No tak.. w końcu (odpukać)
jesteśmy zdrowi.
Marecki w środę idzie w
końcu do przedszkola, bo się biedny stęsknił strasznie... Przetrzymałam go
trochę w domu, żeby się do końca wyleczył. No i Walentynki się zbliżają a on to
musi te wszystkie swoje przedszkolne narzeczone obdzielić kartkami :)
W sobotę byliśmy na
Ostatkach. Z naszej 8 osobowej ekipy zrobiła się 4 osobowa, ale w sumie nie
ilość, ale jakość się liczy więc tak czy siak bawiliśmy się dobrze. W końcu dwa
razy leciało "Ona tańczy dla mnie" :) Nóżęta troszkę bolały a i kelnerzy znani i
lubiani, wiec lekkie fory mieliśmy np w opcji pieczywo :) Niestety jedzonko od
zeszłego roku lekko się pogorszyło, ale zjadliwe było no a przecież chodzi
głównie o to żeby sobie poskakać - no to nam ę udało :) I chociaż DJ wyglądał
jak Bob z serialu Twin Peaks, to grał skocznie. Udało mi się nawet zatańczyć
tradycyjny taniec z Polly gdzie to nasze chłopaki siedząc wygodnie na
krzesełkach mogli podziwiać nasz kunszt :) Jakoś oni w parze nie chcieli
zatańczyć..no nie rozumiem dlaczego.. :)
Najfajniejsza jest para
staruszków chyba dobrze już po 70-tce, którzy są co roku na Ostatkach i nie
tylko także przychodzą na Andrzejki i Sylwestra. Są zawsze tzw. lwami parkietu i szaleją ile się da nie odpuszczając praktycznie
żadnego kawałka. Tylko pozazdrościć kondycji i samozaparcia :)
A oto mini relacja z naszej sobotniej imprezki :)
W tym tygodniu parę spotkań. Dziś z koleżanką z liceum, z którą nie widziałam się jakieś 5 lat. Miałyśmy więc o czym gadać... W piątek jadę do A, który to odzyskał parę moich zdjęć, bo zniknęły z kompa a zachowały się w jakiś magczny sposób na karcie z aparatu (mimo ich skasowania - to już przekracza moją wiedzę i wyobraźnię). Jestem ciekawa ile i jakie udało się odzyskać... No i mam nadzieję, że uda mi się zobaczyć na dużym ekranie koncert Stinga z Berlina.. Aaaa słyszeliście już, że Sting znów bedzie w Polsce i to tak blisko mnie...walczę, wciąż walczę czy się znów nie skusić....
W sobotę planujemy odwiedzić naszych przyjaciół i ich nowonarodzonego synka, wizytę już odkładaliśmy ze trzy razy bo ciagle ktoś choruje - jak nie u nas, to u nich...masakra, może tym razem sie uda..
A na koniec...
A co tam..kupiłam sobie... będe teraz czytać... i śpiewać...

Eeee... Nie walcz, tylko planuj wypad na koncert :P
OdpowiedzUsuńwciąż walczę... :)
Usuńhm..hmmm... Kornela...przepraszam,ale zgubili mi karteczkę z Twoim adresem,który se zapisałam...podaj mi raz jeszcze...bo MUSZĘ go mieć.Przepraszam raz jeszcze o.O
OdpowiedzUsuńbovary@onet.eu
Ja ci dam KORNELE - nie nawidze jak się tak do mnie gada :P No ale ci wybaczam, za to co mi wysłałas wariatko jedna :)
UsuńKornela - nieładnie.
UsuńAle Kornelia !!!! Ok, co nie? :)
Jednym słowem tydzień zapowiada się intensywnie. Zdrówka życzę. Oby choróbstwa Was omijały.
OdpowiedzUsuńByło intensywnie :)
UsuńDobrze, że choróbska Was wreszcie opuściły, no i imprezka była, na dokładkę udana u la la ;)
OdpowiedzUsuńJak tylko dobrze graja to imprezka musi byc udana :D
UsuńCieszę się, że choroby poszły sobie, mam nadzieję, że nie wrócą !!! Balety widzę, że udane i i tydzień nieźle się zapowiada. Pozdrawiam cieplutko z zaśnieżonego Wrocławia
OdpowiedzUsuńU nas sśniegu zero! A chorób uz nie chcemy, oj nie!
UsuńWitaj Mleczxkowa. Choróbska może juz odpuszczą. ostatki wazna rzecz, a tacy 70-latkowie - szacunek:)
OdpowiedzUsuńNoo dziadkowie nieźli i co impreze ich podziwiamy :)
UsuńTakie dziadki są najlepsze!
OdpowiedzUsuńI obyśmy tez tacy byli :D
Usuńna tą imprezkę to widze że własny prowiant trzeba było zabrać :) ale dobrze ze humory Wam dopisywały i zabawa mimo wszystko była przednia
OdpowiedzUsuńo widzę, że imprezowo było :) też poszalałabym, może za rok nam się uda jak Mati podrośnie.
OdpowiedzUsuńOstatki wręcz wzorowe :) My ostatkowaliśmy się w domowym zaciszu ;)
OdpowiedzUsuń