Zacznijmy od dnia matki.
Jako, że te święto przypadło w sobotę zostałam obudzona przez Mareckiego całusem i przytulaskami. Dodatkowo otrzymałam rysunek - laurkę. Taki oto:
Jakby ktoś nie wiedział, to to coś na obrazku to żmija jest :) No i co ja mam o tym myśleć??? Że niby taka żmijowata mamuśka ze mnie? Mleczko stwierdził, że to żmija, z której mogę sobie zrobić torebkę :)
Dzień Mamy był także w przedszkolu. Młody rzecz jasna mówił wierszyk. Dzieci śpiewały piosenki i tańczyły a na koniec współnie powiedziały wierszyk o serduszku dla mamy... no i tu Mleczkowa poległa, bo tak mi się miekko w nogach zrobiło.... ehhhh..
Potem wszystkie mamy zostały porwane na bezludną wyspę :) Znaczy na korytarz, gdzie były rozłożone dywany. I mamuśki musiały się troche popawić z dzieciakami w tzw. gry integrujące. Było przeciąganie, przytulanie i kolorowa husta. Powiem, wam, że niektóre mamy miały problem, zeby się tak bawić... no nie musze pisać, że ja zaangażowałam się na maksa w tę zabawy :)
Póżniej zostałyśmy zaproszone na podwieczorek na balkonie podczas którego musiałysmy odganąć na którym rysunku jesteśmy. Ja nie miałam problemu...znalzałam siebie szybko.... Tylko jedna mama miała czerwone włosy :)
Taaa.. i ten rozwiany włos na głowie - normalnie cała ja :D
Ehhh fajowo mieć przedszkolaka w domu :)
Zaraz po dniu matki pojawił się Dzień Dziecka. Z tej okazji młody dostał książeczkę "Dawno temu w Mamoko", która polecam wszystkim. Jest to pierwszy komiks dla dziecki, bez jakichkolwiek wyrazów - dziecko samo na podstawie obrazków układa sobie historię jednego z kilkunastu bohaterów. Markowi się spodobało i wymyślił już kilka niezłych opowieści. Mieliśmy dla niego jeszcze jedna niespodziankę i wczoraj wybraliśmy się z wujkiem chrzestnym do Krakowa...
Nawiedziliśmy to misto z nastawieniem na Skarbiec i Zbrojownię na Wawelu. Myśleliśmy o całym zamku, ale jak zobaczyłam ceny biletów to o mało co z krzesła nie spadłam. Stwierdziłam, że zbrojownia najbardziej Marka zainteresuje i nie myliłam się. Co zobaczył miecz czy szable to wzdychał i ochał :)
Zwiedziliśmy także Katedrę a tam musiałam Młodemu tłumaczyć co to za król i co tam ważnego zrobił - oj przypomniała się historia :) Ostatni raz byłam w Krakowie parę lat temu i wtedy nie było problemu z robieniem zdjęć w Katedrze, teraz niestety nie wolno - nawet bez flesza....
Potem poszliśmy do Jaskini Smoka. Niestety nie było go w domu, pewnie wyleciał na poszukiwanie dziewic... oj to może szybko nie wrócić :) W każdym razie sami poudawaliśmy smoki - i nieźle nam szło :D
Póżniej staraliśmy się poszukac knajpi na obiad. Ja pamiętałam jakąś - niestety już zamknięta, wujek chrzestny nas ciągnąl przez pół miasta żeby pokazać nam pyszną knajpke - niestety zamknięta! W końcu byliśmy tak głodni, że wylądowaliśmy w pizzeri przy św. Tomasza. Pizza średnia, ale nie za droga a my naprawdę byliśmy już wygłodniali, więc pochłonęlismy wszystko :)
Nie obyło się bez wałęsania po uliczkach i rynku i deserze u Wenzla. Młody zamówił sobie to:
I była to najmiejsza rzecz z naszego zamówienia :) Ja zamówiłam szarlotkę, która była tak wielka i słodka, że 3 ludzi by się najadło. Mleczko i Chrzestny zamówili desery lodowe, tak ogromne, że ledwo podołali :) Było zatem słodkao a właściwie BARDZO słodko :)
I tym akcentem zakończyliśmy nasz pobyt. Potem poszliśmy do auta, które oczywiście zaparkowaliśmy na końcu świata, zasiedliśmy ruszyliśmy i .... w drodze powrotnej rzecz jasna się zakręciliśmy. Nie chcieliśmy wracać autostradą i wybraliśmy drogę wolniejszą, ale bezpłątną... taaaaaaaa ale pojechaliśmy zupełnie inną trasą, bo nie umieliśmy trafić na główną szosę. Powiem Wam, że Kraków jest słabo oznakowany jeśli chodzi o wyjazdy z miasta, w porównaniu do Wrocławia to totalna masakra.
A dziś byliśmy budować wielkiego strażaka z klocków Lego :) W jednym z centrów handlowych była akcja strażacko - klockowa. No i jak tu na nią nie pojechać. Dwa dni wcześniej dzieci układały wielki wóz strażacki a dziś kolej była na strażaka. Młody zaangażował się w budowę, a także wziął udział w konkursie - niestety nie było kategori wiekowych i największą wieżę z klocków zbudował chłopak dwa razy starszy od Marka. Do wygrania był zestaw strażacki klocków lego i chociaż Młody już taki miał było mu smutno, że nie wygrał (nie lubi przegrywać - ma to po mamusi :D) Na pocieszenie otrzymał dyplom i naklejki.
Uff taki to tydzień za nami.
Zdjęcia do posta w fotkowni.
A nastepnym razem będzie o komunii :)
a propos rysunku - nie zauważyłem, byś miała lewą nogę cieńszą od prawej:) ale Ty spodnie nosisz:))
OdpowiedzUsuńkochany...dawno mnie nie widziałeś live nogi mopgły mi się zrobic ciut nieproporcjonalne :D :)
UsuńNo i niby noszę, ale to tunika i spodnie na rysunku są (że niby) :D
trzeba było napisac że do krakowa się wybieracie to bym Wam jakas knajpke fajna i niedroga doradzila :)) a ceny na Wawelu masakra sa rzeczywiscie
OdpowiedzUsuńOj no widziesz nie pomyślałam żeby do ciebie w kwesti kulinarnej udarzyć, ale następnym razem napewno to zrobię :)
UsuńCo do cen..ehh szkoda gadać
A gdzie ta fotkowania?
OdpowiedzUsuńA Fotkownia, po prawej stronie bloga, ale dostępnie nie dla wszystkich. Wyślij mi twojego maila.
UsuńRysunki Mareczka genialne! :) Oj, Pawełek w tej dziedzinie wypada bardzo blado... ale to podobno po tatusiu tak ma
OdpowiedzUsuńPawełek pewnie jest abstrakcjonistą :) Nie przejmuj się, on pewnie ma inne talenty :)
UsuńNo to imprezowo u Was ostatnio było, no ładnie tyle świąt :) Ale talent Mareczkowi to tylko pozazdrościć :)
OdpowiedzUsuńhe he he :) imprezowa rodzinka :) A talent - zobaczymy czy mu się rozwinie :)
UsuńA można dostać hasło do tej fotkowni?
OdpowiedzUsuńHasło do fotkowni otrzymują osoby, które są z nami od dawna ale także komentują często i są nam znane. Zatem zapraszam do ujawiania się :)
UsuńWyjazd był świetną rozrywką !
OdpowiedzUsuńA wczoraj Goryl Śnieżek był wisienką na torcie z okazji dnia dziecka
Taaa fajnie być dzieckiem i dostawać tyyyyle atrakcji w prezencie :)
Usuńpo pierwsze - cudnie wyszłaś na malowanej fotce, a po drugie - bardzo podoba mi się wyjaśnienie na temat żmijki ;)
OdpowiedzUsuńp.s. z przyczyn nie zależnych ode mnie zawaliłam sprawę z pytaniami :(
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńDroga Pani Mleczko, jak tu u Pani w nowym miejscu miło:)Pozdrawiam serdecznie Mrówka
OdpowiedzUsuńKochana jak ja dawno u Ciebie nie byłam, mam prośbę czy aby wejśc do mleczkowej galerii trzeba miec hasło?Jak się wkupić w łaskę Mleczkowej, by podała hasło "ciotce Mrówce"??
Pozdrawiam serdecznie
Mrówka (czytelniczka od 6 lat).
mój mail: seawinds.seawinds@gmail.com