Hmm.. U nas wszysto w porządeczku, znaczy nudno chyba, bo ani kłótni małżeńskich na horyzoncie nie widać, ani specjalych destrukcji ze strony Juniora. Sielanka, mówię Wam - prawdziwa sielanka. I wiecie co - dobrze mi z tym! :) Ponoć sielanki nie trwają wiecznie, zobaczymy kiedy ta nasza się skończy
Póki co sielankowo sprzątamy przedświatecznie. I jak to miło (UWAGA- POCHWAŁA MĘŻA BĘDZIE) kiedy ktoś pomaga w tych porządkach i nie trzeba samemu mordować się ze wszystkim. Nawet ochrzan dostałam, że umyłam okna, bo przecież Mleczko sam to chciał zrobić (no teraz się chyba nie dziwicie, czemu go kocham :D :D :D ) Młody też dzielnie pomaga i po swojemu wyciera wszystko szmatką, udając, że rozpyla środek czyszczący :) Słodki przy tym jest, mówię Wam.
Kartki świąteczne wysłane, prezenty od zajączka pokupowane- nic tylko czekać na Święta. Oczywiście spędzimy je u rodziców i moich i Mleczka, zatem z głodu nie pomrzemy i jeszcze gotować nie musimy :)
Marecki się rozwija, ewidentnie - tylko jego słownictwo jakoś nie wzrasta. Ponoć chłopaki tak mają. Junior po swojemu paple i dodaje nieliczne słowa zrozumiałe dla całej ludzkości, ale sens Jego wypowiedzi rozumieją nieliczni: mama, tata i babcia :) Mamy szczęście wiekszość tych rzeczy rozszyfrować :) Poza tym cwaniak wszystko rozumie i uważnie słucha co się do niego mówi, no chyba, że nie ma akurat ochoty na słuchanie (bo przecież milion innych rzeczy trzeba zrobić). Ale żeby za słodko się tu nie porobiło, Marecki pięknie potrafi się obrażać i złościć - robi to wzorcowo, normalnie jak w artykułach o dwulatkach :) Cóż trzeba te jego fochy zbagatelizować i się uspokaja.
Jestem na etapie szukanie prezentu urodzinowego dla Juniora. Chciałabym żeby to było coś do zabawy, ale edukacyjnej. Szukam jedej, konkretnej rzeczy, żeby nie zawalać jego pokoju zabawkami w cenie do 150 zł.. Większość takich zabawek jest dla dzieci rocznych albo potem 3 latków, na jedno jest za duży na drugie za mały.... Może macie jakiś pomysł, co by to mogło być?
Dobra, kończę bo i tak nic sensownego nie przychodzi mi do głowy. Ale ważne jest jeszcze, że już słonko zaczeło świecić i jakoś tak człowiekowi lepiej na duszy :)
Aaaaaaaa w nawiązaniu do poprzedniego postu -Młody chciał oddać pewnej dziewczynce rękawiczki, bo ona nie miała :) Widać ma dobroczynność we krwi :) A czapkę na głowie ma od dziadka :)
Miłych świątecznych przygotowań Wam życzę robaczki moje kochane! Tylko się nie przepracowujcie!!
w lesie też trzeba posprzątać :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz