No i jakoś pusto i smutno w domu....
Mały bryka sobie na wsi i jest w siódmym niebie. Ciąge tylko chce biegać po podwórku, jeździć na rowerku i bawić sie w piasku. No ale nie ma mu sie co dziwić - sama chętnie bym to robiła :)
Ale niestety do pracy chodzić trzeba. Na szczeście urlop zbliza się dużymi krokami i nie moge sie juz doczekac tych trzech tygodni laby. A narazie snuję się po domu i wymyślam sobie zajęcia żeby za bardzo za Mareckim nie tęsknić.
Jakoś tak ostatnio mam tez czas żeby pomysleć o nadchodzącym ślubie. Kolejne kroki przygotowań za nami. Po wakacja trzeba bedzie załatwiac wszelkie papierki i pozwolenia, rozwieźć zaproszenia itp.. jeszcze tyle pracy przed nami - na szczęście ja ten cały rozgardiasz uwielbiam. Lubie planować i realizować, gorzej kiedy moje plany nie ida po mojej myśli - ale takiego scenariusza nie przewiduję :)
I wiecie co... ciesze sie, cholenie się cieszę, że dane mi będzie znów zostać żoną. Strasznie lubię to określenie - niby zwykłe a dla mnie wyjątkowe. Los czy jak kto woli Bóg dał mi kolejna szanse na szczęście we dwoje (no wlasciwie we troje a pewnie w przyszłosci czworo).
To dla mnie o tyle ważne, że życie bez drugiej polówki jest nie dla mnie. Muszę czuć, że mam w kimś oparcie, że ktoś sie o mnie troszczy (wiem, ze wy też tacy jesteście, ale pewnie rozumiecie o co mi chodzi) I chociaż z pozoru mogę wydawać się twardą, jest we mnie mnósto małej dziewczynki, która potrzebuje opieki. No i Mleczko chyba to wyczuł :)
A w dodatku zasmakowałam już małżeństwa w tej dobrej postaci i wiem, że, wbrew krążącej opini.., ślub może zbliżać ludzi.
Uff no to się wypociłam...
Obiecałam kilku osobom post o Panu Mleczko.. może nastepnym razem - jak w/w wyrazi zgodę ;)
Poniżej foty z pierwszego letniego weekendu na wsi :)
uwielbiam swoje zabawki i rowerek
i jeszcze Bobika :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz