Zdziwiłam się ostatnio...tak naprawdę..
Nie wiedziałam, że na świecie może istnieć osoba, dziewczyna, która ma tak podobny charakter do mnie. Takie same myśli co do swojego życia, takie same dylematy i podobne przeżycia.
Niesamowte jest to, że znam ją od bardzo wielu lat i w dodatku teraz mieszkamy w sąsiednich blokach. I dopiero teraz po tak długim czasie zaczęłyśmy się na nowo poznawać i w trakcie naszych niekończących się rozmów na FB oraz w takich zwykłych gadkach, odkrywamy, że jesteśmy jak klony. Obie na życie w pewnien sposób doświadczyło, obie znamy tych samych ludzi i podobne reagujemy na daną sytuację. Nawet jeśli chodzi o sposób wychowywania dzieci również się nie różnimy...
Ostatnio poznałam jednego z jej przyjaciół, który określił nas jako dwie bratnie dusze..no rzeczywiście coś w tym jest. Jestem ciekawa jak to wszystko się sie rozwinie, co mnie jeszcze zaskoczy w tej relacji co zadziwi... a może powoli rodzi się przyjaźń?
A tak poza tym poprzedni tydzień był intensywny. Wszystkie zaplanowane punkty zostały spełnione, może poza wizytą całej naszej rodziny u przyjaciół - tym razem pochorował sie ich synek i poszłam sama, żeby Marecki się nie pozarażał
Odwiedziłam też ulubionego lekarza wszystkich kobiet i jednak okazało się, że drobny zabieg mnie nie minie, poza tym trzeba czekać na wyniki badań i jak tylko bedą dobre to działać.... Trzymajcie więc kciuki.
A w zeszły piątek dane mi było zobaczyć dwa piękne koncerty. Jeden to Sting live in Berlin a drugi to Criss Botti i jego goście w Bostonie. Cudne, tym bardziej, że ogladane nietypowo na dużym ekranie z projektora. Jeszcze przez parę chwil oglądałam też koncertową, brytyjską wersję Nędzników, ale pora późna była i trzeba było do domu wracać... może dane mi będzie kiedyś to jeszcze zobaczyć. I tutaj kolejne zdziwienie bo nie przypuszczalam, ze taki koncert może mi sie spodobać...
Tak więc piątkowy wieczór uważam, ża udany bo i herbata i towarzystwo były nienajgorsze a i pewne plany na przyszłosć poczynione :)
A dla Was próbka koncertu Bottiego i gości. Miłego słuchania :)
Ale ta bratnia dusza chyba nie bloguje? :)
OdpowiedzUsuńnie, jeszcze nie :)
UsuńCiekawa jestem, jak Wasza znajomość się rozwinie. Widziałam koncert w Berlinie z takiego zwyczajnego tv i wtedy mnie urzekł. Koncert z projektora pewnie gwarantuje lepsze doznania. Trzymam kciuki, oczywiście:-)
OdpowiedzUsuńnoo Sting jest większy na koncercie z projektora :)
OdpowiedzUsuńdo dużych to on nie należy, ale dobrze się trzyma... czyli coś za coś.
Usuńa to faktycznie ZDZIWNIENIE .... :))
OdpowiedzUsuńsię czepiasz jednej literki :P
Usuńno właśnie jednej tylko się czepiam a jakbym czepiła się wszystkich to ho ho ho ...
UsuńŚwietnie, że odnalazłaś tę Dziewczynę. Przyjaciół cudnie mieć :)
OdpowiedzUsuńPrzyjaciele są ważni..zobaczymy co czas przyniesie :)
UsuńWidziałam koncert w Berlinie. Trudno nie kochać Stinga :).
OdpowiedzUsuńoj trudno trudno i różnica wieku to nie zmienia :)
UsuńAle to bardzo pozytywne zdziwienie :) Życzę Ci, żeby ta relacja rozwijała się w dobrym kierunku :)
OdpowiedzUsuńzaciskam zatem kciuki!!
OdpowiedzUsuńDobrze, że są jeszcze w życiu rzeczy, które nas pozytywnie zadziwiają.
OdpowiedzUsuńŁadne zdziwienie :D Mnie tam już nic nie zdzwi ;P Niech się owa znajomość pięknie i trwale rozwija, bo bratnich dusz jak na lekarstwo :)
OdpowiedzUsuńKciukasy trzymam, a jakże! Ale dziewczyny litości z tymi kciukami, już tyle czasu je zaciskam, że jakiegoś skurczu dostanę ;P
Są na świecie takie bratnie dusze, ale czasem jest tak, że to nasza bratnia dusza w danym momencie. Też tak kiedyś miałam - poznałam dziewczynę, z którą nadspodziewanie wiele nas łączyło. nasza przyjaźń trwała prawie trzy lata, a potem zaczęłyśmy się od siebie bardzo oddalać i przyjaźń się skończyła. Nie mam z nią dziś kontaktu, ale od znajomych wiem, że jej życie różni się od mojego o 180 stopni.
OdpowiedzUsuńWitaj Mleczkowa.Bratnie dusze potrafia się objawić znienacka. A Botti nie tylko pięknie gra - w ogóle piękny jest;)))
OdpowiedzUsuńCzasem takie same przeżycia łącza ludzi. Trzymam kciuki za wyniki i zabieg :*
OdpowiedzUsuń