Oj jak ten czas leci. Przepraszam, że się tak zapuściłam w pisaniu. Po raz kolejny obiecuję poprawę.
Jestem Wam winna opowieści z pobytu w szpitalu.
Otóż przyjęcie na oddział miałam zaplanowany na 15:30 i o tej też godzinie zgłosiłam się na oddział. Po wypisaniu miliona papierów i złożeniu 100 podpisów mogłam spokojnie poczekać sobie na zabieg, który miałam zaplanowany na 16:00, sympatyczna pani pielęgniarka przyszła podłączyć mi kroplówkę, wstrzyknąć zastrzyk do brzucha i pocieszyć, że oni to świetnie te żylaki robią. Fajnie, że mnie pocieszyła, ale jednak drobny stresik był. Po czym przyszedł Pan doktór i rzekł, że on przeprasza, ale druga pacjentka z daleka jest a chce też wrócić do domu, więc ją najpierw pokroi. No dobra, niech kobieta ma, mogę poczekać...
Czekałam, czekałam...Mleczko dzielnie czekał ze mną. I dopiero o 18:50 przyszły po mnie pielęgniarki. Myślałam, że pójdę sobie na nogach, ale nieeee zostałam zawieziona na moim szpitalnym łóżku :) Normalnie jakie o dziwne uczucie tak leżeć i jechać i te światła u góry migają przed oczami...
Zostałam przywieziona na salę dla oczekujących na operację. Pan docent pogadał ze mną, pooglądał wyniki i powiedział, że za niedługo będą mnie brali na stół. To "za niedługo" okazało się blisko godziną ;/
Po dojściu do operacyjnej, najpierw nastąpiło badanie usg żył. No i dałam plamę. Byłam tak zestresowana i zgłodniała, że mi się po 5 min stania słabo zrobiło i widziałam już białe plamki przed oczami. Na szczęście w porę uprzedziłam lekarza i usiadłam sobie na kozetce. Pan doktor od razu kazał mnie podłączyć do sprzętu monitorującego prace serca i do ciśnieniomierza a do wenflonu zaaplikować glukozę.
Taa, ale wenflon mi się zatkał i trzeba było zmienić rękę. Pielęgniarki wpadły w panikę, bo dawno nie wkłuwały wenflonów, bo one to tylko asystują przy operacjach. Sam więc Pan docent zrobił mi wkłucie i to tak perfekcyjne, że nawet śladu nie miałam a spanikowane pielęgniarki mogły odetchnąć z ulgą. Oczywiście moja słabość szybko mi minęła i mogli zacząć mnie ciąć.
Po pierwsze chcę powiedzieć, że atmosfera na sali była superowa, może dlatego, że już późno było i każdy wyluzował. Pielęgniarki były miłe a sam pan docent - zazwyczaj powściągliwy, również. Leżałam na brzuchu z jedna ręką pod kroplówką z drugą na ciśnieniomierzu i czasem proszono mnie o podniesienie nogi go góry. Pozycja ta była lekko niewygodna, ale też śmieszna, musiałam wyglądać jak jakiś rozjechany robal :) To sprawiało, że nie myślałam o tym co mi tam robią na nodze.
Dostałam znieczulenie miejscowe - można je porównać z takim u dentysty. Kompletnie i absolutnie nic nie czułam. Okazało się, że żylak po kolanem był wyzwaniem dla doktora bo naprawdę był paskudny (jak brzydki żylak i niebezpieczny zabieg to był dowiedziałam się dziś na wizycie kontrolnej) i z nim namęczył się najdłużej. Później już tylko raz dwa trzy i znikały mniejsze zmiany.
Zostałam zabandażowana i odesłana na salę. Zabieg trwał troszkę powyżej godziny. Po 20 min od powrotu na salę miałam sobie troszkę pochodzić, pan doktor przyszedł zobaczyć czy wszystko ok i już godzinę po zabiegu jechałam do domu :)
Po zabiegu i przez całą noc nic mnie nie bolało - głównie dlatego, że działały jeszcze środki przeciwbólowe. Na drugi dzień odczuwałam lekki dyskomfort, ale nie był to żaden wielki ból. Gdybym wiedziała, że tak to będzie to w ogóle bym się tego zabiegu nie bała!
Zalecenia pooperacyjne: pierwszy dzień dużo leżeć mało chodzić i z każdym dniem zwiększać ilość chodzenia. Zastrzyki do brzucha przez 7 dni i antybiotyk, bo mocno rozkopane było pod kolanem no i noszenie pończochy uciskowej.
Przez pierwsze dwa dni wyłaniały się gigantyczne siniaki, które miały wspaniałe kolory :) Ale dziś praktycznie nie ma po nich śladu
Noga praktycznie nie boli, może dziś troszkę mam uczucie ciężkości no i biegać za bardzo nie mogę. Szwy ciągle są, bo Pan docent powiedział mi dziś, że nie chce ryzykować rozejścia się i dodatkowo nieładnej blizny, tak więc szwy zdejmujemy dopiero za tydzień.
Podsumowując - polecam każdemu, kto ma żylaki, aby zadbał o siebie i poszedł je leczyć. Nie od razu kładzie się pacjenta na stół. Jak są mniejsze to metody leczenia są mniej inwazyjne. Mnie też jeszcze czeka seria zabiegów na mniejsze zmiany.
Uff no to mam nadzieje, że nie zanudziłam was tą historią
A tak poza tym to:
Odebrałam paszport młodego. Teraz będziemy mogli razem podróżować w dalekie kraje :) Procedura odbioru trwała jakieś 45 sekund :) Tym razem było bezproblemowo - widocznie system działał :)

Kaniula dożylna potocznie zwana zwykle wenflonem :) zawsze mnie bawi przekręcanie tej nazwy :P
OdpowiedzUsuńoj tam oj tam. To się zazwyczaj używa a nie pisze :P
Usuńdocent wkuwający wenflon? To ciekawe.
OdpowiedzUsuńnooo :) Ale jak pięknie wbił :D
Usuńżeby pielęgniarka nie potrafiła założyć wenflona?? Super, że tak gładko poszło i już po i jesteś cała i zdrowa:) Ja po cc nawet musiałam robić sobie zastrzyki do brzucha. No i przy porodzie też doświadczyłam jazdy łóżkiem szpitalnym po korytarzach , ale ja już chodzić przez skurcze nie mogłam :P
OdpowiedzUsuńTo były pielęgniarki co ponoć tylko przy operacjach asystują :)
UsuńZastrzyki do brzucha są średnio miłe, mnie wbijał je Mleczko :)
Ja robiłam je sobie sama, mąż nie mógł nawet na to patrzeć :D
Usuńdzielna jesteś- ja to się cykorzyłam :)
UsuńFajnie, że już po operacji. Niech Ci się wszystko szybko wygoi ;))
OdpowiedzUsuńNo już prawie wszystko wygojone :)
UsuńJesteś odważna... ja mam żylaka ale jak pomyślę, ale na sam widok mi się słabo robi, a co dopiero jak pomyślę, że ktoś będzie mi przy nim majstrował. Ale zdaję sobie sprawę, że jeszcze jedna ciąża i żylak będzie do naprawy :/
OdpowiedzUsuńEwelina, ja tez się bałam.! Ale teraz wiem, że niepotrzebnie. Już teraz czuje różnicę. A tego "majstrowania" w ogóle nie czuć :)
Usuńnajważniejsze że po wszystkim - i owszem - dyżurowałem na fejsie w trakcie :)
OdpowiedzUsuńPielęgniarki nie umieją wkłuc welfonu?? Nono...U nas w szpitalu jak nie miały czasu na takie rzeczy to im pomagała przy takich wkłuciach sekretarka (tak się chyba nazywa pani od papierków;)) Ja na żylaki robiłam skleroterapię i faktycznie mniej inwazyjna a śladu nie ma po żylaczkach. Niestety trochę droga i zrobiłam na 1 nogę a teraz by się przydało na drugą bo juz brzydkie pajączki po ciązy się zrobiły. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń