W życiu czasem jest tak, że człowiek ma doła i nie ma ochoty na nic.. ostatnimi czasy tak mam. I chociaż po mnie widać, to tam gdzieś w środku często taki stan mnie dopada...
Może dlatego, że musze się wygadać, tak prawdziwie a osoba która będzie słuchać jest wieczne zajęta i zawalona obowiązkami i już od dwóch miesięcy nie możemy się umówić na spotkanie...
Ale ja nie o tym chciałam...
Chciałam napisać, że czasem w życiu jest tak, że marzenia spełniają się nawet dwa razy :)
I tak oto po raz kolejny w tym roku udało mi się pojechać do Wiednia :) Bo przecież takiej okazji nie można było przegapić :)
Była to szalona jednodniowa wyprawa. Za kierownicą A., obok ja a z tyłu trzy studentki :D Wyjazd o 8:00 na miejscu byliśmy ok 13:00. Nasz pobyt zaczęliśmy od pysznej kawy w klimatycznej kafejce a potem każdy z nas miał inne plany. No to ja sobie chodziłam i zdjęcia robiłam przy okazji chłonąć specyficzną atmosferę. Oczywiście zahaczyłam również o ulubioną lodziarnię i chociaż na dworze ok 1 stopnia i wiatr hulał, dwóch gałek lodów sobie nie odmówiłam :)
A kiedy zapadł zmrok poszłam sobie na słynny Jarmark Świąteczny. Ileż tam rzeczy, słodkości, pierdołek i popierdułek, aż oczy bolały i serce ściskało, że nie można mieć tego wszystkiego. Skusiła się jednak na mały wianek w kształcie serca z szyszek.
Od razu przypomniał mi się nasz miejski jarmark, który obok tego nawet stanąć sobie nie może...
Ok 18:30 spotkaliśmy się pod Ratuszem, jeszcze wspólnie pochodziliśmy po Jarmarku, kto chciał to wypił sobie grzanego napoju i ruszyliśmy na kolację.
A. zaprowadził nas do restauracji "12 apostołów" tam polecił nam dwie potrawy. Postanowiłam wybrać sznycel, bo to bardziej bezpieczne danie :) Taaaa może i bezpieczne, ale gigantyczne, mój kotlet wyłaził z talerza :) Do tego Kartoffelsalat w przepysznej kwaśnej zalewie :) Co prawda nie jadłam nic poza poranną bułką i lodami, ale tak najadłam się tym sznyclem, że nie czułam głodu do następnego popołudnia :)
Do domu wyruszyliśmy ok 21:30, żal było odjeżdżać..no ale cóż....może znów na wiosnę uda mi się pojechać... kto wie...?
A na jarmarku było mniej więcej tak:


Zazdroszczę... cudowności na tym Jarmarku widzę.
OdpowiedzUsuńTo tylko fragment całości jarmarku :)
UsuńCudnie :) Dobrze, że skorzystałaś z okazji :)
OdpowiedzUsuńGrzechem byłoby nie skorzystać!
UsuńOj, tak :) Muszę sobie chyba taką okazję wymyślić :)
Usuńsuper!!cudne ten jarmark
OdpowiedzUsuńOj tak, i aż żal, że nie miało się więcej euro :)
UsuńFajnie :)
OdpowiedzUsuńNooo :)
UsuńNie dziwię się bólowi oczu;) Śliczności!
OdpowiedzUsuńCudowne są takie nieplanowane spełnienia:) No i oczywiście mam nadzieję, że wiosną też się uda!
Pozdrawiam
Oczy bolały i żal było wyjeżdżać...
UsuńI ja tez liczę na tę wiosnę :D
No jak super wyprawa i taka nieplanowana :)) Taki są najlepsze !
OdpowiedzUsuńNoo, fajnie by było znów taką nieplanowaną wyprawę przeżyć :D
UsuńPogoda nie nastraja do humoru :/
OdpowiedzUsuńAle super musi być taki jarmark :) nie powstrzymałabym się przed kupieniem tych cudnych rzeczy :)
No właśnie, dziś to już totalnie d d.. pogoda była
UsuńA wiesz jak ja walczyłam ze sobą, żeby się nie ogołocić do zera...ehhh :)
Wow. Fajne takie niespodziewne wyjazdy. W Wiedniu nie byłam, podobno tam jest pięknie.
OdpowiedzUsuńaaa totalnie się zakochałam w Wiedniu i doskonale Cię rozumiem :D
OdpowiedzUsuń