No cóż. Chciałabym napisać o czymś wybitnym, ale tak naprawde nic specjalnego
w tym tygodniu się nie wydarzyło. Młody nadal uroczy jak zawsze a my
wciąż piękni i młodzi. Przeziębienie dopadło całą nasza rodzinkę, tak, że
Mleczko wylądował na L4. Ale już lepiej i jutro idzie do pracy.Młody kaszel miał
i minał, ale dziś znów na nowo katar się leje i kaszle - ponoć Łukasz w
przedszkolu go zaraził :D
Poza tym święta się zbliżają. Mniej spektakularne w sklepach, ale przez to ci
co chcą skupiają się na sednie sprawy.
Ja ostatnio lubię szperać w sklepach internetowych przynajmniej nie ma takich
tłumów. Wiem, że sklep z
odzieżą w necie to nie to samo co w realu, ale są przecież takie np C&A
czy dla dzieci 5-10-15, które mają swoje odpowiedniki w Centrach Handlowych i
można porównać materiał i rozmiar. Książki też raczej zamawiamy przez internet.
Księgarnia internetowa
ma swój odpowiednik w realu i bez problemu można sobie książkę odebrać niedaleko
domu oszczędzając tym samym na kosztach przesyłki. Powiem Wam że łażenie po
sklepach przed świętami mnie przeraża - znów ludzie będą się rzucać na
wszystko.
Ale ostatnio koleżanka w pracy odkryła, że u jej przyjaciela z Warszawy z
okazji Wielkiej Nocy nie daje się prezentów. U nas prezenty zawsze były. Jako
dziecko pamiętam że w pierwszy dzień świąt budziłam się a od mojego łóżka w
różne strony rozchodziły się ścieżki z cukierkowych jajek. Na końcu każdej
takiej ścieżki był jakiś prezent - przeważnie drobne, ale zawsze cieszyły. Tę
tradycję przeniosłam do naszego domu i Marecki jest nią zachwycony (pamiętam jak
miał niecałe trzy latka, to aż posikał się ze szczęścia) A jak jest u Was? Są
prezenty?
Przede mną jeszcze świąteczne porządki, chociaż okna nadal folią zasłonięte a
faceci w roboczych strojach codziennie łażą po moim balkonie. A tak bym chciała
na Święta już coś widzieć przez szyby. Zobaczymy czy zdążą. Jak narazie aż
strach okno otwierać, bo taki kurz na balkonie. Żyję nadzieją, że już za
niedługo koniec...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz