sobota, 5 maja 2012

jak Mleczkowie mieszkanko sprzedawali... (25.03.11)

Zaczynając od początku. Najpierw puściliśmy wici poprzez znajomych i znajomych znajomych, a potem postanowiliśmy wystawić nasze mieszkanie na portalach internetowych zajmujących się nieruchomościami. Po tygodniu a nawet dwóch okazało się, że skutek jest marny bo zadzwoniło tylko parę osób i to głównie z agencji. Zatem wcieliliśmy w życie plan B - oplakatowanie całego miasta naszymi ogłoszeniam :) No to systematycznie, zgodnie z założonych harmonogramem działaliśmy na terenach głównie osiedlowych. I co się okazało - odzew był bardzo duży. Jednakże po miesiącu bez konkretnych chętnych zdecydowaliśmy poprosić o pomoc parę agencji - nieruchomości oczywiście. Co z tego wynikło w dalszej części opowieści.

Teraz opowiem wam o samych zainteresowanych:

Zadzwoniło w sumie jakieś 120 osób. Wiekszość oczekiwała, że oddamy to mieszkanie za pół darmo albo i z dopłatą. Innym nie pasował parter (co jest w końcu rzeczą gustu), jeszcze innym okolica. W końcu kilkanaście par zdecydowao się obejrzeć mieszkanko.

* pierwsi byli rodziną pani ze spółdzielni, bardzo się napalili na lokal, ale po ponownym czasie zrezygnowali

* inni przebiegli przez mieszkanie tempem błyskawicy

* kolejni nie zdecydowali się bo..uwaga... niedaleko jest pub (taki rodzinny), poza tym mieli lekką psychozę na punkcie bezpieczeństwa

* inni się zdecydowali, ale nie dostali zdolności kredytowej

* dwie pary naszych znajomych też mieli od nas kupić i ... nic... z tego czy owego powodu (czym nas, lekko mówiąc wkurzyli)

Prawie żadna z par nie chciała/ nie umiała negocjować ceny. My podaliśmy jedną kwotę z zaznaczeniem, że jest do negocjacji ale nikt nie kwapił sie do targowania. My za każdym razem sprzątaliśmy mieszkanko na błysk i biedny Marek nie mógł się za bardzo panoszyć z zabawkami - nawet w swoim pokoju - biedaczek.

Jako, że marnie nam szła osobista sprzedaż daliśmy ogłoszenie do agencji.I tu też były jaja.

* Pierwsi klienci z agencji nieruchomości spadli na nas z nienacka. Okazało się, że Pani agentka pomyliła numery tel. i zadzwoniła do kobiety sprzedającej inne mieszkanie, że przyjda (a nie o jej mieszkanie chodziło) a my żyliśmy w błogiej nieświadomości. Tak więc o 19:00 - kiedy to gotowaliśmy kiełbaski zapukali do nas ludzie i gadają, że przyszli obejrzeć mieszkanie - niezły szok...

* Drugi agent zagwarantował nam , że ma chętnych klientów, a okazało się, że to ta koszmarna para od pubu

* Póżniej zadzwoniła Pani i umówiła się z nami i klientami na 11:00, Mleczko specjalnie załatwił sobie wolne w pracy w tym czasie. Pani zadzwoniła po 8:00 i przepraszała, że to nie o to mieszkanie jej chodziło i dziś nie przyjdą.... bez komentarza

* Jeden z agentów wyglądał, jakby właśnie wrócił z pracy w przemyśle cieżkim. Śmierdział papierosami a zdjęcia mieszkania robił komórką....

Tak więc agencje to delikatnie mówiąc porażka, przy czym zdzierają z człowieka niezłą kasę bo w momencie sprzedaży biorą po 3% +vat z ceny sprzedaży i to z obu stron.

W końcu zadzwonili jedni ludzie, przyszli obejrzeć mieszkanie w środę. Za bardzo nie przykładaliśmy sie do sprzątania, bo akurat mieliśmy lekką załamkę. Po wejściu okazałao się, że Pan był dzielnicowym na tej ulicy - nie było sensu więc opowiadac o okolicy - zna ją od podszewki. Szczerze mówiąc za dużo o mieszkaniu nie opowiadaliśmy (patrz załamka), oprowadziłam ich po lokalu wspominając o tymi o tamtym. Po czym stwierdzili, ze sa na początku szukania i wyszli. No to od razu wrzuciliśmy ich do worka "niezainteresowani" Ale okazało się, że dwa dniu później zadzwonili i chcieli się ponownie spotkać. Na spotkaniu doszliśmy już do porozmienia co do ceny a kilka dni później podpisaliśmy umowę przedwstępną. Teraz czekamy aż oni pozałatwiają kredyt, potem kolej na nas. Mamy nadzieję, że do 30 kwietnia się wyrobimy, bo tak jest podpisana nasza umowa przedwstępna na nasze nowe mieszkanie.

Powiem Wam , że sprzedaż mieszkania jest bardzo wyczerpującym i stresującym zajęciem, tym bardziej, że terminy gonią.....

OT CAŁA HISTORIA - Ufffffff

Dziękujemy więc wam kochani za kciuki i prosimy o jeszcze, żeby udało nam się szczęśliwie wszystko sfinalizować....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz