Kochani jako, że
żarty powoli się kończą i ślub się
zbliża a konkretnie to zostały już tylko dwa miesiące, dziś post przedślubny
czyli perypetie papierkowe.
Jak zapewne wiecie,
a jak nie to się dowiecie, aby ślub mógł dojść do skutku trzeba pozałatwiać kilka
papierków.
Zacznijmy od Urzędu
Stanu Cywilnego.
Tam należy się
zgłosić po papierek w trzech kopiach, świadczący o tym, że nie ma przeszkód
cywilnych do zawarcia małżeństwa. No to umówiliśmy się w jeden dzionek i gnamy
do tego USC. Nawet się zdziwiłam, bo ludzi nie było i miła pani w informacji
powiedziała, że Pani kierownik zaraz nas przyjmie. Po chwili rzeczywiście
zostaliśmy poproszeniu do gabinetu (tu dygresja: gabinet w stylu „wczesny
Gierek”- uroczo :D) Zasiedliśmy za stołem. Pani zapytała o stan cywilny i mnie
poprosiła o akt zgonu męża. Tu drobny skok w bok- jakbyście nie wiedzieli to akt
zgonu jest ważny tylko pół roku i
musiałam po nowy pojechać, bo jeszcze by się okazało, że Ogórek
zmartwychwstał a wtedy z ślubu z Mleczkiem nici. No to mam piękny, nowy akt
zgonu, dowodziki i formularz. No i już zadowoleni czekamy na pytania Pani
kierownik a tu się okazuje, ze akt zgonu nie ważny! No to ja wielkie gały a Pani
mi na to, ze tu nie ma na nim opłaty skarbowej a taki to do ślubu nieważny. No i
rzecz jasna nic nie załatwiliśmy, bo musiałam zapłacić za ten znaczek skarbowy.
Ale, że Ogórek zmarł w innym mieście miałam dwa wyjścia zapłacić w tamtejszym Urzędzie lub na konto. Wybrałam
to drugie i na szczęście mogłam to robić przez Internet. No ale w tym dniu to
już nic w USC nie załatwiliśmy.
Podjechaliśmy
tydzień później i było już wszystko OK. Tym razem Pan Kierownik )sam w stylu
wczesnego Gierka) z mina Breżniewa przyjął nasze oświadczenie, podpisał
papierek, kazał zapłacić 85 zł. i przyjść trzy dni później. Zatem USC
załatwiony.
Przejdźmy do
Kościoła.
Żeby wziąć ślub w
kościele, który nie jest parafia ani moją ani Mleczka musiałam załatwić
pozwolenie z parafii w której obecnie jestem na spisanie protokołu i udzielenie
ślubu. Poszłam zatem z Mareckim i
grzecznie poprosiliśmy. Pani w kancelarii nie widziała przeszkód trzeba było
tylko jakiegos księdza złapać żeby to podpisał. Na szczęście jakiś był.
Podpisując pytał o to i owo. No i wyczułam z jego wypowiedzi, ze on był
przekonany, ze Mleczko jest biologicznym tatą Mareckiego i że się cieszy, ze
postanowiliśmy w końcu zawrzeć ten sakrament. Na to ja, ze Marek znalazł sobie
nowego tatę i tu lekka konsternacja. Oczywiście nastąpiła akcja „opowiedz mi
swoja historie” czyli jak to wszystko było. IO tak sobie myślę, ze nagram sobie
to na płytke i będę puszczać ludziom zainteresowanym, bo coś czuję, ze to nie
był ostatni raz J.
Koniec końców z zezwoleniem w ręce opuściłam kancelarie.
W dniu, w którym
nie udało się w USC zaryzykowaliśmy pójście do kościoła w którym weźmiemy ślub,
żeby spisać protokół przedmałżeński. Wiedziałam, ze w tym dniu dyżuruje ks.
Proboszcz, który mnie zna i liczyłam na to, ze szybko się wszystko odbędzie. Po drodze zabraliśmy
jeszcze Mareckiego i pognaliśmy do kancelarii. Ksiądz proboszcz niestety nie
mógł z nami pogadać, ale powiedział, ze przyssie do nas nijakiego księdza P. .
jako, ze chłopa nie znała łam pomyślałam, ze może być inaczej niż sobie
wyobrażał. No i oczywiście tak było. Ksiądz P. okazał się młodym nawet
sympatycznym księdzem ale miał dwie wady – niedowidział i był..no jakby to
powiedzieć…baaaaaaaaaaardzo powolny i dokładny. Po trzy razy nas pytał o
wszystko i potwierdzał jeszcze dwa razy a w arkuszu wpisywał odpowiedzi wręcz
całym zdaniem (a wystarczy tak czy nie). Trwało to jakieś 50 min. (kiedy to przy
pierwszym protokole jakieś 10 min). Marecki już prawie rozebrał na części
pierwsze pomieszczenie w którym siedzieliśmy, trzy razy pokazał na krzyż i
zrobił amen i chciał sam pomóc temu księdzu pisać, bo nawet dla niego było za
wolno. Ksiądz P. wyszedł aby Pani z kancelarii mogła napisać zapowiedzi w pewnym
momencie wraca i pyta z przerażona mina: „A kiedy wy macie ten ślub??!!” A my,
ze 27 grudnia..na to on zmieszany..”Aaa… kurcze, pomyliło mi się, że jest
wiosna…” Normalnie niezły zakręt. Biedak się wystraszył, że za wcześnie
przyszliśmy, bo taki protokół też tylko 3 miesiące jest ważny. Pomylił se
chłopak jesień z wiosną! :) :) Dostaliśmy te zapowiedzi, żeby zanieść do własnych parafii
– bo wiecie, jeszcze by się ktoś mógł znaleźć, kto miałby cos przeciwko tej
uroczystości :)
Podsumowując
ekonomicznie:
Akty chrztów :mój – 40 zł!!! , Mleczka – 20 - Akt zgonu Ogórka – 22 zł.
- Cena za papierki w USC: 85 zł
- Zapowiedzi: moje 10 zł, Mleczka 25 zł (co parafia to inny cennik)
Także kochani nie
dojść, że te załatwianie trwa wieki, jest strasznie dużo papierków to jeszcze
czasem koszty mogą zaskoczyć.
Ale najważniejsze w
tym jest to, że teraz tylko pozostało nam czekać na 27 grudnia :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz