czwartek, 26 kwietnia 2012

papierkowy zawrót głowy (27.10.08)

Kochani jako, że żarty powoli się kończą i ślub się zbliża a konkretnie to zostały już tylko dwa miesiące, dziś post przedślubny czyli perypetie papierkowe.
Jak zapewne wiecie, a jak nie to się dowiecie, aby ślub mógł dojść do skutku trzeba pozałatwiać kilka papierków.

Zacznijmy od Urzędu Stanu Cywilnego.
Tam należy się zgłosić po papierek w trzech kopiach, świadczący o tym, że nie ma przeszkód cywilnych do zawarcia małżeństwa. No to umówiliśmy się w jeden dzionek i gnamy do tego USC. Nawet się zdziwiłam, bo ludzi nie było i miła pani w informacji powiedziała, że Pani kierownik zaraz nas przyjmie. Po chwili rzeczywiście zostaliśmy poproszeniu do gabinetu (tu dygresja: gabinet w stylu „wczesny Gierek”- uroczo :D) Zasiedliśmy za stołem. Pani zapytała o stan cywilny i mnie poprosiła o akt zgonu męża. Tu drobny skok w bok- jakbyście nie wiedzieli to akt zgonu jest ważny tylko pół roku i musiałam po nowy pojechać, bo jeszcze by się okazało, że Ogórek zmartwychwstał a wtedy z ślubu z Mleczkiem nici. No to mam piękny, nowy akt zgonu, dowodziki i formularz. No i już zadowoleni czekamy na pytania Pani kierownik a tu się okazuje, ze akt zgonu nie ważny! No to ja wielkie gały a Pani mi na to, ze tu nie ma na nim opłaty skarbowej a taki to do ślubu nieważny. No i rzecz jasna nic nie załatwiliśmy, bo musiałam zapłacić za ten znaczek skarbowy. Ale, że Ogórek zmarł w innym mieście miałam dwa wyjścia zapłacić w tamtejszym Urzędzie lub na konto. Wybrałam to drugie i na szczęście mogłam to robić przez Internet. No ale w tym dniu to już nic w USC nie załatwiliśmy.

Podjechaliśmy tydzień później i było już wszystko OK. Tym razem Pan Kierownik )sam w stylu wczesnego Gierka) z mina Breżniewa przyjął nasze oświadczenie, podpisał papierek, kazał zapłacić 85 zł. i przyjść trzy dni później. Zatem USC załatwiony.

Przejdźmy do Kościoła.
Żeby wziąć ślub w kościele, który nie jest parafia ani moją ani Mleczka musiałam załatwić pozwolenie z parafii w której obecnie jestem na spisanie protokołu i udzielenie ślubu. Poszłam zatem z Mareckim i grzecznie poprosiliśmy. Pani w kancelarii nie widziała przeszkód trzeba było tylko jakiegos księdza złapać żeby to podpisał. Na szczęście jakiś był. Podpisując pytał o to i owo. No i wyczułam z jego wypowiedzi, ze on był przekonany, ze Mleczko jest biologicznym tatą Mareckiego i że się cieszy, ze postanowiliśmy w końcu zawrzeć ten sakrament. Na to ja, ze Marek znalazł sobie nowego tatę i tu lekka konsternacja. Oczywiście nastąpiła akcja „opowiedz mi swoja historie” czyli jak to wszystko było. IO tak sobie myślę, ze nagram sobie to na płytke i będę puszczać ludziom zainteresowanym, bo coś czuję, ze to nie był ostatni raz J. Koniec końców z zezwoleniem w ręce opuściłam kancelarie.

W dniu, w którym nie udało się w USC zaryzykowaliśmy pójście do kościoła w którym weźmiemy ślub, żeby spisać protokół przedmałżeński. Wiedziałam, ze w tym dniu dyżuruje ks. Proboszcz, który mnie zna i liczyłam na to, ze szybko się wszystko odbędzie. Po drodze zabraliśmy jeszcze Mareckiego i pognaliśmy do kancelarii. Ksiądz proboszcz niestety nie mógł z nami pogadać, ale powiedział, ze przyssie do nas nijakiego księdza P. . jako, ze chłopa nie znała łam pomyślałam, ze może być inaczej niż sobie wyobrażał. No i oczywiście tak było. Ksiądz P. okazał się młodym nawet sympatycznym księdzem ale miał dwie wady – niedowidział i był..no jakby to powiedzieć…baaaaaaaaaaardzo powolny i dokładny. Po trzy razy nas pytał o wszystko i potwierdzał jeszcze dwa razy a w arkuszu wpisywał odpowiedzi wręcz całym zdaniem (a wystarczy tak czy nie). Trwało to jakieś 50 min. (kiedy to przy pierwszym protokole jakieś 10 min). Marecki już prawie rozebrał na części pierwsze pomieszczenie w którym siedzieliśmy, trzy razy pokazał na krzyż i zrobił amen i chciał sam pomóc temu księdzu pisać, bo nawet dla niego było za wolno. Ksiądz P. wyszedł aby Pani z kancelarii mogła napisać zapowiedzi w pewnym momencie wraca i pyta z przerażona mina: „A kiedy wy macie ten ślub??!!” A my, ze 27 grudnia..na to on zmieszany..”Aaa… kurcze, pomyliło mi się, że jest wiosna…” Normalnie niezły zakręt. Biedak się wystraszył, że za wcześnie przyszliśmy, bo taki protokół też tylko 3 miesiące jest ważny. Pomylił se chłopak jesień z wiosną! :) :) Dostaliśmy te zapowiedzi, żeby zanieść do własnych parafii – bo wiecie, jeszcze by się ktoś mógł znaleźć, kto miałby cos przeciwko tej uroczystości :)

Podsumowując ekonomicznie:
Akty chrztów :mój – 40 zł!!! , Mleczka – 20
  1. Akt zgonu Ogórka – 22 zł.
  2. Cena za papierki w USC: 85 zł
  3. Zapowiedzi: moje 10 zł, Mleczka 25 zł (co parafia to inny cennik)

Także kochani nie dojść, że te załatwianie trwa wieki, jest strasznie dużo papierków to jeszcze czasem koszty mogą zaskoczyć.

Ale najważniejsze w tym jest to, że teraz tylko pozostało nam czekać na 27 grudnia :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz