No, już przegoniłam te pająki co i się tu zalęgły. Oj przyzaję się- dawno mnie tu nie było. Ale wybaczyć mi musicie kochani no bo teraz gorący czas mam. Przede wszystkim ze względu na ślub.
Rozwozimy teraz zaproszenia i prawie codziennie mamy umówione wizyty u kogoś, normalnie zakręt totalny. Poza tym trzeba dograć menu, zamówić ozdobę na samochód (jesteśmy w trakcie intensynych poszukiwań na allegro :D), usadowić właściwie gości, wykonać wizytówki na stół (i to nie takie zwyczajne, ale o tym wam napisać szczegółowo nie moge, bo to ma być niesodzianka , a wiecie jeden z gości czyta ten blog ;D) i jeszcze zrobić milion rzeczy, które wydają się błache aczkolwiek są niezbędne.
Najważniejsze mamy już za sobż: spisanie prookołu małżeńskiego w kościele i załatwienie papierków w USC - no ale oczywiście bez jaj się nie obyło. To jednak historia na odrębny post, który Wam obiecuję.
Poza tym wszystkim mieliśmy jeszcze w między czasie mini remont dużego pokoju, znaczy Mleczko pomalował ściany i sufit. Teraz mam gościnny w kolorze "biała czekolada" patrz ciemniejszy beż :) (jakby kto pytał sufit biały jest) No i zachciało mi się takiego stołu jadalnego. W IKEI znaleźliśmy taki 90x90, który pięknie się rozkłada, no to kupiliśmy go, no ale żeby go mieć musiałam zlikwidować stolik TV i stary telewizor no i kupic taki z płaskim ekranem cobby się zmieścił na komode. No i jak tak popatrzeliśmy to jeszcze doszliśmy do wniosku, że granatowa kanapa zupełnie teraz nie pasuje. A że była stara, skrzypiąca i zuzyta kupiliśmy nową - ufff zatem podsumowując teraz wszystko do siebie pasuje a Mleczko sprawdził się w roli malarza :)
No i na weselisku bylismy w sobotę. To była taka zaprawa prze naszym weselem :)Oboje odstawieni jak stróże w Boże Ciało :) Bawiłam sie świetnie, wytańczyłam za wszystkie czasy - oj bo ostatnio szalałam na imprezie karnawałowej 10.02.2007 roku. zatem już czas najwyższy było przypomieć sobie kroki. Najedzeni i wytańczenie wróciliśmy do domów naszych rozdziców ok 3:30 :)
No własnie a w tym czasie Marecki został pod opieką przekochanej cioteczki Polly, która to dzielnie się nim opiekowała (now końcu chłopak zna ją od pierwszej sekundy swojego życia). Oboje maja się świenie, nawet zaskakująco swietnie :) O szczegółach tego wydarzenia będziecie mogli przeczytać na bogu u Polly. Ale powiem wam, że spodziewałam się lekkiej masakry a to wręcz sielanka była.
CIOTECZKO POLLY
JESZCZE RAZ OGROMNIASTE
DZIĘKI!!!!!!
A Marecki? Marecki kwitnie. Jest na etapie mówienie "nie ma", poza tym zasób jego słowinictwa jest nadal bardzio ubogi. Wcina wszystko ile wlezie i je jak mały odkurzacz. Nadal jest kochany, ale potafui już pokazywać swoje humorki i złośnik sie z niego zrobił straszny. Wszystko juz rozumie i potrafi wiele czynności sam wykonać np. idzie włożyc brudy do prania, wkłada naczynia do zlewu. Niesetety nocnik nadal traktuje jak krzesełko. Posiedzi, posiedzi i nic. A potem za 3 min. pokazuje pieluche, no to ja od razu mu ja ściąam a tu się okazuję, że młody pokazał, ze własnie sika. Cóż, trzeba teraz zgrać pokazywanie z sikaniem, żeby to pierwsze było szybciej niz to drugie :)
W kwesti uzębienia, stwierdzno wszystkie zęby (w całosci lub w części) :) Ostatnio jak byliśmy na szczepionce wazył 11,5 kg. i znów był bardzo odważny bo tylko lekko się skrzywił kiedy pani pielegniarka wbijała mu zastrzyk. teraz mamy spokój ze szczepionkami do 5 roku życia.
Zatem kochani wybaczcie, ze mnie troszkę mało w blogowym swiecie, ale gdy tylko moge zaglądam do was i poczytuje co tam u was słychać.
Na zakończenie parę świeżych fotosów Marekiego (szczególnie dla jego fanek ;D)
tu pomagam skręcać stół
:)
tu przykręcam śrubkę
( czynność na topie) :)
Pan Prezes zaraz bedzie
blogował :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz