sobota, 5 maja 2012

szpital w Mlecznej Krainie (24.11.10)

No tytuł posta to niestety nie nowy serial o lekarzach :) to rzeczywistość.

W rolach głównych:

Junior w roli pacjenta nr 1 - zapalone gardełko, powiększone węzły chłonne, katarzysko

Mleczko w roli pacjenta nr 2 - zapalenie gardła (po raz enty)

Moja mama w roli pacjentki nr 3: chyba Marecki ją zraziłcoś w rodzaju grypy

Mleczkowa - jak narazie w roli pielęgniarki oddziałowej :) bo trzyma zarazki daleko od siebie, a może to one trzymaja się daleko od niej :)

Zestaw lekarst zajmuje cały koszyk. Jedna tabletka większa od drugiej, jeden syrop słodszy od drugiego :)

Mam nadzieję, że to za długo nie potrwa i choróbska szybko znikną.



Jak to w serialu dzieją się też inne sprawy.

Po pierwsze: wizyta u kosmetyczki okazała się strzałem w 10-tkę :) Kuzynka zaserwowała mi mikrodermabrazja diamentową :) (jaby co to KLIK TU) i serię maseczek, kremów i masaż - wszystko to przy relaksującej muzyce. No po prostu cudo! No i oczywiście regulacja brwi (tu małe ała :D) No i powiem wam moja skóra była odżywiona i taka gładka, że szok (chociaż skóra podobna do indianina :D).

Do gabinetu pojechałam z Mareckim, bo miałam go zostawić z Mleczkiem, ale szef mojego męża jest ..... <piiiip> i zrobił im zebranie, które trwało jeszcze po pracy. Na szczęście młody grzecznie siedział i nawet patrzył jak ciocia robi mamę na bóstwo a potem cioci rysuneczki malnął. W międzyczasie Mleczko wrócił z zebrania i zrobił nam niespodzianke przychodząc też do gabinetu. No i mimo, że było fajnie to takiego totalnego wyluzowania nie zaznałam, bo młody trajkotał i pytał czy mnie nie boli i ogólnie ciągle coś się działo :)

Ale tak jak mówiłam, to była naprawdę fantastyczna godzina i chociaż 120 zł nie moje, nie żałuje :) I za miesiąc znów idę, może tylko na oczyszczenie twarzy , ale postanowiłam kontynuować przygodę z kosmetyką :)


Po drugie: w mojej pracy następują pewne zmiany. Ale nie o tym dokładnie chciałam.

Pewna osoba w naszym zespole stale narzekała, że nie zności swojej działki, że chce ją oddać i że już nie wytrzymuje. Teraz nadarzyła się okazja by się tego pozbyła. Dano jej wybór, albo zostaje z nami i dostaje zadania takie jak reszta, albo przechodzi do zespołu, który przejmuje specjalistyczne działki i zostaje przy swojej robocie. No i okazało się, że wspomniana osoba wybrała druga opcję. Dla mnie dziwne. Jak ktoś narzekał i marudził, a teraz wybiera sam sobie orkę na ugorze, to chyba znaczyć może, że albo nas okłamywał i wcale nie jest tam tak źle, albo naszego zespołu ma bardziej dosyć niż swojej działki.... Takie zachowanie jest czymś co mnie wkurza.....

Koniec odcinka pierwszego i ostatniego :) :) :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz