Po pierwsze, byliśmy z Markiem u laryngologa, oczywiście prywatnie. Bo jego oddychanie buzią i chrapanie jest coraz większe. Pan doktor zbadał Młodego, pooglądał, zrobił Usg parę innych sztuczek i oznajmił, że jak nic Marek ma za duży trzeci migdał, który trzeba wyciąć.... jako, że wizytę mielismy w lecznicy, która rówież przeprowadza takie zabiegi od razu mogliśmy się zapisać na termin. No i.... data z kasy chorych: koniec listopada! Masakra jakaś. Ale można zrobić prywatnie, termin zabiegu: 3 czerwca. I gdzie tu sprawiedliwość. Ehhhh. Żal mi dziecka, tym bardziej, że lekarz powiedział, że są juz zmiany w nosku i zatokach bo nieprawidłowo oddycha, no to zapisaliśmy się na prywatny zabieg. Koszt 1750 zł. Dużo. Ale co zrobić, nie dam się męczyć dziecku do listopada. Tak więc teraz w piątek o 6:30 mamy się stawić w lecznicy, jak wszystko będzie dobrze wyjdziemy już o 17:00. Trochę się martwię, że to go będzie bolało a za tydzień ma już wyjechać na wakacje na wieś....
Po drugie: mam za sobą badanie zwane kolonoskopią. I powiem wam, że najgorsze to było przygotowanie do tego badania, kiedy to trzeba było wypić 4 litry mdłego i powodującego obrzydzenie roztworu ( i trzeba to zrobić w max 4 godz.) Bleeeeeee. Samo badanie to nie wiem jak przebiegało bo spałam :) Tak więc nie wiedziałam co się ze mną dzieje :) Wynik jak najbardziej pozytywny. Wszysko ok, a jelitko jest błyszczące i zdrowe. Lekarz powiedział, że mogę już wszystko jeść. No to jadłam tym bardziej, że urodziny od Mareczka na drugi dzień wyprawiałam dla znajomych. No i miałam za swoje. W niedzielę tak mnie skręcało, że myślałam, że brzuch mi na drugą stronę wywali. Dobrze, że L4 mam do jutra bo do wtorku mnie nadal brzuch bolał - masakra. Zatem jeżeli kolonoskopia to tylko pod narkozą no a potem to tylko lekko jeść (ja nadal wcinam tylko biszkopty i rogale ;/).
Po trzecie rozpoczęliśmy akcję remont i pakowanie. Zakupiliśmy już kafelki do kuchni i łazienki i panele do salonu. Pan Marek już umówiony a w czwartek przychodzą nam drzwi do mieszkania wymienić. My wczoraj dzielnie walczyliśmy z komórką, którą mamy na korytarzu. Było czyszczenie i malowanie. Niestety malowaliśmy resztkami naszej farby i nam jej brakło, no i nasza komórka będzie wielokolorowa :) Bo poszły resztki różnych farb :)
Pakowanie naszych rzeczy rozpoczęliśmy od książek. Poszło 5 dużych kartonów ;/ A gdzie tam reszta. Taka przeprowadzka to jednak wielka akcja :) Na 13-tego umówiony jest transport mebli, które wywozimy na wieś, 14-tego kolega podjedzie po meble od młodego i przewiezie je do nowego mieszkania a 15-tego musimy już oddać mieszkanie.
Przez to wszystko normalnie jakaś zakręcona jestem. Za dużo rzeczy naraz i człowiek głupieje :D
Po czwarte urodziny młodego wyprawiłam.Dwa razy. Raz dla rodziny a raz dla znajomych. Młody jak zwykle obłowił się nieziemsko i jego pokój znów zawalony jest zabawkami - trzeba chyba zrobić kolejny odsiew....
A oto i solenizant, dopiero co po fryzjerze ;), we własnej osobie (z imprezy nr 2 :D)

No i po piąte i w sumie rzeczy dziś najważniejsze:
Z okazj Dnia Dziecka wszystkim dzieciakom i małym i
dużym (nawet tym baaaaaardzo dużym :D) samych uśmiechów i radości życzy Mleczna
rodzinka. Buziaki!
****************************
Już po zabiegu. Migdał gigat wycięty. Marecki był dzielny.
Wszystko poszło jak najlepiej. Realcja wkrótce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz