Marek zazwyczaj zasypia ok. 20:00. Jako, że po narkozie się wyspał, nie zamierzał teraz zasypać. Atrakcją było dla niego podwójne łóżko z mamą w środku :) O 22:00 kiedy pielęgniarka przyszła zdjąć opatrunek młody jeszcze brykał w najlepsze. Zdejmowanie opatrunku było trochę bolesne, ale młody i tak był dzielny. Ale tak naprawdę zabolało go ok 23:00 kiedy to pierwszy raz zaczynał sikać, płakał strasznie i tulił się do mnie. Na szczęście pielęgniarka podała mu środek przeciwbólowy do "motylka" a jak ten nie za bardzo pomagał, to mały pacjent dostał jeszcze czopek. Po tym wszystkim zasnął ok 24:30, ale nie myślcie sobie, że ja też zasnęłam- o nie... moje dziecko należy do wędrujących po łóżeczku więc wiercił się niemiłosiernie oblatując przez sen dokładnie całą powierzchnię łóżka z mamą włącznie -rozumiecie więc, że w takich warunkach trudno zasnąć :) Poza tym przez prawie całą noc dobiegało zza drzwi innych sal zawodzenie pozostałych dzieciaczków, które również były po tym zabiegu.
W sobotę wstaliśmy przed 7:00 i zaraz przyniesiono jajeczniczkę.Młody mógł już jeść zatem wcinał z apetytem. Martwiłam się, że w sobotę będzie go bolało jeszcze,ale gdzie tam, biegał, skakał - ogólnie mówiąc cały szpital jego :) Pan doktor co jakiś czas zaglądał do nas na kontrolę "siusiakową" i tylko z zadowoleniem kiwał głową. Powiem wam, że jak zobaczyłam w nocy tego siusiaczka to się z lekka przeraziłam, spuchnięty i cały siny i nawet zastanawiałam się, którędy to biedne dziecko teraz sika. Ale na szczeście z godziny na godzinę wyglądał lepiej.
Cała sobota minęła nam na odwiedzinach znajomych,czarowaniu kolejnych pielęgniarek oraz zabawach z nowymi kolegami. Nauczona doświadczeniem poprzedniej nocy poprosiłam pielęgniarki o łóżeczko. Okazał się, że jest ale takie lekko zdezelowane, że ledwo się trzyma. Pomyślałam lepiej takie niż żadne. No i wieczorkiem po ceremoni mycia i karmienia (w której dzielnie asystowała mi cioteczka Polly) Junior został położony do łóżeczka a ja tak jak w domu wyszłam z pokoju. Po 40min,kiedy to od jakiegoś czasu niedobiegały żadne dzwięki z naszego pokoiku, wchodzę, przekonana, że Marek śpi- a tu niespodzianka. Mój synek siedzi na środku łóżeczka i szeroko się do mnie uśmiecha .... taaaa... no to go biorę, żeby go położyć a tu..kolejna niespodzianka.... Mareczek ma goła pupę - mądrala chyba z nudów ściągnął sobie pieluszkę i z gołym tyłkiem siedział. W pierwszej chwili sprawdziłam czy łóżeczko suche a potem czy siusiak cały - na szczęscie obie rzeczy były w porządeczku. Przebrałam malucha i położyłam. Właczyłam po cichutkuTV i nie reagując na jego zaczepki czekałam aż zaśnie. Po 30min. padł jak kawka. Ja po kolejnych też :)
W niedzielę o 5:30 była już pobudka, o 6:00 śniadanie o o 7:30 byliśmy już w domku :) Mareczek już nic nie narzekał na siusiaka i nawet z ciekawością przygląda mu się przy każdym przewijaniu.
Dziś byliśmy na wizycie kontrolnej. Pan doktor stwierdził, że wszystko pięknie się goi, ale proces ten będzie trwał jeszcze z 2-3 miesięcy.
Ogólnie jestem strasznie zadowolona, że teraz zdecydowaliśmy się na tę operację i to właśnie u tego lekarza. Zresztą szpital też miły i persolnel naprawdę sympatyczny.
Ale mimo wszystko mam nadzieję, że nie czeka nas już żadna szpitalna przygoda...
Jeszcze raz dziękujemy wszystkim za trzymanie kciuków i kibicowanie w rekonwalescencji.
Obśliniony buziak dla was od Mareczka :* :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz