poniedziałek, 11 lutego 2013

u la la zabawa trwa

No tak.. w końcu (odpukać) jesteśmy zdrowi.
Marecki w środę idzie w końcu do przedszkola, bo się biedny stęsknił strasznie... Przetrzymałam go trochę w domu, żeby się do końca wyleczył. No i Walentynki się zbliżają a on to musi te wszystkie swoje przedszkolne narzeczone obdzielić kartkami :)
W sobotę byliśmy na Ostatkach. Z naszej 8 osobowej ekipy zrobiła się 4 osobowa, ale w sumie nie ilość, ale jakość się liczy więc tak czy siak bawiliśmy się dobrze. W końcu dwa razy leciało "Ona tańczy dla mnie" :) Nóżęta troszkę bolały a i kelnerzy znani i lubiani, wiec lekkie fory mieliśmy np w opcji pieczywo :) Niestety jedzonko od zeszłego roku lekko się pogorszyło, ale zjadliwe było no a przecież chodzi głównie o to żeby sobie poskakać - no to nam ę udało :) I chociaż DJ wyglądał jak Bob z serialu Twin Peaks, to grał skocznie. Udało mi się nawet zatańczyć tradycyjny taniec z Polly gdzie to nasze chłopaki siedząc wygodnie na krzesełkach mogli podziwiać nasz kunszt :) Jakoś oni w parze nie chcieli zatańczyć..no nie rozumiem dlaczego.. :)
Najfajniejsza jest para staruszków chyba dobrze już po 70-tce, którzy są co roku na Ostatkach i nie tylko także przychodzą na  Andrzejki i Sylwestra. Są zawsze tzw. lwami parkietu i szaleją ile się da nie odpuszczając praktycznie żadnego kawałka. Tylko pozazdrościć kondycji i samozaparcia :)
 
A oto mini relacja z naszej sobotniej imprezki :)
 

 
 
W tym tygodniu parę spotkań. Dziś z koleżanką z liceum, z którą nie widziałam się jakieś 5 lat. Miałyśmy więc o czym gadać... W piątek jadę do A, który to odzyskał parę moich zdjęć, bo zniknęły z kompa a zachowały się w jakiś magczny sposób na karcie z aparatu (mimo ich skasowania - to już przekracza moją wiedzę i wyobraźnię). Jestem ciekawa ile i jakie udało się odzyskać... No i mam nadzieję, że uda mi się zobaczyć na dużym ekranie koncert Stinga z Berlina.. Aaaa słyszeliście już, że Sting znów bedzie w Polsce i to tak blisko mnie...walczę, wciąż walczę czy się znów nie skusić....
W sobotę planujemy odwiedzić naszych przyjaciół i ich nowonarodzonego synka, wizytę już odkładaliśmy ze trzy razy bo ciagle ktoś choruje - jak nie u nas, to u nich...masakra, może tym razem sie uda..
A na koniec...
A co tam..kupiłam sobie... będe teraz czytać... i śpiewać...
 

 


18 komentarzy:

  1. Eeee... Nie walcz, tylko planuj wypad na koncert :P

    OdpowiedzUsuń
  2. hm..hmmm... Kornela...przepraszam,ale zgubili mi karteczkę z Twoim adresem,który se zapisałam...podaj mi raz jeszcze...bo MUSZĘ go mieć.Przepraszam raz jeszcze o.O

    bovary@onet.eu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ci dam KORNELE - nie nawidze jak się tak do mnie gada :P No ale ci wybaczam, za to co mi wysłałas wariatko jedna :)

      Usuń
    2. Kornela - nieładnie.
      Ale Kornelia !!!! Ok, co nie? :)

      Usuń
  3. Jednym słowem tydzień zapowiada się intensywnie. Zdrówka życzę. Oby choróbstwa Was omijały.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że choróbska Was wreszcie opuściły, no i imprezka była, na dokładkę udana u la la ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko dobrze graja to imprezka musi byc udana :D

      Usuń
  5. Cieszę się, że choroby poszły sobie, mam nadzieję, że nie wrócą !!! Balety widzę, że udane i i tydzień nieźle się zapowiada. Pozdrawiam cieplutko z zaśnieżonego Wrocławia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas sśniegu zero! A chorób uz nie chcemy, oj nie!

      Usuń
  6. Witaj Mleczxkowa. Choróbska może juz odpuszczą. ostatki wazna rzecz, a tacy 70-latkowie - szacunek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo dziadkowie nieźli i co impreze ich podziwiamy :)

      Usuń
  7. Takie dziadki są najlepsze!

    OdpowiedzUsuń
  8. na tą imprezkę to widze że własny prowiant trzeba było zabrać :) ale dobrze ze humory Wam dopisywały i zabawa mimo wszystko była przednia

    OdpowiedzUsuń
  9. o widzę, że imprezowo było :) też poszalałabym, może za rok nam się uda jak Mati podrośnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ostatki wręcz wzorowe :) My ostatkowaliśmy się w domowym zaciszu ;)

    OdpowiedzUsuń