Nie licząc odwiedzin u Ogórka i porodu Marka, nigdy nie byłam w szpitalu...
Nigdy nie byłam pacjentką. W związku z powyższym pobyt na oddziale
giekologicznym był dla mnie kompletnym zaskoczeniem. Oto parę ciekawostek z tych
12 dni:
1. Pierwsze wrażenie, po przekroczeniu progu szptala: wczesny Gierek, nie
domykające się drzwi i kolor na ścianach przypominający przetrawioną
jajecznicę.
2. Pielęgniarki: Cóż.... jedna przypominała kapo, a inna znów sprawiała
wrażenie jakby odrabiała wyrok za zabójstwo. Przykad? Moja sąsiadka z łóżka obok
przeszła ciężką operację. No i jak pani pielęgniarka dowiadywała się o jej stan
zdrowia? Ano szarpiąc za ramię i pytając:" żyjemy???"
3. Otrzymałam przed zabiegiem gustowną koszulkę. Tak gustowną, że nie
przykrywała mi tyłka , nie dało się jej zawiązać i cycki też na wierzchu
miałam.
4. Na salę operacyjna, po zażyciu tzw. "głupiego jasia" szłam na własnych
nogach (i przypominam, że w gustownej koszulce- dobrze, że mogłam się ręcznikiem
zakryć)
5. Na szczeście po zabiegu nie musiałam sama iść, wywieźli mnie na łóżku, na
którym później leżałam. Ale najzabawniejsze jest to, że drzwi do sali
operacyjnej mają próg, więc żeby przejchać łózkiem położono specjalne deski,
które od spodu miały wycięcie na tenże próg :)
6. Po paru godzinach po operacji kiedy byłam jeszcze lekko naćpana, przyszedł
pan doktor, który mnie operował i w tempie przypominającym karabin maszynowy
mówił co mi robił. Szczerze- nic z tego nie pamiętam.
7. Nikt nie uprzedził mnie także, że po operacji będę krwawć i że warto
zakupić podkłady. Dowiedziałam się o tym od tego lekarza (a właściwie Mleczko to
zarejestrował) i oczywiscie nie muszę pisać, że prześcieradło miałam już brudne.
Na drugi dzień, kiedy poprosiłam o zmianę prześcieradła salowe przyjęły moja
prośbę i ...nic... do samego wyjścia miałam to samo prześcieradło.
8.Cóż współpacjentów się nie wybiera, ale ja miałam to szczeście, że prawie
zawsze w pokoju ze mną znajdowała się osoba, która masakrycznie chrapała.
Szczególnie po zabiegu, trafiłam na Panią, która z góry uprzedziła, że mocno
chrapie, ale nie mówiła, że aż TAK (Polly, wiesz o czym mówię)
9. Dobrze, że w pokoju jest toaleta. Dobrze, kiedy nawet jest jedna na dwa
pokoje (tak jak w moim przypadku) Niedobrze, kiedy odległość muszli klozetowej
od głowy nie jest większa niż 2 metry (tak jak w moim przypadku). Wtedy słyszy
się wszystkie odgłosy, szczególnie, kiedy Pani w pokoju obok ma
rozwolnienie....
10. I na koniec. Nie ma to jak silna motywacja do wyzdrowienia. Moje okna z
sali pooperacyjnej wychodziły na prosektorium...
Wiem, wiem same nieciekawe rzeczy tu opisałam. Zatem żeby nie być posądzoną
o jednostronność uprzejmie donoszę, że:
- były też miłe i bardzo miłe pielęgniarki
- lekarze obserwowali i badali mnie fachowo (tak sądzę) i wcześne
zdiagnozowali co mi jest, co zapobiegło przykrym i niebezpiecznym
konsekwencjom.
- w noc przed operacją dostałam fantastyczną pigułkę antystresową i
nasenną
- pani anestezjolog i pielęgniarki były rewelacyjne
- zrobiono zabieg małoinwazyjną metodą co pozwoliło mi na powrót do domu po
dwóch dniach.
Podumowując. Przy całej wdzięczności za to, że zdiagnozowano mnie prawidło i
w porę podjęto działania, szpitalom DZIĘKUJĘ BARDZO. Jakoś nie będę
tęskniła za tym miejscem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz