A rodzice po życzeniach udali się do restauracji w parku na tzw. przyjęcie okolicznościowe :) Na szczeście zasp nie było i udało sie szybko dojechać na miejsce, gdzie to już goście czekali by odśpiewać uroczyste sto lat :)
Później nastąpiło ceremonialne stłuczenie kieliszków po szampanie i jak tradycja każe, żadne z nas się nie odwróciło, bo to ponoć pecha przynosi. Następnie elegancko Mleczko zamiatał to szkło a ja mu jedynie asystowałam z szufelką :)
No i w końcu człowiek mógł zasiąść do obiadu. Już ludzie ostrzyli sobie zęby na ciepły rosołek - a tu niespodzianka :) Przystaweczka z szynki i parmezanu :) Otóż zgodnie z propozycją szefa sali wybraliśmy nieco inne menu - że niby takie europejskie, gdzie gościom wszystko podawano na talerz. Żeby wam przyblizyć, jak to wyglądało zamieszczam szczegółowe menu tego wieczoru:
Menu
1. Przystawka
zimna
i parmezanem
2. Przystawka
gorąca
z
sosem borowikowym
3. Zupa
4. Danie
główne
5. Deser
6. Tort
weselny
7. Kolacja
I
8. Kolacja
II
9. Kolacja
III
Ponoć ludzie strasznie się objedli i co poniektórzy nawet swoje porcje oddawali innym :) My również mieliśmy czasami dość. Na szczescia nadmiar jedzenia można było wytańczyć przy znakomicie granej muzyce. D.J, który u nas prowadził imprezę spisał się na 100%, grał różnorodnie i wszyscy dobrze się bawili (przynajmniej mam taką nadzieję) a my co jakis czas słyszeliśmy "gorzko-gorzko" no i musieliśmy słodzić ten wieczór pocałunkami :) I tak to leciało do północy, o której oczywiście tradycyjne oczepiny :)
Jako, że nie miałam welonu, tuż przed północą mama i pani świadek zamontowały na mojej głowie welon oczepinowy :) Przed samym rytuałem DJ kazał nam wylosować karteczki z czynnościami, które bedziemy robić w domu. No i mi trafiło "robienie śniadań do łóżka, płacenie rachunków i przepraszanie po kłótni", ale też wylosowałam karteczkę, na której napisano, że racje zawsze będe mieć ja :D, Mleczko to bedzie sprzatał, robił obiady i zarabiał na dom :)
Po tej zabawie przeszliśmy już do tradycyjnego odczepiania welonu. Oj musiał się Mleczko natrudzić, bo sporo spinek tam świadkowa z mamą nawkładały, no ale udało się! Jako, że ogromny tłum samotnych kobiet był na weselu - patrz JEDNA. To własnie ONA złapała ten welon - a kimże była ta ONA? Oczywiście to POLLY :) zatem kochana, szykuję już kreację na twoje weselicho :D.
Ściąganie krawata było bardzo przyjemne, gdyz prowadzący wymyslil, że mam usiąść mężowi na kolanach a on, zeby mi przeszkodzic bedzie całował wszystkie moje odkryte miejsca :) no i wierzcie mi, nie spieszyło mi się z tym krawatem :) Mleczko dzielnie rzucił go potem w kilku samotnych panów i do Polly dołączył w tańcu nowej "młodej pary" Pan A.
Kolejny punkt programu to podziękowanie rodzicom, które nie obyło się bez lekkich wzruszeń - jak to zazwyczaj bywa.
A potem to juz zabawa i zabawa i zabawa :)
Mam nadzieję, ze nasi goście bawili się równie dobrze jak my a moze nawet lepiej. Że wyszli do domu najedzeni,pozytywnie nastawieni i rozbawieni :)
EPILOG
SESJA ZDJĘCIOWA
Na sesje zdjęciową umówiliśmy się z Łukim, po ślubie, we wtorek. Miałam więc okazję jeszcze raz ubrać moja ślubną sukienkę :) Tm razem pod nią ubrałam grube getry, żeby mnie calkiem nie zmroziło :). Plener, dość nietypowy jak na slubne fotki - kamienice jednej z najstarszych dzielnic miasta K. No trochę ludzie na nas dziwnie zaglądali jak im na podwórku zdjęcia strzelaiśmy, ale co tam efekt jest boski, nawet nie spodziewałam się, że stare domy i zwykłe podwórka moga zrobić klimat. Oczywiście Marecki był z nami i również ma parę pieknych fotke, za które dziękujemy cioci Polly, bo dzielnie robiła pajacyki i śmieszne miny, żeby się Marecki uśniechał :)
No i tak to bylo własnie. Bedziemy mieć piękne wspomnienia a niektóre z nich zostały utrwalone na blisko 1200 zdjęć :)
I wiecie co na koniec Wam powiem.......
FAJNIE ZNÓW BYC ŻONĄ!!!!
pląsająca panna młoda
:)
trzepakowa love
:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz