Jak to będzie kiedy Pan Mleczko przestanie wychodzić o 21-szej na autobus i zamieszka z nami...
Jak go dziś zapytałam czy potrafi sobie to wyobrazić powiedział, że nie. A ja wprost przeciwnie. W mojej głowie rodzi się milion scenariuszy.
Nie ma małżeństw idealnych i nasze pewnie też takie nie będzie. Pewnie będziemy sie klócić - jak każdy. Do tej pory nie zarejestrowaliśmy żadnej kłótni, może to źle, może wtedy człowiek wie co go potem czeka... W każdym razie ja to raczej z tych wrzeszczących jestem i pewnie się nagadam ile wlezie i tyle z kłótni będzie, bo coś mi się wydaje, że Mleczko w dyskusję z wkurzoną kobietą wchodzić nie będzie:)
Ale powiem Wam w sekrecie, że doswiadczenie śmierci Sławka dało mi do myslenia. Wiem już, że nie warto tracić czasu na kłótnie o pierdoły- szkoda na to wspólnego czasu. Nie twierdzę, że nie należy mieć własnego zdania czy zawsze ustępować ale chyba należy nauczyć się jakże trudnej sztuki kompromisu. Dla mnie nie jest to łatwe ponieważ z natury uparciuchem jestem strasznym i lubię postawić na swoim...
Ale wyobrażam sobie też te dobre momenty. Wspólnych obiadów przy stole (jak go kiedyś zakupimy :D), wypadów za miasto z małym Mareczkiem tuptającym sobie po scieżkach i te takie zwykłe dni kiedy to "naprawde nie dzieje sie nic" a jednak jest dobrze, rodzinnie i spokojnie.
Kiedy przez wiele miesięcy byłam sama z Mareczkiem nauczyłam sie jak sobie radzić. jak nie potrzebować pomocy przy jego kapieli, ubieraniu czy karmieniu. Wypracowałam metodę jak zrobić porządki przy małym dziecku i co zrobić kiedy trzba wyść na spacer i zrobić zakupy z wózkiem w którym jest mały koszyk. Wypracowałam to chociaż kombinowałam i zawsze nieźle nameczyłam. Teraz kiedy czasem Mleczko zostaje na weekend widzę, jak to dobrze kiedy jest druga osoba. Wtedy moge chociażby umyć głowe bez Marka w łazience, który ciągle wkłada rączki do sedesu albo pod prysznić by złapac wodę, albo iść do sklepu na przeciwko nie tracąć czasu na ubieranie i targanie juniora, kiedy to tylko idę kupić przysłowiowe mleko. Poza tym nie mogę ciagle obarczać mojej mamy opieką nad Markiem gdy chcę gdzieś wyjść po południu czy wieczorem. A tak mały może zostać z tatą a ja np. pojadę na godzinke na basen.
Jedno sobie obiecałam. I jak narazie chyba mi to wychodzi: nie będe porównywać Pana Mleczko z Panem Ogórkiem i nie mam zamiaru porównywać naszych małżeństw. Jak kiedyś powiedziała cioteczka Polly " to zupełnie inny książe i inna bajka tylko żaba ta sama" :) I tego się właśnie trzymam :)
Podsumowując ten dziwny post:Jeśli nadal będziemy chcieli ze sobą być tak mocno jak teraz uda nam sie. Bo przecież tak naprawdę wszystko zalezy od nas samych....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz