Oj kochani, przepraszam bardzo, że kazałam Wam tyle czekać, ale przez te dni czas uciekał między palcami i wciąż go było mało, ale już wracam do mojej opowieści.
1. Gdańsk
Gdańsk ogłuszył nas ilością turystów... masa ludzi przewalających się po głównej ulicy to niestety minus duży... no i ceny bursztynów oszałamiające
Jednak nasze zwiedzanie zaczęliśmy od Katedry, która jest jedną z największych w Polsce... niestety wymaga jeszcze dużo pracy by przynajmniej trochę dorównać kościołowi Mariackiemu - a szkoda, bo byłaby piękna. Ciekawostką jest średniowieczny kalendarz:
i kaplica 11 tysięcy dziewic :) No jakby stworzona dla mnie :) :)
Mieliśmy szczęście bo załapaliśmy się jeszcze na Jarmark św. Dominika, gdzie pełno straganów kusiło rozmaitościami - no ale my byliśmy twardzi i nie daliśmy się skusić :)
Obowiązkowo pozdrowiliśmy też Neptuna:
A mijając główną siedzibę Amber Gold dotarliśmy pod jakże znany widok:
Zjedliśmy w sprawdzonej restauracji sieciowej, bo baliśmy się lokalnych cen i jak już wracaliśmy do samochodu zaskoczyła nas wielka ulewa. Mimo parasoli byliśmy przemoczeni i jak tylko lekko zelżyło pobiegliśmy do auta. Wieczorem usłyszeliśmy, że wyjazd z miasta został totalnie zalany i były straszne problemy, żeby się z niego wydostać- ufffff mieliśmy szczęście.
2. Gdynia
Jadąc do Gdyni wiedzieliśmy, że chcemy zobaczyć tylko trzy rzeczy: Oceanarium, Błyskawicę i Dar Pomorza.
Przyjechaliśmy zaraz po otwarciu Oceanarium i nie musiliśmy stać w kolejce ani też przeciskać się przez zwiedzający do kolejnych atrakcji. Cóż.. atrakcje... na początku można podziwiać różnego rodzaju sztuczne żyjątka morskie od konika po wieloryba. Jakość - powiedzy sobie: wczesne lata 80-te :) kolejne piętro to już zwierzątka jak najbardziej pływające :) Nie było źle, ale widać, zę część akwarium pamięta stare czasy, tylko nieliczne są już nowoczesne. Ale ryby sie nie skarżyły - więc chyba dobrze się im pływa :)
W Oceanarium można też zobaczyc makietę całego Bałtyku z podświetlanymi przez zwiedzających poszczególnymi formami geologicznymi.
Ogólnie Markowi sie podobało, chociaż najbardziej to błazenki - wiadomo Nemo i jego tata :D
No to parę fotek
Po wyjściu z Oceanarium zobaczyliśmy wielką kolejke po bilety i odetchnęliśmy z ulgą, że nam się udało :) Nie czekając długo poszliśmy zobaczyć statki. Mnie osobiście podobał się Dar Pomorza, chłopaki (co zrozumiałe) szaleli na ORP Błyskawicy :) Statki można zwiedzać od pokładu głównego do maszynowi - niezła atrakcja dla dzieciaków (i nie tylko)
Ale co to za frajda zwiedzać i nie płynąć :) No to popłynęliśmy statkiem pirackim - "prawdziwym" :)
Podróż trwała 40 min. Wypłyneliśmy z portu na głębokie wody i zawróciliśmy. Nie czarujmy się ani to daleko ani szybko, ale przynajmniej dzieci mają radochę. Za dodatkowa opłatą można dostać certyfikat pirata i dzięki niemu Marecki został "Szalonym Śledzikiem" :)
3. Hel
Wybraliśy się na Hel kiedy to pogoda była średnia, przynajmniej na poczatku i niestety z latarni morskiej niewiele było widać, tylko mgłę i deszcz- niestety. Poszliśmy także do Fokarni, ale kolejka była tak długa, że nie złapaliśmy się na karmienie, gdzie foki robią różne sztuczki. Jak dotarliśmy foczki były tak objedzone, że pływały leniwie do góry brzuchami :)
Później pogoda się poprawiła i zajrzeliśmy do muzeum rybołóstwa, gdzie można zobaczyć osprzet oraz różne rodzaje łodzi.
Ale największa atrakcją na Helu było Muzeum Obrony Wybrzeża, gdzie dzieci mogą sobie pokierować armatą albo wyrzutnią albo potrzymać granat :) Niestety wielką porażką jest kolejka wąskotorowa, na którą kupuje się oddzielny bilet. Jeżlei ktoś liczy na emocje to niech sobie daruje. Kolejka jedzie 300m - TAK 300 m! Po czym się wysiada i zwiedza ruiny bunkra i znów spowrotem 300m! Tę odległość można spokojnie przejść na nogach i szkoda tych 6 zł na bilet!
4. Rozewie
Na Rozewiu byliśmy dwa razy. Pierwszy raz wybraliśmy się pieszo bzegim morza, było cudnie. Mimo niezbyt słonecznej pogody łazilismy boso po piaski i wodzie.Niestety chmury zmieniły się w deszczowe i zeszliśmy na drogę no i deszczy nas dorwał :( Wyglądaliśmy jak mokre kury, ale dzielnie wdrapaliśmy się na latarnie i tam....mgła..nic więcej nawet nie widzieliśmy gdzie morze a gdzie ląd. Na szczęście przestało lać i mogliśmy spokojnie - miejscowym PKS-em wrócic na kwaterę :) Drugi raz podjechaliśmy samochodem, pogoda była zdecydowanie lepsza, udało nam się podejść nawet na sam brzeg przylądka :) Wiało tak, że czasem tchu brakowało, ale cudnie było :)
Kurcze...właśnie patrzę a tu wyszło dużo tego...cóż chyba mnie nie minie część III a w niej Malbork, Toruń no i wizyty i spotkania :)
Obiecuję, że nie będziecie musieli tak długo czekać jak na tę część. Napisze ją jeszcze w tym tygodniu - OBIECUJĘ!
No :) i takie komentarze to lubię ^^ Od razu wiadomo co i jak ;))))) Ale powiem Ci Nela,że samo morze robi wrażenie,nie ? Mówię tu o człowieku,który nad morzem nie mieszka - czyli o sobie hehehe :)))) Ale ja tam mieszkać bym nie chciała - przez ten wiatr i pogodę.Non stop trzeba łazić w kurtce,bo nie wiadomo,kiedy spadnie deszcz ;)
OdpowiedzUsuńNoo morze robi wrżenie a jak się do niego wchodzi jeszcze większe :D
UsuńCo do mieszkania nad morzem - jak dla mnie trochę za dużo wilgoci :D
Super!! Aktywnie, pięknie i tak trzymać.
OdpowiedzUsuńDziękujemy za zaproszenie :)
OdpowiedzUsuńNoo z całą pewnością lenistwa w te wakacje było mało :D
OdpowiedzUsuńtja o rozczarowaniu Oceanarium też kiedyś pisałam ;]
OdpowiedzUsuńCzekam na pozostałą relację szczególnie na wizyty i spotkania ;D
A ja byłam tam wszędzie :-) Foczki uwielbiam, jeździmy tam zawsze poza sezonem i nie ma tłumów :-) A Bolka czy Lolka na kamieniu też mam uwiecznionego, byliśmy tam w podróży poślubnej :-)
OdpowiedzUsuńWow - fajny ten kamień.
OdpowiedzUsuńno to pozwiedzaliście ładnie ;)
OdpowiedzUsuń