niedziela, 19 sierpnia 2012

morskie opowieści cz 1.

Noo w końcu wzięłam się za siebie i postanowiłam opisać nasz urlop. Cały tydzień zastanawiałam się jak to zrobić i postanowiłam opisywać go hasłami. Mam nadzieję, że to wprowadzi jako taki porządek to mojej opowieści. No to zaczynamy:

1. Podróż do..
W piątek 27.07. byłam jeszcze w pracy, więc większość rzeczy spakowaliśmy w czwartek. Po południu udało mi się zdrzemnąć jakieś dwie godzinki, bo chłopaki wyszli sobie na spacer. Przed północą Mleczko zaczął znosić bagaże do auta a na końcu zniósł śpiącego jeszcze Mareckiego :) Jeszcze, bo jak tylko wsiedliśmy do windy Marek się obudził i zaczął nadawać :) Zasnął dopiero po dwóch godzinach podróży i spał do 6 rano kiedy to wjechaliśmy na autostradę.
Ruszyliśmy spod bloku i mimo ciemności podróżowało się świetnie. Ruch o dziwo wcale nie był taki mały bo i inni postanowili tez jechać w naszym kierunku :) Pierwsza niemiła niespodzianka spotkała nas w Łodzi, gdzie musieliśmy objechać całe miasto z powodu remontu kawałeczka ulicy.
Kiedy dojechaliśmy do autostrady A1 to podróż była już gładka. Autostrada jest nowa więc i gładka jak stół, często też umieszczone są parkingi z toaletą a nawet prysznicem. Niestety cena całego przejazdu to 29,90 zł dużo, ale jak człowiek przeliczy kilometry to i tak wychodzi polowę taniej za kilometr niż do Krakowa. Po zjeździe z autostrady wjeżdża się na obwodnicę Trójmiasta i też jest dobrze, ale niestety jak kończy się obwodnica tak kończy się gładka jazda, bo od razu zaczyna się korek. W tym gigantycznym korku jechaliśmy przeszło dwie godziny, praktycznie do samego Władysławowa (później nasza gospodyni pokazała nam drogi przez wioseczki i sprawnie omijaliśmy korki). Tak więc po 11 godzinach jazdy szczęśliwie dojechaliśmy do Chłapowa.

2. Chłapowo
Chłapowo to miejscowość pomiędzy Władysławowem a Jastrzębią Górą. W sumie to paręnaście ulic na krzyż usianych miejscami noclegowymi dla turystów. Jeżeli ktoś lubi hulanki wieczorne to zdecydowanie odradzam, a jeśli chcecie mieć spokojne wieczory, bez barów otwartych do rana i ciszę tak żeby dzieci się wyspały to jak najbardziej polecam. Ja właśnie dlatego tę miejscowość wybrałam. Nie ma tam dyskotek, barów, zbytniego hałasu.
Chłapowo leży bezpośrednio nad Bałtykiem, jednak dojście na plażę jest z górki , ponieważ znajduję się tam znaczny klif. My mieliśmy bardzo łagodne zejście wyłożone betonowymi płytami. Jednak są tez zejścia strome po których schodzi się po schodach.
Plaża niezbyt szeroka, ale urokliwa ze względu na klif i możliwość włażenia na niego :) A także widok na przylądek Rozewie. Niestety ludzi, tak jak wszędzie pełno i żeby znaleźć jakieś w miarę dobre miejsce na plaży trzeba było tak ok 9:00 już na niej być. Plaża ma swój strzeżony kawałek, gdzie porządku pilnują ratownicy i tam właśnie my , głównie ze względy na młodego, się lokowaliśmy.




Woda w Bałtyku..hhhhmmmm ZIMNA :) Ale to raczej nikogo nie dziwi. Mieliśmy okazje poopalać się na plaży, bo pogoda dopisywała przez ładnych parę dni. Leżeliśmy więc, grzaliśmy się a do wody wchodziliśmy tylko nóżki zamoczyć, poza Mareckim rzecz jasna który skakał przez fale przy okazji mocząc się cały :) Smarowalimy się kremem ale i tak nosy z Mleczkiem mieliśmy przypieczone. Na szczeście Marecki nic sobie nie spalił :)


No, ale sobie pomyslałam, jak to, być nad morzem i w nim nie pływać??? No to odważyłam się weszłam... powoli powoli..powol.. dech mi zapierało, ale:



Taadaaaaa... płynęłam :) Marecki chciał płynać do mnie, no ale jego umiejętności nie są tak dobre więc on pluskał się na brzegu, skakał przez fale i budował twierdze z piasku :)





3. Kwatera

My naszą kwaterę wybraliśmy już na początku roku, dzięki pomocy kochanego Bruneta. Wybraliśmy Villę Malibu, prowadzoną przez Agnieszkę :) Nie znałam wcześniej naszej gospodyni osobiście jedynie przez maile. Po dotarciu na miejsce zostaliśmy obściskani i ucałowani i oprowadzeni po obiekcie. Dostaliśmy pokój dwuosobowy z dostawką dla Mareckiego.  pokoju było duże łózko, szafa, tv z podstawowymi kanałami oczywiście łazieneczka i co ważne parawan na plażę :)
Niestety dostawka okazała się zbyt wąska jak dla Młodego, bo on to robi fikołki w ciągu nocy, więc na dostawce spał Mleczko a ja z Mareckim w łóżku małżeńskim. I tak czasem budziłam się z łokciem w oku, albo nogą w brzuchu :)

W budynku na każdym pietrze znajdował się aneks kuchenny z pełnym wyposażeniem i tarasem, z którego widok był bezpośrednio na morze. Do plaży mieliśmy jakieś 300 – 400 metrów. Na terenie był zadaszony plac zabaw dla dzieci no i trampolina tak oblegana przez młodego :)

Ale najfajniejsze było to, że zostaliśmy przyjęci jak starzy znajomi, albo rodzina. Marecki ciągle bawił się z Radkiem, synem naszej gospodyni i praktycznie co wieczór chodził do niego na kino bajkowe, które Radek puszczał na swoim komputerze. Czasem na takim seansie siedziała ósemka dzieci, która akurat były na wakacjach w tej willi
Ja podczas naszego wyjazdu pomagałam robić sok z porzeczek, oraz zaprawiałam ogórki, bo dom Agi to dom otwarty i nie było dnia żebyśmy nie zasiadały do pogaduch, no a przy okazji zawsze było coś do roboty :) Szalony dom. Dzieci biegają, dorośli rozmawiają i ciągle się przewijają a na to wszystko domowy pies pluszak – Drago, który uwielbiał być przytulany ściskany, szczególnie przez dzieci :



Polecamy zatem Villę Malibu dla rodzin z dziećmi, ponieważ nawet podczas deszczu jest tam co robić a gospodarze są mili i pomocni :) Dla informacji: cena za dobe 60 zł osoba dorosła 30 zł dziecko, bez wyżywienia. Wyżywienie przywieźliśmy ze sobą i podgrzewaliśmy w kuchence, czasem zjedliśmy coś na mieście, ale to powodowało znaczne uszczuplenie naszego budżetu.
A oto  Malibu w całej okazałości:


Koniec cz. 1
Część 2 wkrótce a w niej nasze wycieczki i spotkania :)

24 komentarze:

  1. Nazwa kwatery trochę pretensjonalna, ale grunt, że atmosfera dobra :) I cena, jak widzę, całkiem umiarkowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo nazwa ni w pięść ni w oko i nawet zapomniałam zapytać czemu tak nazwali ten pensjonat

      Usuń
  2. Aż mi się przypomniał mój urlop w Chłapowie dwa lata temu :)) pamiętam te cudne widoki na klify, latarnię w Rozewiu też zaliczyłam, te schody na plażę czasem bardzo niebezpieczne były i trzeba było uważać, ale tylko pierwszego dnia się nimi przechadzałam, potem ta betonowa ścieżka albo spacerkiem do Władysławowa :D Nawet w Sopocie w sezonie nie widziałam takich tłumów na plaży, jak właśnie w Chłapowie czy Władku, więc rano trzeba było się bujać i łapać miejscówkę na plaży. Woda zimna, to fakt, a ile kamieni... hehe :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My tym razem Sopot ominęłiśmy więc nie mam porównania, co do kamieni to bardziej były na Rozewiu niz u nas, szkoda tylko że muszelek prawie wcale :)

      Usuń
    2. Ja pamiętam, że najkorzystniejsze wejście do morza było we Władku, bo stopy aż tak bardzo nie bolały od kamieni :D

      Usuń
    3. U nas na szczęscie kamieni tez nie było :D

      Usuń
  3. Dzielna jesteś - zaliczyłaś pływanie w morzu :) Nie wiem, czy bym się odważyła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nieee no całkiem fajnie mieliście :)Jak jeździłam nad morze to zazwyczaj w tamte okolice (tak między Ustką a Jastrzębią)i zawsze miło wspominałam ten czas. Choć przyznaję, że pogoda nie zawsze dopisywała, woda zimna a plaże zbyt zatłoczone. Ale co tam. Fajnie było :)
    A gdzieś Ty tam popłynęła tak daleko? :)Marecki się morza nie wytraszył? Młoda w tym roku po raz pierwszy pojechała nad morze i dziecko doznało szoku, że woda może być taka wielka :D

    Rany, ale bym sobie wskoczyła do takiej wody. Aż mnie skręca :) Człowiek od tylu lat nigdzie nie wyjeżdża, już pewnie zapomniałam jak się pływa ;P

    czekam na cd. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie daleko ? Ja tylko do boi płynełam :D A Marecki to morze pokochał miłością WIELKĄ, dla niego im więcej wody tym lepiej :)
      A pływania się nie zapomnina :D

      Usuń
  5. Po muszelki trzeba było do Chałup podjechać ;) A tak przy okazji to a Chałupach i ludzi mało i na plazy i w mieście i cisz i spokój a ceny niższe:)Pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez Chałupy tylko przejeźdzaliśmy na i z Helu. No jakbym wcześniej wiedziała o tych muszelkach to bysmy się napewno tam zatrzymali :D

      Usuń
  6. No to widzę po pierwszym wpisie, że urlop się udał. Atmosfera jest najważniejsza, a skoro to dopisało, to musiało być super ! Ale do zimnego Bałtyku bym nie weszła, brr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No na atmosferę nie mogliśmy narzekać. A ja tam wierze w twoje siły i pewnie byś weszła :D

      Usuń
  7. My w Chłapowie byliśmy 3 lata temu i były to nasze najlepsze wakacje. Mimo ze do centrum Władka dość spory kawałek ale dla mnie to raczej urok niż niedogodność. A plaże w stronę Rozewia - marzenie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My do Władka chodziliśmy piechotka - ot spacerki takie :) No i nie odpuściliśmy Portu :)
      Gdyby nie deszcz tobyśmy na Rozewie po piasku doszli :D

      Usuń
  8. Wow jaka reklama. Dzięki za info. Może w przyszłości uda się odwiedzić to miejsce. pozdrawiaMY

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe ale mi za tę reklame nie zapłacili. A jak się zdecysujecie to dam wam namiary :D

      Usuń
  9. Pierwsza część jak najbardziej udana :-) Ech i to kochane morze:-)
    Myśmy byli w maju w Jastrzębiej Górze, a dwa lata temu w Jastarni:-)
    Piękne rejony :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no prosze Jastrzebia rzut beretem od nas :) Morze i kochane, ale troche zimne :D

      Usuń
  10. Mleczkowa Twoje opisy od razu zachęcają do wyjazdu. Fajne miejsce z fajnymi właścicielami to coś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe nie wiedziałam, że aż tak mi wyjdzie ten opis :) Cieszę się, że się podoba :D

      Usuń
  11. moj znajomy Szwed powiedzialby ze woda goraca w baltyku i temperatura idealna :))

    OdpowiedzUsuń
  12. no to już wiem, po kim pan Marecki ma morsowe geny ;D

    OdpowiedzUsuń