sobota, 28 kwietnia 2012

spadek formy (19.01.10

Żyję...ale jakoś monotonne to życie.

Pobudka o 6:55, wstać ubrać siebie i dziecko - do samochodu, zawieść dziecko do babci, siebie zawieść do pracy. Praca. Powrót do babci po dziecko.Obiad. Zabawa z młodym - na topie ciastolina. Trochę TV. Kolacja. Mareckiego położyć, bajka, tel. do dziadków na dobranoc. Trochę TV lub kompa. Ok 23:00 dobranocny całus. Tak codziennie. Przez 5 dni w tygodniu. Weekendy dużo się nie różnią. Rozrywką stają się zakupy w markecie. Straszne. Czas leci przez palce. Nie chce się nic. Może to przez tę zimę...nievwiem

Odnotowuje totalny spadek formy psychofizycznej. Chciałabym się wyrwać z tej monotonii, ale ona trzyma mocno i nie chce mi się. Zauważyłam, że zimą życie towarzyskie też marznie. Mniej się odwiedzamy, rzadzej gdzieś chodzimy. Moje koleżanki z pracy zapisały się na zajęcia z aerobiku na 20:30 - o tej godzinie to zaszywam się w kąciku w domu i nie mam ochoty już nigdzie wychodzić. Chociaż aerobk by się przydał, a jakże.

Zaczynam czuć się jak typowa kapciuszkowa mamuśka. A to przecież do mnie nie podobne. Przecież uwielbiam gdzieś chodzić, coś robić, uwielbiam ludzi....

Może mam też dość inicjowania spotkań, może czekam aż ktoś mi coś zaproponuje....

Chyba potrzebuję impulsu...albo wiosny...

Bo jak narazie coś się dzieje niedobrego....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz