środa, 16 kwietnia 2014

kończąć kwestię

Witajcie
Dziś chciałabym krótko zakończyć kwestie mojego tymczasowego zniknięcia i tego co się ze mną działo.
Czasami człowiek myśli, że jego życie już jest poukładane a właśnie wtedy dzieje się coś co burzy nasze wyobrażenia i nadzieje na spokojne życie
Układy w naszej  rodzinie niestety nie wyglądają tak jak u Lubiczów przy śniadaniu. Chciałoby się mieć udane relacje ze wszystkimi i żyć w harmonii ze światem. A tu dupa blada. Relacje między najbliższymi mi osobami wpłynęły na mój nastrój tak, że nie chciało mi się pisać - ot po prostu, za bardzo mnie to wszystko zestresowało, zdenerwowało i bolało. Nagle znalazłam się pomiędzy dwiema walczącymi stronami, w krzyżowym ogniu wzajemnych oskarżeń i zarzutów. Zupełnie niekomfortowa sytuacja ...
Na tyle zła, że myślałam, żeby to wszystko rzucić w cholerę i wyjechać gdzieś daleko i zacząć nowe życie..
Cała ta sytuacja na dzień dzisiejszy ucichła- jest jakby zamrożona, ale wiem , że w każdym momencie może nastąpić jej eskalacja. Więc wciąż żyję jak na zegarowej bombie... ale żyję, bo jakoś trzeba.
To wszystko pokazało mi jednak, że jednak są ludzie, którzy gotowi są mnie wysłuchać a nawet próbować doradzić, za co im dziękuję.

W tak zwanym między czasie starałam się żyć normalnie, szczególnie z uwagi na Mareckiego. Nawet byliśmy na kilku wyjazdach w górach. I chociaż było pięknie, po ostatnim wypadzie z Czantorii na Stożek, młody powiedział, że już nie będzie ze mną na takie wycieczki jeździł.. hmm.. ciekawe czemu? :) Ale pewnie to tylko tak powiedział, bo zmęczony był, bo ja tam już planuję kolejne wypady :)
Nasze palny wakacyjne się ustabilizowały i 22 czerwca wylatujemy na 10 dni do Rzymu :) Mam nadzieję, że wraz z naszymi przyjaciółmi nie spalimy miasta :)
Ale wcześniej, bo w dniu moich urodzin wyjeżdżamy do Wiednia, na pełne 3 dni, to tak w ramach prezentu sobie zafundowałam  :) A co!
Za niedługo Święta, u nas praktycznie już wszystko przygotowane, ale nie będą to takie Święta jakbym chciała, właśnie ze względu na to co się działo i dzieje... Ale jak już wcześniej napisałam, trzeba dalej żyć...

A Wam dziś życzę niezbyt męczących przygotowań do Świąt :)

5 komentarzy:

  1. Dużo siły, Mleczkowa. Mam nadzieję, że może w święta uda się wam załagodzić sytuację, wyjaśnić nieporozumienia. Trzymam kciuki. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale obawiam się, że święta nie rozwiążą niczego...

      Usuń
  2. Tak to jest. Ile ludzi tyle charakterów. Mokrego Dyngusa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana! Oby tylko takie problemy ludzie mieli! Zdrowi jesteście, szczęśliwi ze sobą, Marek jest cudny - zdolny, uspołeczniony, ładny - cieszcie się wiosną i nie dajcie się! Wyjazdy są doskonałym pomysłem na oderwanie się od codzienności, więc dobrze robicie :) :) Całuski świąteczne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najważniejsze to pozytywne nastawienie i nie zamartwianie się, bo sama wiesz jak to wpływa na życie - Twoje osobiste, a żyjemy tu i teraz. Przeszłości nie zmienimy. Jakbyśmy przyszłości nie zaplanowali i tak pojawi się jakiś problem, który rozwiązujemy w teraźniejszości. Niestety w rodzinie tak bywa, że co poniektórzy są niereformowalni i co byśmy nie zrobili będzie źle. Bo innym się wydaje, że wiedzą lepiej. Że są lepsi, a nas traktują z buta. Trzymaj się ciepło, pamiętaj najważniejszy jest synek, potem mąż :) Jeśli jesteście w komplecie dacie radę !!!

    OdpowiedzUsuń