czwartek, 10 maja 2012

U P A Ł (26.08.11)

Upały mnie męczą- no chyba, że nad wodą siedze i moczę w niej swoje cztery litery. Ale nie siedzę. Siedzę w mieście a upał w mieście nie do zniesienia jest i już! Tym bardziej w pracy, gdzie w naszym "baraku" już o 8:00 rano temeratura dochodzi do 30 stopni. A klima jest i owszem, ale klimę mają tylko na pierwszym piętrze, a pech chciał, że my robaczki, siedzimy z Polly na parterze.... masakra. Ale co tam, grund, że słonko świeci :)

Nareszcie mamy czas pomieszkać. No i powiem wam miło się mieszka. Powoli oswajam się z myślą, że to mój DOM. Wczoraj przwieźli szafeczki do przedpokoju, ale jeszce firanek w pokoju nie mam (takie se wymyśliłam, że zaoszczędzić najpierw muszę) i ściany nadal takie gołe. Ale już już powoli... dlatego nie pokazuję wam jeszcze zdjęć - no może za wyjątkiem kawałeczka pokoju juniora i łazienki (bo w końcu za długo już zwlekam)


Młody najbardziej zadowolony jest z łóżka, że może sobie wchodzić po stopniach :D

A co tam jeszcze u nas...szykujemy sie na wesele naszego przyjaciela.... To juz za miesiąc. Nareszcie trochę poszalejemy. Niestety moje ambitne plany utraty wagi okazały się zbyt ambitne :) I znów będę musiała jakiejś kreacji poszukać coby jako tako wyglądać . Na szczęście Mleczko wciśnie się w swój garnitur :)

No a dzis w końcu idziemy na ostatnią część Harrego Pottera - nie ma to jak byc na czasie z repertuarem kinowym :D

A w przyszły czwartek, młody zostaje przedszkolakiem :D

No to tyle, bo mi się klawiauras rozpuszcza

Miłego wekendu kochani

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz