Noo w końcu wzięłam
się za siebie i postanowiłam opisać nasz urlop. Cały tydzień
zastanawiałam się jak to zrobić i postanowiłam opisywać go
hasłami. Mam nadzieję, że to wprowadzi jako taki porządek to
mojej opowieści. No to zaczynamy:
1. Podróż do..
W piątek 27.07. byłam
jeszcze w pracy, więc większość rzeczy spakowaliśmy w czwartek.
Po południu udało mi się zdrzemnąć jakieś dwie godzinki, bo
chłopaki wyszli sobie na spacer. Przed północą Mleczko zaczął
znosić bagaże do auta a na końcu zniósł śpiącego jeszcze
Mareckiego :) Jeszcze, bo jak tylko wsiedliśmy do windy Marek się
obudził i zaczął nadawać :) Zasnął dopiero po dwóch godzinach podróży i spał do 6 rano kiedy to wjechaliśmy na autostradę.
Ruszyliśmy spod bloku i
mimo ciemności podróżowało się świetnie. Ruch o dziwo wcale nie
był taki mały bo i inni postanowili tez jechać w naszym kierunku
:) Pierwsza niemiła niespodzianka spotkała nas w Łodzi, gdzie
musieliśmy objechać całe miasto z powodu remontu kawałeczka
ulicy.
Kiedy dojechaliśmy do
autostrady A1 to podróż była już gładka. Autostrada jest nowa
więc i gładka jak stół, często też umieszczone są parkingi z
toaletą a nawet prysznicem. Niestety cena całego przejazdu to 29,90
zł dużo, ale jak człowiek przeliczy kilometry to i tak wychodzi
polowę taniej za kilometr niż do Krakowa. Po zjeździe z autostrady
wjeżdża się na obwodnicę Trójmiasta i też jest dobrze, ale
niestety jak kończy się obwodnica tak kończy się gładka jazda,
bo od razu zaczyna się korek. W tym gigantycznym korku jechaliśmy
przeszło dwie godziny, praktycznie do samego Władysławowa (później
nasza gospodyni pokazała nam drogi przez wioseczki i sprawnie
omijaliśmy korki). Tak więc po 11 godzinach jazdy szczęśliwie
dojechaliśmy do Chłapowa.
2. Chłapowo
Chłapowo to miejscowość
pomiędzy Władysławowem a Jastrzębią Górą. W sumie to
paręnaście ulic na krzyż usianych miejscami noclegowymi dla
turystów. Jeżeli ktoś lubi hulanki wieczorne to zdecydowanie
odradzam, a jeśli chcecie mieć spokojne wieczory, bez barów
otwartych do rana i ciszę tak żeby dzieci się wyspały to jak
najbardziej polecam. Ja właśnie dlatego tę miejscowość wybrałam.
Nie ma tam dyskotek, barów, zbytniego hałasu.
Chłapowo leży
bezpośrednio nad Bałtykiem, jednak dojście na plażę jest z górki
, ponieważ znajduję się tam znaczny klif. My mieliśmy bardzo
łagodne zejście wyłożone betonowymi płytami. Jednak są tez
zejścia strome po których schodzi się po schodach.
Plaża niezbyt szeroka,
ale urokliwa ze względu na klif i możliwość włażenia na niego
:) A także widok na przylądek Rozewie. Niestety ludzi, tak jak
wszędzie pełno i żeby znaleźć jakieś w miarę dobre miejsce na
plaży trzeba było tak ok 9:00 już na niej być. Plaża ma swój
strzeżony kawałek, gdzie porządku pilnują ratownicy i tam właśnie
my , głównie ze względy na młodego, się lokowaliśmy.
Woda w Bałtyku..hhhhmmmm ZIMNA :) Ale to raczej nikogo nie dziwi. Mieliśmy okazje poopalać się na plaży, bo pogoda dopisywała przez ładnych parę dni. Leżeliśmy więc, grzaliśmy się a do wody wchodziliśmy tylko nóżki zamoczyć, poza Mareckim rzecz jasna który skakał przez fale przy okazji mocząc się cały :) Smarowalimy się kremem ale i tak nosy z Mleczkiem mieliśmy przypieczone. Na szczeście Marecki nic sobie nie spalił :)
No, ale sobie pomyslałam, jak to, być nad morzem i w nim nie pływać??? No to odważyłam się weszłam... powoli powoli..powol.. dech mi zapierało, ale:
Taadaaaaa... płynęłam :) Marecki chciał płynać do mnie, no ale jego umiejętności nie są tak dobre więc on pluskał się na brzegu, skakał przez fale i budował twierdze z piasku :)
3. Kwatera
My naszą kwaterę wybraliśmy już na początku roku, dzięki pomocy kochanego Bruneta. Wybraliśmy Villę Malibu, prowadzoną przez Agnieszkę :) Nie znałam wcześniej naszej gospodyni osobiście jedynie przez maile. Po dotarciu na miejsce zostaliśmy obściskani i ucałowani i oprowadzeni po obiekcie. Dostaliśmy pokój dwuosobowy z dostawką dla Mareckiego. pokoju było duże łózko, szafa, tv z podstawowymi kanałami oczywiście łazieneczka i co ważne parawan na plażę :)
Niestety dostawka okazała się zbyt wąska jak dla
Młodego, bo on to robi fikołki w ciągu nocy, więc na dostawce
spał Mleczko a ja z Mareckim w łóżku małżeńskim. I tak czasem
budziłam się z łokciem w oku, albo nogą w brzuchu :)
W budynku na
każdym pietrze znajdował się aneks kuchenny z pełnym wyposażeniem
i tarasem, z którego widok był bezpośrednio na morze. Do plaży
mieliśmy jakieś 300 – 400 metrów. Na terenie był zadaszony plac
zabaw dla dzieci no i trampolina tak oblegana przez młodego :)
Ale najfajniejsze było
to, że zostaliśmy przyjęci jak starzy znajomi, albo rodzina.
Marecki ciągle bawił się z Radkiem, synem naszej gospodyni i
praktycznie co wieczór chodził do niego na kino bajkowe, które
Radek puszczał na swoim komputerze. Czasem na takim seansie
siedziała ósemka dzieci, która akurat były na wakacjach w tej
willi
Ja podczas naszego
wyjazdu pomagałam robić sok z porzeczek, oraz zaprawiałam ogórki,
bo dom Agi to dom otwarty i nie było dnia żebyśmy nie zasiadały
do pogaduch, no a przy okazji zawsze było coś do roboty :) Szalony
dom. Dzieci biegają, dorośli rozmawiają i ciągle się przewijają
a na to wszystko domowy pies pluszak – Drago, który uwielbiał być
przytulany ściskany, szczególnie przez dzieci :
Polecamy zatem Villę Malibu dla rodzin z dziećmi, ponieważ nawet podczas deszczu jest tam co robić a gospodarze są mili i pomocni :) Dla informacji: cena za dobe 60 zł osoba dorosła 30 zł dziecko, bez wyżywienia. Wyżywienie przywieźliśmy ze sobą i podgrzewaliśmy w kuchence, czasem zjedliśmy coś na mieście, ale to powodowało znaczne uszczuplenie naszego budżetu.
A oto Malibu w całej okazałości:
Koniec cz. 1Część 2 wkrótce a w niej nasze wycieczki i spotkania :)
Nazwa kwatery trochę pretensjonalna, ale grunt, że atmosfera dobra :) I cena, jak widzę, całkiem umiarkowana.
OdpowiedzUsuńNoo nazwa ni w pięść ni w oko i nawet zapomniałam zapytać czemu tak nazwali ten pensjonat
UsuńAż mi się przypomniał mój urlop w Chłapowie dwa lata temu :)) pamiętam te cudne widoki na klify, latarnię w Rozewiu też zaliczyłam, te schody na plażę czasem bardzo niebezpieczne były i trzeba było uważać, ale tylko pierwszego dnia się nimi przechadzałam, potem ta betonowa ścieżka albo spacerkiem do Władysławowa :D Nawet w Sopocie w sezonie nie widziałam takich tłumów na plaży, jak właśnie w Chłapowie czy Władku, więc rano trzeba było się bujać i łapać miejscówkę na plaży. Woda zimna, to fakt, a ile kamieni... hehe :))
OdpowiedzUsuńMy tym razem Sopot ominęłiśmy więc nie mam porównania, co do kamieni to bardziej były na Rozewiu niz u nas, szkoda tylko że muszelek prawie wcale :)
UsuńJa pamiętam, że najkorzystniejsze wejście do morza było we Władku, bo stopy aż tak bardzo nie bolały od kamieni :D
UsuńU nas na szczęscie kamieni tez nie było :D
UsuńDzielna jesteś - zaliczyłaś pływanie w morzu :) Nie wiem, czy bym się odważyła.
OdpowiedzUsuńNie wierzę, odważyłabyś sie napewno :)
UsuńNieee no całkiem fajnie mieliście :)Jak jeździłam nad morze to zazwyczaj w tamte okolice (tak między Ustką a Jastrzębią)i zawsze miło wspominałam ten czas. Choć przyznaję, że pogoda nie zawsze dopisywała, woda zimna a plaże zbyt zatłoczone. Ale co tam. Fajnie było :)
OdpowiedzUsuńA gdzieś Ty tam popłynęła tak daleko? :)Marecki się morza nie wytraszył? Młoda w tym roku po raz pierwszy pojechała nad morze i dziecko doznało szoku, że woda może być taka wielka :D
Rany, ale bym sobie wskoczyła do takiej wody. Aż mnie skręca :) Człowiek od tylu lat nigdzie nie wyjeżdża, już pewnie zapomniałam jak się pływa ;P
czekam na cd. :)
Jakie daleko ? Ja tylko do boi płynełam :D A Marecki to morze pokochał miłością WIELKĄ, dla niego im więcej wody tym lepiej :)
UsuńA pływania się nie zapomnina :D
Po muszelki trzeba było do Chałup podjechać ;) A tak przy okazji to a Chałupach i ludzi mało i na plazy i w mieście i cisz i spokój a ceny niższe:)Pozdrawiam Dorota
OdpowiedzUsuńPrzez Chałupy tylko przejeźdzaliśmy na i z Helu. No jakbym wcześniej wiedziała o tych muszelkach to bysmy się napewno tam zatrzymali :D
UsuńNo to widzę po pierwszym wpisie, że urlop się udał. Atmosfera jest najważniejsza, a skoro to dopisało, to musiało być super ! Ale do zimnego Bałtyku bym nie weszła, brr
OdpowiedzUsuńNo na atmosferę nie mogliśmy narzekać. A ja tam wierze w twoje siły i pewnie byś weszła :D
UsuńMy w Chłapowie byliśmy 3 lata temu i były to nasze najlepsze wakacje. Mimo ze do centrum Władka dość spory kawałek ale dla mnie to raczej urok niż niedogodność. A plaże w stronę Rozewia - marzenie:)))
OdpowiedzUsuńMy do Władka chodziliśmy piechotka - ot spacerki takie :) No i nie odpuściliśmy Portu :)
UsuńGdyby nie deszcz tobyśmy na Rozewie po piasku doszli :D
Wow jaka reklama. Dzięki za info. Może w przyszłości uda się odwiedzić to miejsce. pozdrawiaMY
OdpowiedzUsuńhehehe ale mi za tę reklame nie zapłacili. A jak się zdecysujecie to dam wam namiary :D
UsuńPierwsza część jak najbardziej udana :-) Ech i to kochane morze:-)
OdpowiedzUsuńMyśmy byli w maju w Jastrzębiej Górze, a dwa lata temu w Jastarni:-)
Piękne rejony :-)
no prosze Jastrzebia rzut beretem od nas :) Morze i kochane, ale troche zimne :D
UsuńMleczkowa Twoje opisy od razu zachęcają do wyjazdu. Fajne miejsce z fajnymi właścicielami to coś!
OdpowiedzUsuńhehehe nie wiedziałam, że aż tak mi wyjdzie ten opis :) Cieszę się, że się podoba :D
Usuńmoj znajomy Szwed powiedzialby ze woda goraca w baltyku i temperatura idealna :))
OdpowiedzUsuńno to już wiem, po kim pan Marecki ma morsowe geny ;D
OdpowiedzUsuń