1. Musieliśmy dokonać małego remontu i przemeblowania sypialni i w ramach akcji "mąż się wprowadza i mało miejsca jest" musieliśmy zamówić rówież nową szafę
2. Rozebraliśmy stara szafę w pokoju Juniora i przygotowujemy się do remonty jego pokoiu gdzie motywem przewodnim będzie tygrysek - ulubieniec na topie na dzień dzisiejszy :)
3. Od blisko miesiąca Marek ma przeziębienie, jak juz prawie się wyleczył, to znów na nowo go chwyta i tak w kółko. W dodatku ja się załapałam i od wczoraj umieram z kataru i bólu głowy. A wczoraj to mi nawet Mleczko nie pozwolił z łózka wychodzić,bo trochę gorączki miałam - no to ja jako grzeczna żona usłuchałam go i byczyłam się calutki dzień :)
4. W podróży poślubnej nie byliśmy nigdzie z racji kredytu samochodowego, nowej szafy i remontu mieszkania - rzecz oczywista coś trzeba było wybrać albo przyjemność na dwa tygodnie, albo długoterminowe zadowolenie z odnowionego mieszkania - wybraliśmy to drugie :) Może jeszcze uda nam się nadrobić kiedyś tę podróż, kto wie :)
5. W tak zwanym "pożyciu małżeńskim" nie najgorzej się mam :) Męzuś chyba mnie jeszcze kocha, bo jak mrozy w nocy były to z racji tego, że on wcześniej do pracy wychodzi to drapał mi szyby w samochodzie -no nic tylko dziękować Panu za takiego chłopa :) W dodatku śniadania w weekendy mi robi i obiadki - ja to szczęściara jestem :)
6. Co do ulubieńca tłumów Mareckiego:
- Mleczko twierdzi,że powiedział swoje pierwsze zdanie proste, kiedy ja byłam w pracy powiedział "mama niema" :) że niby niema mamy :) No cóż.. może to był przypadek a może i nie :) Jako rodzice trzymamy się opcji, że to było jego świadome pierwsze zdanie :D
- Coraz częsciej pokazuje swoje złości i humorki, co może być znakiem zbliżającego się kryzysu dwulatka... już się boję jakie pazurki pokaże za te parę miesięcy
- Niestety w mówieniu nie odnotowaliśmy większych postępów- jedynie dopracował swoje słowa, używając ich teraz niemal idealnie.
- Na dzień Babci i Dziadka Marecki sam osobiście wykonał laurki malowane palcami :) Nie musze chyba mówić ile frajdy miał przy wkładaniu paluszków do farby i ciapaniu nią po kartce (i nie tylko) :)
- Na początku miesiąca byliśmy na wizycie u chirurga i mamy już wyznaczony termin operacji. Lekarz powiedział, że to najlżejsza forma spodziectwa i zabieg nie powinien trawać dłużej niż godzinę. Niestety zabiegi robią w piątki po południu a my musimy być już tam o 7:00 rano i od tej godziny Junior nie może nic pić ani jeść (dla tagiego smakoszajak on będzie to masakra).I mimo tego, że na drugi dzień moglibyśmy pójść do domu, to przepisy NFZ są takie, że trzeba spędzić w szpitalu 48 godzin, co oznacza, że jak przyjdziemy w piątek wyjdziemy dopiero w niedzielę rano. Mam nadzieję, że Marek nie będzie tego mocno przeżywał i szybko zapomni o całej sprawie.Zabieg mamy zaplanowany na 20 lutego o ile Junior się nie rozchoruje. Zatem będą to dla mnie trudne chwile, bo czekanie przed salą operacyjną nie kojarzy mi się najlepiej...
- Poza tym u Juniora wszystko w jak najlepszym porządku i wciąż roztacza swój urok osobisty na cały świat
A teraz już kończe, bo moje chłopaki poszły na spacer i zaraz pewnie wrócą a w rekompensacie za zaniedbania , dziś umieszczam aż trzy foty Juniora:)
nie ma to jak robić
"baaach" do śniegu :)
pudełko wielokrotnego
użycia :)
artysta podczas
procesu tworzenia :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz