Zajrzałam do szafy i stwierdziłam, jak na prawdziwą kobietę przystało: "Ja
nie ma w co się ubrać"
Wybrała się więc Mleczkowa z mężulkiem na zakupy do Centrum Handlowego ,bo
trąbią o przecenach. Ja się pytam i co z tego???
Każdy ciuch, który Mleczkową zainteresował było delikatnie mówiąc- za mały.
Patrząc na metkę producenta można zobaczyć, że rozmiarówka to tylko do 42. A ja
się pytam w co ma się ubierać ktoś kto nosi 44 lub 46? Owszem w jednym ze
sklepów są ciuchy dla tzw. puszystych, ale w większości przypominają worki.Jak
już jest coś fajnego to cena przekracza 120 zł. za zwykłą bluzeczkę - no prosze
was, lekka przesada. Albo, że niby rozmiar XL - obcisły na maksa, tak że każda
fałdka wychodzi na wierzch- zgroza. No chyba że odzież ciążowa...ale na to
raczej za wcześnie :)
Mleczkowej cudem udało się zdobyć jedną bluzeczkę bez rękawów w kolorze
turkusowym, będzie w sam raz na urlop jak upały będą (taaaa) i czapkę kupiła -
zdaszkiem na poprawę humoru :). Oczywiście najwięcej pokupowała Mleczkowa dla
synusia - już na przyszły rok:dwie piżamki i bluzę i jeszcze chciała milion
innych rzeczy kupić, tylko rozsądek ja powstrzymał (na szczęście). Mężulek
wyszedł z centrum handlowego z koszulą i nową torbą do pracy. Zatem każdy coś
sobie znalazł.
Ale i tak pozostała mi gorycz, że większość ciuchów produkowanych jest dla
szczupłuch a ja to się w 38 nawet za 100 lat nie zmieszczę,nawet jakbym schudła
30kg., bo moje kości są szersze niż te ubrana :) (a po cichutku wam powiem, że
dziś rano mniej o 2,5kg od wagi początkowej- juupiii)
Tym optymisycznym akcentem kończe dziś wywody sklepowe.
Uściski
PS1 Dla wszystkich blogowych cioteczek: Marek od wczoraj pięknie mówi słowo
"CIOCIA" :) :)
PS2 Na Epokę Lodowcową pójdziemy na 100% :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz