sobota, 5 maja 2012

ho ho ho czyli byliśmy grzeczni w tym roku :) (08.12.10)

Zgodnie z obietnicą dziś notka pomikołajkowa :)

Mody był na tyle przejęty w tym dniu, że zapomnijcie, że na drzemkę poobiednią poszedł :)

Czekaliśmy sobie w domu na Mikołaja i czekaliśmy. Marek co chwila do okna latał i szukał reniferów a tu nagle puknie do drzwi.... ale nie, nie to nie Mikołaj - to cioteczka Polly :)

No szczęscie parę minut po jej przyjściu usłyszeliśmy dzwoneczek na korytarzu (ciekawy zbieg okoliczności...) :D

Młody otworzył drzwi i na przywitanie walął z grubej rury - "A gdzie ty tak długo byłeś Mikołaju??" Mikołaj profesjonalnie odpowiedział, że dużo dzieci musiał poodwiedzać a to czas zajmuje. Marecki wskazł świętmu miejsce: "Tu możesz sobie usiąść, na kanapie, bo ona jest duża" :) Marek zasiadł na jednym końcu a Mikołaj na drugim. No to mówimy Juniorowi coby bliżej usiadł, ale on na to, że nieeee bo tu ma poduszkę :) I jakoś opcja przesunięcia się z poduszką też mu nie pasowała :)

Mikoła zasiadł i zapytał Marka czy przygotował coś dla niego. Na to Marecki, że tak - piosenkę. Tu nastąpiła konsternacja wszystkich bo uczyliśmy się pięknie Aniele Boży i to miał powiedzieć, tak więc opcja z piosenką lekko nas zdziwiła. No ale wyszło na to, że zaśpiewa z mama "Mikołaj się zbliża, dzieci sie radują..."

Nastąpiła więc częśc artystyczna kiedy to Mleczkowa śpiewała a Marek bąkał coś pod noskiem zwijając sobie przy tym nogawki ze spodni pod brzuch ;). Występ podobał się Mikołajowi i poprosił Marka o modlitwę. No jako tako powiedział, chociaż widać było, że trema wielka :D.

Potem nastąpiła najlepsza część czyli rozdawanie prezentów. Okazało się, że wszyscy byliśmy grzeczni no to wszyscy coś dostaliśmy :) Jak Marecki zauważył, że worek już pusty to jego mina mówiła jedno : "Idz już satruchu bo chcę zobaczyć co dostałem" :) Próby jakiejkolwiek jeszcze rozmowy z młodym się nie powiodły a poskutkowaly tylko tym, że Marek skubał sobie papućki i na koniec spadł z kanapy :)

Oczywiście na pytanie czy jest zestresowany Marek odpowiadał stanowcze NIE a serducho mu waliło jak młotem, no i oczyściście wcale a to wcale sie Mikołaja nie wstydził :) :) Pożegnaliśmy Mikołaj a czule nawet pstryknęliśmy sobie z nim fotkę i poprośliliśmy żeby zajrzał do nas za rok :)

Jak zwykle wujek Lu się spóźnij! No ten wujek! On to znów przyszedł po czasie i nie zdążył na mikołajkowe spotkanie :)


W tym dniu mieliśmy jeszcze kilka niepodzianek. Najpierw do drzw zapukał pocztowy Mikołaj i wręczył na paczkę od Kantadeskowego Mikołajka :), potem wieczorem przyszła chrzesna Marka i też przyniosła mikołajkową niepodziankę a na koniec o 20:40 zazwonił kurier i dostarczył upominki od Lambi (tych od owieczek malowanych).

Marecki miał tyle wrażeń, ze o 21 położyliśmy go spać, bo wyglądał jak chodzące zombi i po sekundzie zasnął (oczywiście twierdzi, ze wcale spac mu się nie chce)

Zatem kolejne mikołajki przeszy do histori jako udane. Teraz młody wzbogacił się o kolejne zabawki, które zagracają jego pokój :) - coż taka kolej losu :) Ja mam co czytać, Mleczko ma czym szyje i ręce okryć a Pani Lukołajowa i Lukołaj mają w czym grzańca pić :)

Tak sobie myślę, że w przyszłym roku też coś dostaniemy, bo przecież wszyscy jesteśmy taaaaaacy grzeczni :)



Lukołaj :)


nie ma to jak zachowanie bezpiecznej odległości :D



PS Z innej beczki. Przepraszam za utrudnienia w kodem w komentarzach. Musiała włączyć antyspam bo jakiś robal mi wciąż coś wklejał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz