Miało być dziś o tym jak wyglądają przygotowania do świąt, jak stroimy
choinkę, jak upiekliśmy pierniczki mutanty... tak, miało...
Wszystko zmienił jeden telefon....
Zadzwonła do mnie koleżanka, z którą powiedzmy, że pracowałam jakiś czas
temu. Polubiłyśmy się i mimo, że ona się przeprowadziła i zmieniła miasto i
pracę na troszkę odleglejsze, czasami się spotykałyśmy na babskich
pogaduchach..
Tak... zadzwoniła
I powiedziała tylko : Nela, mój mąż nie żyje... wczoraj miał wypadek na
budowie... Jak ty dałaś radę...
O 14:00 jeszcze z nim rozmawiała... że on już kończy i że zaraz wyjeżdza do
domu... o 14:30 spadł z dachu... zginął na miejscu...
Ona teraz jest u swoich rodziców w centralnej Polsce, żeby nie była sama , bo
tutaj prócz mąża nie ma nikogo...
Darek miał 30 lat...
Ewelina jest w ciąży, termin ma na 7 stycznia...
Straszne, że znów się coś takemu komuś przytrafiło i to komuś kogo
znam....
Jestem dla niej na telefon o każdej porze... bo wiem jak potrzeba wtedy
drugiej osoby która cię zrozumie.... żałuję, że nie mogę do niej
pojechać....
Pomódlcie się za Ewelinę bo naprawdę jest jej ciężko....
A na dodatek idą święta..... A Darek miał wczoraj po drodze z pracy kupić
choinkę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz