Ze swej przekornej przekory postanowiliśmy spędzić weekend stacjonarnie, bo doszliśmy do wniosku, że wszędzie i tak będzie dużo ludzi. Zatem odwiedziliśmy pobliskie miejsca włócząc się bez konkretnego celu i napawając się wolnością. Okazało się, że ludzi jest tak dużo, że i tak było ich wszędzie pełno :) Nawet w pobliskiej piaskownicy :)
Z piaskownicy wyniosłam jedne spostrzeżenie. Mój syn zdecydowanie woli dziewczyny - ufff :) Jak jakiś chłopak do niego podszedł to nie chciał się bawić a nawet dzielić z nim zabawkami, no ale jak przyszła niejaka "Zuzia" to w młodym obudził się prawie że gentelmen :) Że niby jej swoje zabawki pozwolił dotkąć a nawet przez chwilę się z nią pobawił. Znaczy Junior wykazuje naturalne zainteresowanie pułcią przeciwna, tylko pytanie brzmi : czy aby nie za wcześnie??? :)
Kopanie piłki, karmienie łabędzi i rybek, opalanie się, podziwinie cudów motoryzacji,wygłupianie się, wywalanie wszystkich zabawek na balkon - ot podsumowanie od piątku do niedzieli:)
A w poniedziałek pojechałam z Mareckim po babcie na wieś, rzecz jasna w obliczu dziadka wszyscy się mogą schować tym bardziej, że rozpoczoł z nim sezon rowerowy w swoim nowym kasku. No i dziadek pozwala na to co mama nie pozwala :) I jeszcze da w Maluchu posiedzieć - Dziadek jest bezkonkurencyjny. Już współczuję temu mojemu tacie, kiedy Marek wyjedzie znów na wakacje - nie da mu żyć, to pewne :)
Poza tym nic ciekawego się nie dzieje...sielana..czyli nudy..czyli święty spokój inaczej :)
PS Marek znów nauczył się nowego słowa, wielce orginalnego:
"si-ka" :)
też kiedyś taki będę
miał :)
tu masz, nie
widzisz???

sezon rowerowy
rozpoczety
mamo, ja umiem
prowadzić! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz