czwartek, 26 kwietnia 2012

Uchylony rąbek tajemnicy czyli słów kilka o Panu M. (14.07.08)


Z kubkiem herbaty zasiadam przed klawiaturą... Nie jest łatwo pisać o najbliższej osobie, tym bardziej, że wie się, że ona czyta te wypociny..ale spróbuję...
Zacznijmy od początku...
W czerwcu 2001r  młoda Absolwentka socjologii dostała pracę w jednej z samorządowych instytucji - szcześliwa, że prace tak szybko znalazła z radością pomknęła do miejsca swego zatrudnienia. Zasiadła za biureczkiem, dostała stosy niepotrzebnych ustaw i uchwał do czytania. Przy biurku obok siedział On. Właśnie wykrzykiwał coś i przeklinał na człowieka, który przed momentem wyszedł z pokoju. "Co za cham" pomyślała pełna naiwności w potrzebę pracy Absolwentka.
Po kilku tygodniach pracy ów "cham" okazał się całkiem sympatycznym kolegą a jego reakcje na petenta absolwentka zrozumiała już po tygodniu pracy. Sama miała ochotę tych ludzi udusić.
Bohaterowie tejże opowiastki przypadli sobie do gustu i miło w godzinach pracy sobie dowcipkowali i gadali - zdarzyło im sie nawet "wypadać" na miasto w celu odwiedzenia napotkanych knajpek i degustowania w nich czego się da :) Jednakże sugestie wspólpracowników co do ich bycia razem i posiadania wspólnego potomstwa zbywali pełnymi ironii tekstami, bo przecież do głowy by im nie przyszło myśleć o wspólnej przyszłości.
Po dziesięciu miesiącach umowa Absolwentki zakończyła się i niestety (jak sie później okazało stety, ale to zupełnie inna historia) nie została jej przedłużona. Zatem pierwszy rozdział ich znajomości zakończył się w sposób brutalny i niezależny od nich :)  tuż przed odejściem Absolwentka usłyszała jeszcze, że zbyt nasiąknęła zachowaniami kolegi z biurka obok - cokolwiek by to znaczyło...
Mijały miesiące i lata - od czasu do czasu nasi bohaterowie spotykali sie na przysłowiowej pizzy nie tracąc tym sposobem ze sobą kontaktu. Ona wyszła za mąż, On miał swoje życie- ich kontakty rozluźniły sie nieco.
Kiedy w Jej życiu wydarzyła sie tragedia On pojawił się na nowo . Okazało sie, że mogła na niego liczyć. Przychodził prawie co tydzień i nie robił nic specjalnego, po prostu był... Czasem nie musiał nic mówić, ważnie dla niej było, że jest ktoś na kogo może liczyć, przyjaciel który przytuli i pozwoli się wypłakać i którego można zadręczać sms-ami (na które zawsze odpowie). Zaczęli chodzić do kina i do knajpek i śmiali się, że to są anty-randki. Bo przecież w tym czasie Jemu było dobrze samemu a Ona nie myślała o kolejnym związku.. Jednak coś ich do siebie przyciagało....
I nie widomo czemu i nie wiadomo kiedy spadło na nich jak grom z jasnego nieba i wiedzili, że chcą być razem. I wiedzieli, że na zawsze...
Resztę już znacie
Bohaterów tejże opowiastki chyba nie muszę Wam przedstawiać.
Tak to własnie z nami było.
Co moge jeszcze napisać o Panu Mleczce?
- że uwielbiam dostawać jego smsy na "Dzień Doby" i "Dobranoc"
- że rozczula mnie kiedy bawi się z Mareckim i kiedy mówi do niego "synku"
- że nie rozumiem czemu wstaje o 5 rano do pracy :)
- że cieszę się, że tak lubi gotować
- że podziwam jego umiejętność pisania
- że wciąż się dziwię, że jednak to "coś" w nas rąbnęło :)

A teraz coś dla ciekawskich czytelniczek  :) :)
Pan Mleczko jest również :
- wyższy ode mnie o 8 cm
- starszy ode mnie o 2 lata
- cięższy ode mnie o jakieś 20 kg :)
- ma okulary, ale zakłada je tylko w pracy (nad tym muszę jeszcze popracować :D)
- nazwa Mleczko skojarzone jest z  nazwiskiem :)

 I jeszcze okolicznościowa pieśń
KLIK

No to chyba tyle..uffffff...
Na ewentualne dodatkowe pytania odpowiem w komentarzach lub mailu - chyba, że wcześniej Mleczko mnie zabije za ten post :) :) :)

Poniżej moje ukochane chłopaki
A dla Was buziaki

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz