Młody od samego progu zauważył, że są dwa lustra (a nie tak jak mówiła babcia jedno), potem usiadł sobie na specjalnym fotelu i zaznaczył Pani fryzjerce, że on też ma w domu nożyczki :) Po czym ku zdumieniu tłumów współpracował z fryzjerką przechylając główkę przy cięciu i zamykając oczka przy psi-psi (znaczy zraszaniu wodą). Po zakończeniu podziękował ładnie Pani i był zadowolony z nowej fryzury. Pani fryzjeraka nie umiała ise nadziwić jaki grzecny z niego klient :)
A wszystko to odbyło się bez mojej wiedzy. Kiedy odebrałam Juniora po pracy powiedział, że ma dla mnie niespodziankę no i kiedy dojechaliśmy do domu po zdjęciu czapki zobaczyłam to:

Może w końcu przestaną Mareckiego mylić z dziewczynką :) Wszyscy zachwycają się jego włoskami a on dumnie opowiada, że wygląda teraz jak dziadek - fakt klon dziadka z lat młodości z niego :)
Co do "fiku miku", to może się domyślacie, że Marek odwiedził mnie na aerobiku :) Oj jak się pięknie starał ćwiczyć i jak cudnie powtarzał ruchy :) Moje ćwiczenie było z tego powodu utrudnione bo młody wywoływał salwy śmiechu, chociaż z drugiej strony napracowały się wtedy mięśnie brzucha :) Mareckiemu tak się spodobało, że chciałby co tydzień chodzić. Niestety zdjęć z zajęć nie posiadam, rozumiecie trudo by było ćwiczyć i robić zdjęcia :)
W tym tygodniu też przedświąteczne sprzątanie i pucowanie, pewnie u was też. Zatem miłego porządkowania kochani!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz