1 WESELE
Oj działo się, działo :) Pogoda dopisała, więc miło było dodatkowo. Para młoda piękna i strojna jak to zwykle bywa. Oczywiście już w kościele była nietypowa akcja kiedy to zapięte na poduszeczce obrączki najpierw zostały odłożone na bok w momencie w którym były najbardziej potrzebne a nie dość tego jeszcze się zaplątały we wstążki, którymi były przyozdobione :D. Trochę to trwało zanim Państwo Młodzi założyli sobie te obączki :D
Na sali, jakże nam znajomej, bo też tam miałam wesele (nawet dwa) czuliśmy się wręcz domowo. Jedzenie klasyczne i sycące. Tańce przednie tym bardziej, że jeden z naszych przyjaciół był DJ-jem. My z Mleczkiem bawiliśmy się w najlepsze i wyszliśmy jakoo jedni z ostatnich tuż po 2:00. To chyba wystarczająca ilość wygibasów zważywszy na to, że tańce rozpoczęły się po 15:00 :).
Oczywiście i my zaliczylismy niezły numer. Okazało się, zed małżeństwo nam obojgu służy, bo Pan Mleczko z ledwością wcisnął się w swój ślubny (jedyny!) garitur. Siedzimy sobie w koscielę, patrzę na mojego męża a on robi się blady. Pytam co ci,a on na to, że pasek wbija mu się w jelita i ledwo co oddycha ;/ Biedny wytrwał tak do pierwszego tańca , a potem poleciał się przebrać (na szczęscie mieliśmy auto a wesele bezalkocholowe). Jak wrócił to normalnie nie ten człowiek - wystarczyło gacie zmienić i już szalał na parkiecie i totalnie się wyluzował :D.
O mało co nie wygraliśmy konkursutanecznego z marynarką. Zajęliśmy zaszczytne drugie miejsce i można powiedzieć, że przegraliśmy o włos. Ale w nagrodę dostaliśmy własną mleczarnie - boszeeee jak ja się wzruszyłam (foto załączone).
Fajnym pomysłem było wypuszczenie lampionów szczęścia. Nasz cóż...leciał...leciał.. a potem zaczoł spadać i wylądował na drzewie. Już mieliśmy wrażenie, że zapali te gałęzie i będziemy wzywać straz pożarną - na szczęście obyło się bez takich atrakcji :)
Podsumowując bawiliśmy się świetnie i już chcemy iść na kolejne weselisko - chociaż narazie się nie zapowiada..... a szkoda...
2. INWAŁD
W poprzedni słoneczny weekend wybraliśmy sie do Parku Miniatur w Inwałdzie. Wszystkie miniatury zaliczone. Największe wrażnie zrobiła na nas Wenecja, która pięknie zrobili no i Watykan - wiadomo. Młody poznawał także budowle, które widział w rzeczywistych rozmiarach - nieźle mu szło :D. Ale jakby się tak zapytać młodego co mu się tam najbardziej podobało to odpowie - dmuchany zamek :) Wiadomo! Razem z Mleczkiem przejechał się także wodną zjeźdzalnią. Fajna atrakcja i tez bym się chętnie zjechała, ale za jednorazowe wirowanie trzeba zapłacić 12 zł od osoby i na dzieci nie ma zniżki (MASAKRA!), zatem ktoś musiał odpuścić, postanowiłam więc zafundować frajdę dziecku i tatusiowi :) Jazda fajna, szkoda tylko, że tak droga.
Później wykupiliśmy wyjazd kolejką do mini zoo. Kolejka musi być w każdym miejscu :) Ta też oczywiście zrobiona z traktora. Po dotarciu na miejsce miałam wrażenie, że mózg wyskoczył mi uszami - tak trzęsło :D. Mini zoo fajny pomysł, można karmic zwierzeta. Szkoda tylko, ze przed wejściem nie można nic do jedzenia zwierzątkom kupić. My nie wiedzieliśmy czy tam pojedziemy i nie mieliśmy nic ze sobą. Karmiliśmy więc zwierzeta okoliczną trawą, której było naprawdę mało. Odniosłam jednak wrażenie, że zwierzeta sa jakby niedokarmione, bo np osiołki aż leciały za nami, żeby im znów troszkę trawki dać, tak samo króliczki czy lamy... W cenie biletu była także przejaźdzka na osiołku - taaa raz dookoła wybiegu zawrotna ilość. No ale młodemu się podobało - to najważniejsze
Ogólnie wyjazd zaliczyliśmy do udanych.
3. ZUMBA
No tak, tak..zapisłam się. Za mną już dwa zajęcia i wiem, że będa chodziła co tydzień :)
Ludzie jak ja się tam namacham , jak natańczę, jak naskaczę - jezuu cała czerwona i spocona jestem, koszulkę można wykręcać - ale co tam fajnie jest! Jak narazie dużo się z moją kumpelą śmiejemy, bo kroków dopiero się uczymy, ale naprawdę jest to fajne. A przy okazji nauczę się machać pupą!!! :D To jest coś co zachęca mnie do ruchu :D
Jak ktoś nie wie co to zumba, to tutaj próbka (to nie nasza grupa :D) : KLIK lub KLIK
4. MAREK
Młody nadal zachwycony przedszkolem. Ma już zaliczony tydzień niechodzenia ze względu na choróbsko, no i z tego powodu obraził się na paną doktor. Pochodził potem trzy dni i znów załapał wirusa, ale tym raem Pani doktor pozwoliła mu chodzić :) Zatem ciągle pijemy syropki i przewiduję, że tak będzie przez następne półroku, aż się uodporni.
Dziś zapisałam go również na zajęcia z tańca organizowane w przedszkolu. Był bardzo chętny do tego i sam mnie prosił o zapisanie, nie może się już doczekać, kiedy się zaczną :) Co do Natalki, nadal baaardzo ją lubi i zdradził mi ostatnio, że ona go już 6 razy pocałowała! Ale w policzek, a jak on ją chciał pocałować to uciekała - ach te kobiety..... Dziś jak go odbierałam z przedszkola, to Pani nauczycielka powiedziała mi, że ja to będe z nim miała kłopot, bo dziewuchy to już za nim lataja :) hihih Casanowa.
Nadchodzący weekend ma być deszczowy, więc spędzimy go w domu tym bardziej, że trzeba trochę podleczyć młodego. W następnym tygodniu moja mam ma urodziny, więc czeka nas miezła imprezka :)
Poniżej link do zdjęć ilustrujących dzisiejszy post. Ostatnie zdjęcie przedstawia rysunek młodego. No i z tego powodu konkurs: Co jest na obrazku? Jako, że dzieło przedstawia kilka rzeczy wystarczy odgadnąć jedną :D
KLIK
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz