No i już.. po... Ale warto było czekać i odliczać te dni :)
Wyruszyliśmy tuż przed 14:00 moim samochodem, bo automobil mojego towarzysza jeszcze nie wrócił z warsztatu. Na szczęście kluczyki oddałam wytrawnemu kierowcy i pierwszy raz od niepamiętnych czasów byłam sobie pasażerem :) Droga była przyjemna i nawet nie specjalnie zakorkowana i tak z jednym postojem zaliczyliśmy ją w blisko 3 godz. i tuż po 17:00 parkowaliśmy już w pobliżu Atlas Areny. Jak to pan parkingowy powiedział - "Dziś parking 30 zł" - taaa pewnie normalnie 10 kosztuje, no ale co tam daliśmy....
Potem już szybciutko pod Arenę... Myślałam, że pójdziemy jeszcze coś zjeść, bo ja o pustym brzuchu (z emocji rzecz jasna) jechałam - jednak w pobliżu nic nie było. Stanęliśmy zatem do kolejeczki do wejścia i przez pół godziny jakie tam spędziliśmy nieźle nas wymroziło. Potem już tylko szybka kontrola zawartości torebki - bo nóż widelec bombę bym wniosła i mogliśmy rzeczy oddać do szatni.
Nasze miejsca znaleźliśmy szybko. O dziwo, widzieliśmy z nich nawet scenę :)
Z niecierpliwością czekałam na początek koncertu....
No i jakby to napisać... Sting mnie nie zawiódł. Był wspaniały. Jego głos brzmiał jak na płytach a nawet lepiej. Koncert był oszczędny w swej formule, żadnych fajerwerków, tańczących kuglarzy. Po prostu Sting, ekipa 5 muzyków i gra świateł. To wystarczyło, żeby zbudować klimat. Zagrał swoje największe hity (chociaż nie wszystkie bo czasu by brakło). Moje ulubione "Shape of My Heart" zabrzmiało - a jakże i znów miałam ciarki i lekkie łzy w oczach... Na koniec trzy bisy zakończone "Fragile" . Sting bez problemu nawiązał kontakt z publicznością a publiczność nie była mu dłużna - pełna współpraca :) Koncert trwał bite dwie godziny i nie sposób było się na nim nudzić. Niesamowita jest kondycja Stinga, który w sumie rzeczy najmłodszy nie jest, ale jak się patrzy na zdjęcia i słucha go na żywo, to człowiek odejmuje mu co najmniej z 20 lat.
Co do minusów to raczej organizacyjne. Niepotrzebnie sprzedawali piwo, które można było wnosić na trybuny. No i nie było telebimów. Widziałam scenę, ale odległość była zbyt duża, żeby dobrze widzieć muzyków - szkoda, bo gotowe telebimy wiszą nad Areną....A co najbardziej mnie wkurzyło, to to, że my siedzący na trybunach nie mogliśmy wstać i podrygiwać i tańczyć sobie, od razu panowie z ochrony usadzali - masakra, ale przynajmniej se pośpiewałam. Tylko pod koniec, jak już bisy były cała masa ludzi powstawała i ochroniarze byli bezsilni i przynajmniej te trzy piosenki mogliśmy sobie poskakać :)
Napisałam to ja: nieobiektywna - jeszcze bardziej oczarowana stingowaniem Mleczkowa :)
Niestety zdjęć nie robiłam (zresztą kto miał na to czas :D), chociaż nagrałam fragment "Desert Rose", ale jakość z telefonu jest gorzej niż kiepska, więc pozostaje mi odesłać was na stronki netowe:
* Zdjęcia 2
I jeszcze artykuł - z którym się w pełni zgadzam: KLIK
Po koncercie najpierw musieliśmy stoczyć bitwę o kurtki w kolejce do szatni. Jak już miałam wrażenie, że ludzie z tyłu wepchną mnie na jakiś wieszak i sama na nim zawisnę, to szatniarka się zlitowała i oddała nam nasze rzeczy. Potem szybciutko po auto i w miarę sprawnie wyjechaliśmy z Łodzi. Mój towarzysz dzielnie prowadził auto w powrotną stronę, ale jak zauważyłam, że jakoś tak dziwnie zjeżdża czasem na pobocze zaproponowałam zamianę miejsc, bo miałam wrażenie, że zaraz zaśnie i pewnie tak by było. Chociaż sama byłam już zmęczona, to prowadzenie auta wymusiło na mnie nagłe otrzeźwienie. Bezpiecznie zatem odwiozłam dobrą duszę i sama pognałam do domu a byłam w nim jakoś ok 1:20 :)
Niesamowity dzień, niesamowite dwie godziny, niesamowity Sting...
Epilog:
Drogi A, jakoś tak mam wrażenie, że i Ty tu czasem zaglądasz...
Tyle lat się znamy i wiesz, że Cię lubię, a teraz to lubię Cię jeszcze bardziej :D
Dziękuję za tę wspólną przygodę i za to, że wytrzymałeś ze mną tyle godzin :)
To kiedy następny koncert? :)
Cieszę się, że spełniłaś swoje marzenie :))
OdpowiedzUsuńTylko, kurcze, za taką kasę to mogliby się postarać o widok z telebimów :/ I jak dla mnie - siedzieć na koncercie i nie móc tańczyć - totalna porażka :(( Ale wierzę, że i tak było wato jechać ;)
Pozdrawiam :*
noo trochę szkoda, ze bez tych telebimów. Na siedząco o ile się dało kiwałam się i tańczyłam :)
UsuńWarto było by posłuchać "live"
super że koncert się udał, ale jakże mogło być inaczej jak to Sting :))
OdpowiedzUsuńno właśnie - Sting to najwyższa jakość :)
Usuńwow super wrazenia po koncercie. fajnie, ze Sting spelnil Twe oczekiwania. kto zas nastepny w kolejce?
OdpowiedzUsuńpozdrawiam Mysza :)
Moje oczekiwania spełnił jak najbardziej :-)
UsuńCo do następnego hmmmm........ Nie mam pojęcia. :-)
mimo tych "niedociągnięć" organizacyjnych i tak warto było, ma się rozumieć?
OdpowiedzUsuńNo cóż...Sting nie winny tego, że były organizacyjne buble. A dla niego warto było w 100% :-)
UsuńTelebim faktycznie by się przydał, ale grunt, że z dźwiękiem było wszystko Ok i że wróciłaś utwierdzona w uwielbieniu dla Stinga :)
OdpowiedzUsuńNa szczęście słychać bylo bardzo dobrze! A uwielbienie jeszcze większe :-)
UsuńOch zazdraszczam Ci normalnie tego koncertu :) Cieszę się, ze się dobrze bawiłaś :)
OdpowiedzUsuńSzkoda, ze nie byłaś...
Usuńo tak, usłyszeć swoją ukochaną muzykę na żywo to jest genialna sprawa :) Super, że koncert udany :)
OdpowiedzUsuńoj tak dla mnie było genialnie do potęgi - ale ja nieobiektywna jestem :D
UsuńSTING rekompensuje wszystko :)
OdpowiedzUsuńoooo TAK! :D
UsuńByłam kiedyś na koncercie Queen, więc doskonale rozumiem Twoje emocje i radość. Słuchanie ulubionego muzyka na żywo to jest to - wspaniałe wrażenia i bodźce, których płyta nie jest niestety w stanie dostarczyć.
OdpowiedzUsuńSuper, że wszystko się udało i że szczęśliwie dotarłaś do domu.
Fajnie jest realizować marzenia, prawda? :)
O tak kochana , marzenia, które się spełniaja są super! :D
UsuńLubię GO i jeszcze Adamsa głos wywołuje ciarki na moich plecach :D
OdpowiedzUsuńP.S. Pod poprzedni postem -to jakieś zbiegowisko!!!!! Co tu się porobiło. Alez ty sławna jesteś :)
Super. Witam wszystkich współzaglądaczy :D
Do mnie tez przyjdźcie :D
http://madzik-scrapuje.blogspot.com/
heheh - nie ma to jak dobra reklama :D
No to na następny koncert jedziemy razem!
UsuńNo i ilość czytaczy też mnie zdziwiła :D
Madzik-u Ciebie też bywamy:D Nic się nie martw!
OdpowiedzUsuń