niedziela, 13 maja 2012

wiejska majówka (04.05.12)

Część pierwsza majówki już za nami :) Wróciliśmy ze wsi u dziadka opaleni (lekko - bo bez przesady) i szczęśliwi. Pogoda naprawdę dopisała, więc bawiliśmy się świetnie głównie grzebiąc w piaskownicy, jeźdząc na rowerze i oddychając świeżym powietrzem :) Marek próbował nauczć się jeździć bez bocznych kółek, niestety za szybko się poddawał i nic z tego nie wyszło.

Oczywiście nie obyło się bez przygód i to już w dzień przyjazdu czyli niedzielę. Młody bawił się w piasku i nagle przyleciał z płaczem, że go boli straszenie. Bólu nie umiał do końca zlokalizować. Mówił, że boli go od zęba do ucha i szyji. Jak na złość nie wizełam nic przeciwko bólowego, więc dałam mu pół tabletki nurofenu. Apteka rzecz jasna zamknięta bo to wiocha totalna. Ból się nasilał, młody tulił sie do mnie i płakał w niebogłosy, więc postanowiliśmy jechać na izbę przyjęć. Tam kolejka do rejestracji, jak już była moja kolej to od znudzonego dyżurnego dowiedział się ,że jak bez skierowania to trzeba bezpośrednio pod gabinet, to poszliśmy tam a wtedy pan sanitariusz poinformował nas, że lekarz poszedł właśnie na oddział i nie wiadomo kiedy zejdzie może za dwie godziny a może za cztery. No ale ponoć jest jakaś opieka dla dzieci w centrum miasta. Warto zaznaczyć, że w między czasie bół młodemu minął - ot tak , jak nagle się pojawił, tak nagle znikł. Ale pojechaliśmy do tego innego szpitala, gdzie zostaliśmy przyjęci po 5 minutach. Pani doktor Longina :) pooglądała Mareckiego z każdej strony i to dosyć dokładnie po czym stwierdziła, ze nic nie widzi i jak dla niej to wszysto w porządku. Być może był to ząb mądrości, który młodemu wyrasta chociaż jak dla niej to to tez nie to.... Tak więc zagadka tajemniczego bóu nie została rozwiązana. Młody ozdrowiał i do końca pobytu ani razu sytuacją się nie powtórzyła.

Ale tak jak pisałam wcześniej katar był cały czas. Gile leciały aż do pasa i kaszel się pojawił. Tak więc upał 30 stopni a my wszędzie z husteczkami :) We wtorek doszedł jeszcze niedosłuch, więc wiedział już że katar doszedł do ucha i się nie pomyliłam, bo dziś odwiedziliśmy naszego laryngologa, który że potwiedził, że znów ropny katar wdarł się do ucha. Zapisał antybiotyk i dwie buteleczki kropelek. Masakra, ile zapłaciłam w aptece, ale nic... mamy nadzieję, że to pomoże.




Powyżej nasza super twierdza z piasku :) Reszta zdjęć w Mlecznych Fotkach :)


A w poniedziałek znów w drogę tym razem czeka na nas.... KAZIMIERZ :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz