sobota, 28 kwietnia 2012

wszystkiego po trochu (09.02.10)

Tak sobie pomyślałam, że czas najwyższy coś skrobnąć, bo w lutym ani pół notki jeszcze nie opublikowałam.

Nie zabłysnę mówiąc, że zima nie odpuszcza- masakra. Ale trudno trzeba i w zimie żyć, no to żyjemy (chociaż wołamy coraz częściej o wiosnę). Jakoś mi ta zima siły witalne odbiera... Młody tylko sie cieszy, bo na sankach w tym roku pojeździ ile wlezie i kulkami w mamę porzuca :)

Tak ogólnie to dobrze jest. Że niby taka sielana. Kochający mąż, kochający synek - rodzinka jak z obrazka normalnie :)

Byłam na spotkaniu w ptasiej pizzerii. Stara dobra ekipa, kiedyś spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Teraz każdy ma swoje życie i z niektórymi parę lat się nie widziałam. Było miło i smacznie. I nawet na ten dzień odpuściłam sobie zasady KLG :P

A co, czasem człowiekowi się należy.

W czwartek robimy sobie z Paniem Mleczko Przedwalentynki, że niby taka alternatywa do Walentynek :) Do kina idziemy i na zakupy. Junior rzecz jasna zostaje u moich rodziców - dzięki ci Panie za instytucję dziadków!!! Może uda mi sie coś na siebie kupić, coś co nie wyglądało by jak płachta na przyczepę i miało odrobinę polotu... Znając życie i tak najwięcej nakupuję dla Mareckiego. Zobaczymy....

Wieczorami czytam sobie książki. Nie myślcie, że jakieś tam ambitne dzieła literatury, ale coś co jest łatwie i przyjemne, coś co pozwala się zrelaksować. Teraz zaczełam czytać to:


Jak przeczytam napiszę wam co to za dzieło :)

Tak więc Wam powiem kochani, żadnych sensacji w naszym życiu. Czas płynie - czasem nawet za szybko. I jako ludzie pracujący żyjemy od weekedu do weekendu. A ten, powoli przychodzi, ale za to szybko odchodzi - niestety.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz