kiedyś musiał nadejść...
koniec urlopu...
wszystko co piękne kiedyś w końcu się kończy.
Trzy tygodnie odpoczynku z rocznym dzieckiem to ewidentnie "czynny odpoczynek" trzeba sie za takim maluchem nabiegac i to zdrowo. Sama tego doświadczyłam :) Mareczek, (który wciąż u dziadków sobie siedzi - szczęściarz jeden) jest jednym wielkim odkrywcą. Wszedzie wejdzie, wszystko chce zobaczyć i dotknąc..no cóż, ale tak to z dzieciakami bywa.
Podczas naszegop urlopu Marecki:
- jeżdził na rowerze z mamą i dziadkiem, zafascynował się kombajnem, zbierał śliwiki, pływał w jeziorze, pluskał się w basenie (i to było the best), naprawiał z dziadkiem rower, poznawał robaczki, zamęczał Bobika,podlewał kwiatki itp..tip...
Z nowych umiejętności:
- uwielbia siedzieć na nocniku- tylko, że nic do niego nie robi, mówi "nie nie nie nie" - niekoniecznie znaczy to co ma znaczyć :), umie dmuchać na miejsce które boli, , przytula się jak walnie lub uszczypnie za mocno (że niby w ramach przeprosin - cwaniak jeden), sam wchodzi na czworakach po schodach, potrafi klucze wsadzić do zamka w drzwiach (najlepiej wychodzi mu to z kluczami do Malucha)
Ponadto: mierzy 79 cm i ma już 12 zebów :)
Foty z wakacji możecie zobaczyć w Fotkowni obok :)
A u pani Mleczkowej urlop oznaczał mobilizację ruchowo wzrokową za Juniorem. Dzięki Bogu,że Mleczko mnie w tym wspierał :) W każdym razie wypoczeliśmy i trudno mi było wrócić dzis do pracy. Ale jak sie okazało współpracownicy nie zostawili mi za wiele roboty i nie musze sie stresować. Poza tym mój pierwszy dzień na urlopie minał pod znakiem badań okresowych. Zrobili mi nawet przeswietlenie płuc..no i okazało sie, ze zdolna do pracy jestem..ehhh..co zrobic trzeba dalej pracować :)
Lecę do was poczytać co to sie wydarzyło przez ten czas.
PS Obrączki już mamy!
i tak ogólnie całe 3
tyg. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz