sobota, 5 maja 2012

żyję... żyję... (13.11.10)

No żyję, nie ma co... i wcale nie jestm już zdołowana :) Tylko tak jakoś oklapłam ostatnio, sił i ochoty na wszystko brak - czort wie dlaczego...może to te ciśnienie a może zła dieta...

Pierwsze dni listopada minęły spokojnie. Nic się nie działo, może za wyjątkiem paru spotkań ze znajomymi. Tak to jakoś jest, że każdy z nas ma swoje życie i coraz rzadziej się spotykamy, a kiedyś widywaliśmy się przynajmniej co tydzień. No cóż życie...

A mnie, mimo oklapnięcia, coś nosi i chyba potrzebuję jakiegoś impulsu i celu. Na którym mogłabym skupić swoją enegię i wyrwać się z otępienia...


Na koniec coś z serii ręce opadają :)


Jesteśmy z mamą i Juniorem przy grobie Ogórka, porządkujemy przed Wszystkimi Świętymi. Młody zaczyna się nudzić i pyta czy może nazbierać parę kamyczków (obok Ogórka jest grób wokół którego rozsypano małe kamyczki). My na to, że nie ma sprawy. Po trzech minutach patrzę a Marecki ma już pół reklamówki tych kamyczków.

Babcia: Marek tak nie wolno.

Marecki: Ale pozwoliłyście mi!

Mleczkowa: Ale nie tak dużo.

Marecki: Ale cemu?

Babcia: Bo ta Pani będzie zła.

Marecki: Babcia, przestań... Ta Pani juz nie zyje...jej juz jest wsystko jedno...

Babcia i Mleczkowa: konsternacja i zduszony śmiech...

A babci chodziło o Panią, która przychodzi opiekować się grobem... ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz