Ale jak to My , nie potrafimy usiedzieć na miejscu. Przyjechaliśmy w poniedziałek a we wtorek już ruszyliśmy na wycieczkę:
WTOREK - W POSZUKIWANIU ZAGINIONYCH KRASNOLUDKÓW
W celu poszukiwania skrzatów pojechaliśmy do.... Wrocławia.
Tym razem nastawiliśmy się tylko na poszukiwania tamtejszych krasnali. Od razu zaopatrzyliśmy się w mapę gdzie ich szukać. Okazało się, że jest ich 123 w dodatku rozmieszczonych po całym mieście! Nam przez jeden dzień udało się znaleźć 25 krasnali :) A są wszedzie, a niektórch trzeba się nieźle naszukać :) Marecki był przeszczęśliwy i z zapałem latał po całym starym mieście :) A niektóre krasnale możecie podejrzeć tu! Ale ciiiii.. nie wolno ich przestraszyć :)

Poza tym zaliczyliśmy 30 min rejs po Odrze. Dla nas nic specjalnego, ale młody miał uciechę :) Latanie z akrasnalami nieźle nas zmęczyło więc z radością wróciliśmy na działkę, obiecując sobie, że przyjedziemy kiedyś poszukać pozostałych skrzatów :D
ŚRODA - W POSZUKIWANIU ZAGINIONYCH GADÓW
Nigdy dość jaszczurów! A zatem w środę pojechaliśmy do Jura Parku :) Tak, tak znów dinusie :) Było naprawdę super, może nawet lepiej niż w Szklarskiej. Dinozaury nieźle wykonane, patrzyły na nas zza krzaków a te największe były niezwykle realistyczne. W dodatku na początku jechaliśmy w tunelu czasu, który zabrał nas w podróż do poczatków ziemi. Co prawda lektor mówił niezwykle naukowym językiem, ale sam film i efekty na szczęście podobają się dzieciom. Potem ścieżka edukacyjna z dinusiami - obejście tego zajmuje ponad godzinę a w połowie drogi wchodzi się do palwilonu, gdzie można zobaczyć autentyczne kości znalezionych tam gadów. Wrażene to robi niezłe, bo chodzi się po szklanej podłodze pod którą te kości widać jeszcze w ziemi :) Dodatkową atrakcją mogą być żywi paleontolodzy, którzy wciąż kopią i szukają nowych szczątków.
W Jura Parku jest także Plac Zabaw dla dzieci z mega wymyślnym sprzętem. A także Park Rozrywki, ten drugi niestety płatny - tam nie wchodziliśmy, bo jakby Marek chciał jechaćc na wszystkim - zbankrutowalibyśmy :)
Jedno co tam im nie wyszło to gastronomia. W godzinie szczytu obiadowego ok 13:00 zabrakło mięsa i na porcję gyrosu trzeba by było czekać ok godziny. Do wyboru zostały więc wyłącznie hot-dogi i hamburgery, co prawda jest też grill, ale też dopiero co zaczęli go robić i na jedzenie też trzeba by było czekać.
Ale podsumowując jestem pod wrażeniem, bo jak byłam tam pięć lat temu, kiedy to odkryto pierwsze szczątki, w miejscu dzisiejszego Jura Parku była tylko wielka dziura i barak z jednym szkieletem. A teraz prosze, full wypas.
Więcej info TU

Resztę urlopu spędziliśmy już stacjonarnie na działeczce, z małymi wypadami pieszymi lub rowerowymi. W sobotę odwiedzili nas znajomi z ulubionym kolegą Mareczka 1,5 rocznym Pawełkiem. A w niedzielę wyjechaliśmy do domu. I cóż koniec urlopu...
Ale jeszce nie koniec opowieści, bo Marecki został na wsi jeszcze tydzień a po jego powrocie do domu zaplanowaliśmy niespodziankę, młody nawet nie wiedział dokąd pojedzie.
W niedzielę 22-go wybraliśmy się do....Muzeum Strazy Pożarnej! Mój syn był chyba wtedy w raju, aż oczy mu się świeciły na widok tylu wozów strażackich :) Czyste szaleństwo :) Chodził oglądał i wszedzie szukał węży strażackich i ciekawy był gdzie one były przyczepiane :) A potem jeszcze strażacy w różnych strojach - ło matko noramalnie ekstaza :) Trzeba go było widzieć.

No narazie zakończyliśmy, bo od następnego poniedziału znów mamy kilka dni urlopu i jak pogodna będzie znośna to znów pognamy w parę miejsc :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz