czwartek, 10 maja 2012

koniec i początek (20.06.11)

Zacznijmy od końca. Dziś przed 17:00 ostatni raz otworzyłam kluczami mieszkanie które sprzedaliśmy. Puste kompletnie, tylko na środku pokoju nasz jedyny doniczkowy kwiatek czekał na zabranie...

Kilka minut po nas przyjechali nowi własciciele. Podpisaliśmy wszystkie protokoły zdawczo odbiorcze. I tak jakoś.... dziwnie, że już więcej nie będzemy tam jeździć. Znaczy zostaliśmy zaproszeni na imprezkę poremontową żebyśmy mogli zobaczyć jak sobie pozmieniali. Oczywiście skorzystamy :D Poza tym zamieszkają z nimi trzy psy i wielkie akwarium z rybkami :) no mam nadzieję że się wszyscy pomieszczą..

Zakończył się więc jakiś etap. Mieszkanie oddane - mam nadzieję, że w dobre ręce...

A początek. Taaaaa poczatek tyczy się remontu. Dziś od totalnej demolki Pan Marek rozpoczoł odpicowywanie naszego nowego mieszkanka. Narazie jest tam pobojowisko po zburzonej ścianie i nic tylko człowiek po gruzie łazi. Ale co tam grunt to wierzyć, że prace szybko będą szły do przodu i już za miesiąc uda nam się tam zamieszkacć. Skorzystaliśmy wczoraz z promocji w Black Red White i zakupiliśmy mebelki do pokoju i sypialni. Cwaniaki podnieśli troszkę ceny, że niby potem pokazać taaaaaaką obniżkę. Jaaaaaaaaaasne, ja pamiętałam jakie były ceny tydzień temu i wiem, że zaoszczędziliśmy 900 zł a nie jak wynika z rachunku 1200 ;/. No, ale liczy się każdy zaoszczędzony grosik, więc nie ma co mardzić :)

Tak więc można z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że sezon na remont rozpoczety :)

A my od tygodnia pomieszkujemy sobie u mojej mamy wśród połowy naszych gratów zapakowanych w kartony i worki na śmieci (druga połowa gnieździ się w komórce). Jako, że to ten sam blok co nasze lokum to aklimatyzujemy się do nowego otoczenia. Tutaj jest znacznie głośniej niż w poprzednim miejscu. No ale coś za coś, chciało się mieszkać w centrum to nie ma się co dziwić odgłosom ulicy :) Zresztą przez 20 lat mieszkania z rodzicami mi to nie przeszkadzało, więc teraz na nowo się musze przyzwyczaić :)

Ja powi zmieniam wszystkie dokumenty i załatwiam formalności sółdzielnano - mieszkaniowe. Trochę chodzenia za tym jest no i nie mówię nic o kosztach bo szkoda o tym pisać...

Co do młodego. To ma się jak najlepiej. Siedzi na wsi z moja mamą i oczywiście moim tatą. Tak dobrze mu tam, że nie ma czasu z matką rodzoną przez telefon rozmawiać, bo albo z dziadkiem właśnie coś naprawia, albo jest policjantem i na rowerze ściga przestepców, albo podlewa trawnik, albo robi milion innych rzeczy, które są o wiele fajniejsze niż rozmowa z mamą przez tel. :)

Jedziemy do niego w środę, bo już się stęskniłam strasznie i chcę go uściskać, łobuza małego :) Szkoda tylko, że pogoda ma być niezaciekawa...

A wam robaczki drogie. Miłego tygodnia życzę!

Buźka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz