jak mi powiedziałą, że ją nadal boli to (jak to Mleczko określił) wpadłam w panikę, znaczy wyobrażałam sobie najgorsze scenariusze świata. Nie mogłam spać....i w moim brzuchu się przewracało...

Dziś mama była u lekarza, Pani doktor określiła jej stan jako podrażnienie żołądka i ewentualnie wrzody, przepisała leki. Ponoć mocno ją naciskała i nie wyczuła nic bardziej niepokojącego, tym bardziej, że wyniki krwi ma w miarę dobre.

Mama już czuje się lepiej, chociaż troszkę jeszcze ją boli. Ponoć 80% mniej niż wczoraj. W czwartek zapisała się na USG, oczysciście prywatnie, bo na państwowe badanie trzeba czekać miesiąc...

Piszę o tym właściwie dlatego, że zdałam sobie wczoraj sprawę, jak choroba Sławka wpłynęła na moje postrzeganie świata. Gdy on chorował prawie do końca miałam nadzieję,że wyzdrowieje i będzie dobrze, sami wiecie, że nie miałam racji....

Teraz mój umysł reaguje odwrotnie. Od razu widzę najgorsze możliwe powikłania i totalnie się stresuję i tylko czane myśli przychodza mi do głowy.... Straszne to jest....


*************************************

Dopisek z 5.05.2010.


Z innej beczki.

Dziś Mleczko zdał egzamin na prawko. Za około miesiąc kolejny szalony kierowca dorwe się do kierownicy i to zupełnie legalnie :)

Jupiii, właśnie strzelił korek z szampana!!! :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz