niedziela, 13 maja 2012

pociągająco (30.11.11)

Piszę do was kochani, raz za razem sięgając po chusteczki z pudełka, bo właśnie dzisś wieczorem nastąpiło apogeum mojego przeziębienia. Ja jestem chora, Mleczko chory nie mówiąc już o Mareckim, który ZNÓW ma katar i pokasłuje od poniedziałku a wcześniej jeszcze zapalenie spojówek go dopadło. Zatem wszyscy jesteśmy zapluci i wyglądamy jak siedem nieszczęść...

Co do nieszczęść to w poniedziałek zdarzył się niezły wypadek w przedszkolu. Madzia, koleżanka młodego siedziła na skraju krzesełka i coś malowała a mój synek jak to on, chciał jej to krzesełko poprawić. Poskutkowało to tym, że Madzia wyrżneła jak długa przy okazji uderzając głową o róg stoliczka. Marek ponoć zamilkł i stanął jak wryty a dziewczynka rozbiła sobie głowę tak, że krew leciała.

Na drugi dzień było zebranie rodziców i spotkałam Madzi mamę (na szczęście moją znajomą jest) i pytam jak tam jej dziecko. Okazało się,że musiała mieć szyty łuk brwiowy pod narkozą i zaliczyła noc w szpitalu, ale na szczęście jest już wszystko w porządku... Mama Madzi nie miała do Marka żadnych pretensji tym bardziej, że Madzia też nie ;) Cały czas mówiła o Mareckim, "Mój przyjaciel Marek nie chciał nic złego" . Pani Ola też zachowała się ładnie, bo nie poruszyła tego tematu do końca dnia i dopiero na zebraniu zapytała nas jak cała sytuacja wygląda. Marek bardzo to przeżył, cały czas mówił, że miał dobre zamiary i nie chciał Magdy skrzywdzić. Widać było, że się przejął i jak szłam na zebranie to ciągle mówił, żebym powiedziała mamie Madzi, że on ją pozdrawia i przytula i że nie chciał źle. Na szczęście obyło się bez pretensji i żalów a Madzia szcześliwie dochodzi do zdrowia.


Z serii anegtoty rodzinne. Robiliśmy ostatnio pizzę. Rodzinnie. Młody był baaaardzo zaangażowany w pracę. Ugniatał ciasto, wałkował i układał składniki. Co dwie minuty chodził oglądać jak pizza się piecze. I skakał wręcz z radości jak ją wyjeliśmy. Szybko zasiadł do stołu i czekał na swoją porcję (relacja w fotoblogu)

Wsadził jeden kawałek do ust i .... widzę po minie, że coś jest nie tak.... drugi kęs - mina ta sama, trzeci i czwarty - powtórka... pytam więc czy mu smakuje na to młody krótko - NIE. No i szczęka opadła, ponoć była zbyt chrupiąca.. taaaaa nam baaardzo smakowała. Marecki stwierdził, że te co zamawiamy są lepsze i te lubi a nasza nie (z tamtych dostawał tylko kawałeczki brzegów) i że może ją zawsze robić, ale jeść to nie... W sumie fajnie - mamy pizzera, który nie będzie nam podjadał pizzy :D


PS Szykuje się kolejna wielka aktorska kreacja - tym razem Józef w przedszkolnej szopce :D :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz