czwartek, 26 kwietnia 2012

różności (12.06.08)


CZĘŚĆ I - NAUKI PRZEDŚLUBNE
Z niemałą przykrością musze napisac tutaj o naukach przedslubnych na których bylismy w niedzielę z Panem Mleczko. jak zapewne sie domyslacie były to moje drugie nauki. I niestety wygladały dokładnie tak samo jak pierwsze....
Na początkuu wystaił ksiądz probosz i on to wypadł z tego wszystkiego najlepiej. Nie mówił o małżeństwie - bo sam sie przyznał, ze na tym sie nie zna, ale mówił o wierze i Bogu w zyciu codziennym i o tym, ze bycie z drugim człowiekiem to umieranie dla niego. Umieranie swoich słabosci, zachcianek, złosci... czyli mówił o swojej działce i chwała mu za to. 
Natomiast o drugiej czesci programu nie moge już za dużo dobrego napisać. Jak zawsze ks. proboszcz zaprasza przykładne katolickie małżeństwo aby wszystkim uczestnikom opowiedziało jak to jest być w małżeństwie. No i tutaj porażka, już za pierwszym razem para, którż ksiądź zaprosił nie była za dobra, ale ta z niedzieli to kompletna porażka.
Małżeństwo z 20-letnim stażem, 6 dzieci. Pan X natchniony i lekko zagubiony , Pani X totalnie znudzona i nie wiedząca po co w ogóle przyszła, weidentnie dominująca nad swoim mężem. Próbowali opowiadać jak Bóg dużo w ich małżeństwie zmienił, jak im pomaga na codzień..ale niestety sposób w jaki to przekazywali kompletnie do nas nie dotarł. Powiem tak, jeżeli miało to zachęcić przyszłych małżonków aby zaprosili do swojego związku pana Boga- to obawiam się, że mogło to przynieść odwrotny skutek. Znudzenie i sposób przekazu sprawiał iż ci ludzie byli kompletnie niewiarygodni. A przecież jest tyle fajnych katolickich małżeństw (sama znam parę osobiście) , które żyją jak Bóg i Kościół nakazują, a jednak są radośni, pełni miłości, energii i wiary. I potrafią o swoich relacjach ze sobą i  relacjach z Bogiem naprawdę pieknie opowiadać.
Pozostaje mi ufać, że kiedyś ksiądz proboszcz taką parę zaprosi.

CZĘŚC II- ZDRÓWKO
Ano zdrówko u Mleczkowej lepsze. Wyniki krwi sie poprawiają i wszystko na to wskazuje, że jednak to woreczkek żółciowy znów mi sie zapalił. Ani tłusto nie jem, ani alkoholu nie pijam, a tu taka przypadłość ....chociaz w sekrecie Wam powiem, ze to może z tej Coli, co sie nia ostanio troszke opijałam, ale ciiiii...
Zatem koniec L4 i jutro śmigam do pracy, bo sie już pewnie za mną steskili wszyscy (chyba papiery - hihihihi)
Żeby było śmiesznie to Pan Mleczko postanowił pochorować ze mną, znaczy jego dopadła grypa jelitowo- zołądkowa, więc miał biedaczek jeszcze gorzej ode mnie. No, ale nie da sie ukryć, że chciał się ze mna solidaryzować w chorobie :) Boszeeeeee, my nawet chorujemy razem- no no no :)

CZĘŚĆ III (ostatnia) MARECKI

Marecki ukończył we wtorek 13 miesięcy. Z dnia na dzień widze jak coraz bardziej staje sie samodzielny i jak duzo juz rozumie.
Kiedy przewijamy pieluche, tę brudną sam zanosi pod drzwi balkonowe, bo już wie,że odpady radioaktywne trzymamy w specjalnym worku na balkonie :)
Dziś przed kapielą zdejmowałam mu w pokoju spodnie to potem od razu poleciał pod drzwi łazienki, bo wiedział, że teraz będzie plusku-plusku :)
Ehh.. takich przykłaów mogłabym setki podawać..ale nie ma się co za bardzo chwalić, bo wiadomo, jak każda matka z pierdoły potrafię zrobić mega wydarzenie :)
Ogólnie to jestem szcześliwa, że mam tak kochanego synka,pozostaje mi wierzyc, ze będzie tak kochany zawsze nawet jako  nastolatek w okresie buntu a później dorosły facet.

Buziaki dla was!
   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz