Piszę do was kochani, raz za razem sięgając po chusteczki z pudełka, bo
właśnie dzisś wieczorem nastąpiło apogeum mojego przeziębienia. Ja jestem chora,
Mleczko chory nie mówiąc już o Mareckim, który ZNÓW ma katar i pokasłuje od
poniedziałku a wcześniej jeszcze zapalenie spojówek go dopadło. Zatem wszyscy
jesteśmy zapluci i wyglądamy jak siedem nieszczęść...
Co do nieszczęść to w poniedziałek zdarzył się niezły wypadek w przedszkolu.
Madzia, koleżanka młodego siedziła na skraju krzesełka i coś malowała a mój
synek jak to on, chciał jej to krzesełko poprawić. Poskutkowało to tym, że
Madzia wyrżneła jak długa przy okazji uderzając głową o róg stoliczka. Marek
ponoć zamilkł i stanął jak wryty a dziewczynka rozbiła sobie głowę tak, że krew
leciała.
Na drugi dzień było zebranie rodziców i spotkałam Madzi mamę (na szczęście
moją znajomą jest) i pytam jak tam jej dziecko. Okazało się,że musiała mieć
szyty łuk brwiowy pod narkozą i zaliczyła noc w szpitalu, ale na szczęście jest
już wszystko w porządku... Mama Madzi nie miała do Marka żadnych pretensji tym
bardziej, że Madzia też nie ;) Cały czas mówiła o Mareckim, "Mój przyjaciel
Marek nie chciał nic złego" . Pani Ola też zachowała się ładnie, bo nie
poruszyła tego tematu do końca dnia i dopiero na zebraniu zapytała nas jak cała
sytuacja wygląda. Marek bardzo to przeżył, cały czas mówił, że miał dobre
zamiary i nie chciał Magdy skrzywdzić. Widać było, że się przejął i jak szłam na
zebranie to ciągle mówił, żebym powiedziała mamie Madzi, że on ją pozdrawia i
przytula i że nie chciał źle. Na szczęście obyło się bez pretensji i żalów a
Madzia szcześliwie dochodzi do zdrowia.
Z serii anegtoty rodzinne. Robiliśmy ostatnio pizzę. Rodzinnie. Młody był
baaaardzo zaangażowany w pracę. Ugniatał ciasto, wałkował i układał składniki.
Co dwie minuty chodził oglądać jak pizza się piecze. I skakał wręcz z radości
jak ją wyjeliśmy. Szybko zasiadł do stołu i czekał na swoją porcję (relacja w
fotoblogu)
Wsadził jeden kawałek do ust i .... widzę po minie, że coś jest nie tak....
drugi kęs - mina ta sama, trzeci i czwarty - powtórka... pytam więc czy mu
smakuje na to młody krótko - NIE. No i szczęka opadła, ponoć była zbyt
chrupiąca.. taaaaa nam baaardzo smakowała. Marecki stwierdził, że te co
zamawiamy są lepsze i te lubi a nasza nie (z tamtych dostawał tylko kawałeczki
brzegów) i że może ją zawsze robić, ale jeść to nie... W sumie fajnie - mamy
pizzera, który nie będzie nam podjadał pizzy :D
PS Szykuje się kolejna wielka aktorska kreacja - tym razem Józef w
przedszkolnej szopce :D :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz