sobota, 5 maja 2012

przed nowym rokiem (30.12.10)

No to czas na poświąteczno rocznicowe opowieści :)

Na wstępie DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM za karteczki, które świadczą o Waszej pamięci - to naprawdę miłe. No i w końcu przyczyniamy sie do zapomnianej tradycji wysyłania kartek świątecznych :)

Święta jak to święta można nazwać jednym słowem - objedzone.



Wigilia

Pierwszy raz w życiu nie spędziłam jej z rodzicami, bo byliśmy u teściów. Miałam też okazję się przekonać, że nie w każdym domyu tak samo się tę wieczerzę orgnizuje. Trzeba się więc nauczyć, że u mnie w domu są pewne tradycje, które są obowiązkowe, natomiast u innych mogą być zupełnie nieznane. Pod choinką znaleźliśmy mnóstwo prezentów. Po powrocie do domu Marecki i Mleczko dostali jeszcze conieco od Dzieciątka :)






Pierwszy dzień Świąt

Poszliśmy zobaczyć szopkę i oczywiście zostaliśmy na mszy. Na komuni młody przestępował już nogę na nogę i zakomunikował że mu się chce siku i to bardzo - nie było wyjścia trzeba było lecieć do babci :) (ale udało się dotwać do błogosławieństwa - chociaż już jedną nogą za drzwiami kościoła :D)

U babci oczywiście pod choinką znów prezenty i nikogo nie zdziwi fakt, że obłowił się najbardziej Marecki. Dostał wyczekiwanego "dzidziusia tygryska" którym może się teraz opiekować. My postanowiliśmy, że tygrysek bedzie miał robione mnóstwo fotek i może powstanie coś w rodzaju fotostory o tytule "Sekretne życie didziusia tygryska" :D

Potem objedliśmy się na obiedzie i jak to w święta była moja ukochana kapustka z grzybami :) No i serniczek i kolacja i tym sposobem wyturlaliśmy się wieczorem do domu :)




Drugi dzień świąt:

Zostaliśmy sobie w domu. Nikogo nie zaprosiliśmy ani do nikogo nie poszliśmy - totalny luuuzzzz :) Jako, że moja mama zapewniła nam prowiant obiadowy nie musieliśmy się martwić, że pomrzemy z głodu :D

Jako, że była ładna pogoda - znaczy śniegiem nie waliło, poszliśmy sobie na spacer.




Rocznica

Jako, że do 10-tego mam urlop (tak, tak - możecie zazdrościć :D), a Mleczko chodzi do pracy naszą rocznicę uczciliśmy dopiero popołudniu. Młodego zaprowadziłam do babci i potem poszliśmy do ptasiej pizzeri na "małe" rocznicowe conieco. Kiedyś często tam chodziliśmy, wtedy nawet nam się nie śniło, że możemy być kiedyś razem :)

A później - tramwajem (bo postawiliśmy na ekstremalną przygodę) pojechaliśmy do kina na "Opowieści z Narnii" :) Film spełnił moje oczekiwania i jest porównywalny do pozostałych części - miły dla oka i raczej wierny orginałowi. O dziwo,w kinie prócz nas było z jakieś 30 osób !:) To dla nas nowość bo zazwyczaj jesteśmy my no i ewentualnie jeszcze jedna para :D



Ot i całe nasze świąteczne dni. Teraz przesiaduję z młodym w domu sprzatam i pichcę obiadki :)

Jutro sylwester. Jako, że impreza na którą mieliśmy pójść nie wypaliła a nie mieliśmy innej alternatywy, zostajemy w domu. Ale nie będziemy sami. Będzie z nami Junior, który zaopatrzył się już w odpowiednią czapeczkę, oraz para naszych przyjaciół- też nie mieli co robić, więc wpadną do nas. Może nawet potańczymy przy Sylwestrze z Polsatem albo Dwójką ...kto wie... :)

A zatem kochani, krótko i treściwie

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku

Niech będzie jeszcze lepszy niż ten!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz