piątek, 27 kwietnia 2012

o lenistwie, latającym talerzu i rajstopach... (09.10.09)

No kochani przyznać się musze, że dopadło mnie lenistwo...nic mi się nie chce, dosłownie. Sprzątać, pisać, czytać, nic...obiecuję sobie od paru dni, że paznokcie dopowadze do porządku i co...nic.... nie chce mi się i już. Totalny "tumiwisizm". Straszne, aż mnie to samą przeraża. Ale zwalam to jak nic na jesień - w końcu już przyszła, więc można ją za to winić :) Nie ma to jak dobra wymówka :) Poza tym jakoś wciąz mi czau brak na wszystko - dziwne.... Zatem z powyższego powodu również mnie mało w blogowym świecie, za co szanownych czytaczy i pisaczy przepraszam i obiecuję poprawę (mam nadzieję, że wkrótce).

No ale przejdzmy do innej sprawy

Wczoraj wybrałyśmy się z mamą i Juniorem, do IKEI - rodzicielka chciała zakupić krzesła. Od wejścia do sklepu Marecki mówił "Jedzonko tu jest" :) i wciąż twierdził, że jest głodny (nieważne, że niedawno jadł obiadek) Chciałam go przekupić ciasteczkiem - niestety nie dał się, stanowczo zażądał: "mięsko chce ja!" Nie było wyjścia - kurczaczki musiały zostać zakupione :) Nie wiem co se dzieciak ubzdurał z tym jedzeniem w Ikei za każdym razem nam tak gada :) ale pocieszny jest :)

Mama wybrała krzesła i stoliczek, po czym udałyśmy się na dół, gdzie zakupione zostały jeszcze dwie poduchy i talerz na ciasto. Po zapłaceniu, zjechałyśmy na parking. W pierwszej kolejności: Marecki do fotelika, później zakupy do bagażnika (dobrze, że mamy Combi :), następnie kontrola zapięcia młodego i można ruszać. Jadę ja sobie ze sklepu, zakręcam, jadę jedną, drugą ulicą potem wjeźdzam na jedną z głównych tras, nabieram prędkości a tu nagle...........Zgrzyt, Trzask, trach.... "Jezuu" pomyślałam "Co się dzieje?Pewnie zaraz we mnie coś walnie" Zaglądam w tylne lusterko, patrzę... a na drodze,tuż za mną, rozwilił się talerz na ciasto mojej mamy....

Otóż kochani moi, mądra Mleczkowa wsadzając swą pociechę do auta z racji braku miejsca w pobliżu, postawiła talerz na dachu swojego samochodu tuż nad tylnymi drzwiami. W szale pakowania oraz pośpiechu wyjeżdzania, totalnie zapomniałam, że talerz tam leży... no i skutek taki, że talerza już nie ma.

Jedyne szczęście to to, że samochód za mną jechał w miarę daleko i talerz rozbił się o asfalt a nie o maskę auta. Czujecie u ubezpieczyciela albo na policji ten tekst: "Co sie stało?" "No..latający talerz spadł mi na maskę..." Masaka. Dobrze, że nikomu nic sie nie stało. Uffff :) Jeżlei więć widzieliście taki latający talerz nie daleko IKEI to był ten nasz :)

A oto kolejna ciekawostka. Z racji wesela na które się wybieramy zakupiłam rajstopy (ci co mnie znają wiedzą, że z reguły rajstopy nie są mi potrzebne bo spódnic nie noszę -prawda Polly??) I tu została położona na łopatki. Ztyłu opakowania znalazłam to:


czyli instrukcję zakładania rajstop :) Może i dawno ich nie nosiłam, ale aż takiej sklerozy nie mam :)

Miłego weekendu kochani :*


PS Trzymajcie kciuki, dziś Marecki śpi pierwszą noc bez pieluchy :) :) :)


Dopisek 11.10.2009

Dwie noce przeszły na sucho :) Ale dla odmiany wczoraj po popołudniowej drzemce młody zafundował nam w łożku kupę w majtach... ta nie można mieć wszystkiego.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz