sobota, 24 sierpnia 2013

Jak to na urlopie bywało cz I

No i nadeszła ta chwila, kiedy zasiadłam by opisac wam nasze urlopowe przygody.
 
Zacznę od miejsca w którym byliśmy
Jak już wiecie zaczepiliśmy się w Polańczyku. Miejsce urokliwe, tym bardziej, że nasz pensjonat znajdował się jakieś 300 metrów od zalewu. Rozczarowani byliśmy jednak trochę tym, że nie ma tam piaszczystych plaż, cała okolica to gliniane podłoże i takie też są brzegi jeziora. Więc zamiast w piasku młody babrał się w glinie, co jednak w ogóle mu nie przeszkadzało. Zdecydowanie jednak jest to raj dla żeglarzy, bo łódek tam nie brakowało. Woda w zalewie czysta, więc bez problemu można się było pluskać. Dodatkowo na jednym z brzegów właściciele knajpy zorganizowali dwa baseny dla dzieci. Jeden to brodzik dla maluszków, drugi ciut głębszy ze zjeżdżalnią i sztucznymi wodospadami. Marecki więc i z tego powodu był szczęśliwy.
Co do samej miejscowości. My byliśmy na lekkim uboczu, gdzie obok była jedna knajpka i budka z lodami a do "centrum" czyli Uzdrowiska trzeba było kawałek przejść. W pierwszy dzień szliśmy blisko godzinę, ale jak się okazało bez sensu, bo był bardzo ładny skrót, który drogę skraca do 20 min. :). W centrum, bankomat, apteka, kilka sklepów z astronomicznymi cenami i kilka restauracji no i lodziarnia z pysznymi deserami :)
Acha, ważna informacja W tym miejscowości NIE MA KOMARÓW. Normalnie w szoku byłam. Ani jednego nie widziałam, nie słyszałam ani nie doświadczyłam. Właściciel pensjonatu mówił nam, że u nich nigdy nie ma tych robali i wszyscy się dziwią, że tak blisko jeziora a komarów nie ma. No ale to naprawdę plus.
Sama miejscowość prócz jeziora nie ma zbytnich atrakcji, żeby zobaczyć coś innego najlepiej poruszać się samochodem. A teraz kilka zdjęć z Polańczyka
 
 widoczek
 
 nasze miejsce kąpielowe
 
A to my :)
 
 nasze miejsce piknikowe 
 
 w drodze do "centrum"
 
 no i pyyyyszne lody
 
meduza w wykonaniu Mareckiego

 
 
Jak wiecie trafiliśmy na niezłe upały, więc większość czasu spędzaliśmy nad wodą, ale mieliśmy to szczęście, że na kilka dni pogoda zelżała i mogliśmy pozwiedzać główne atrakcje okolicy:
 
ZAPORA W SOLINIE
No rzeczywiście jej wielkość i wysokość robi wrażenie, jednak ludzi tam jak na zakopiańskich Krupówkach, tak więc ciężko zobaczyć jej cały monumentalizm. Dopiero kiedy płynęliśmy statkiem i widzieliśmy ja od strony wody zobaczyliśmy jak jest wielka.
Przy zaporze stoi milion straganów, a tuż za nią dwa mini wesołe miasteczka. Można także wybrać, któryś ze stateczków i popłynąć na wycieczkę, jednak my wybraliśmy łajbę w Polańczyku, bo to ona oferowała najdłuższy rejs (ale to w innej części opowieści)
Młody naciągnął nas na dwie atrakcje w Wesołym i przejechał się ze mną na autkach a z Mleczkiem na kolejce. A niech dziecko ma , w końcu wakacje
 
 
 



 
 
MUZEUM BUDOWNICTWA LUDOWEGO W SANOKU
 
Skansen, odwiedziliśmy w tym samym dniu co zaporę. Kawałek musieliśmy dojechać, jakieś 40 min.
Miejsce zwane skansenem nie jest nam obce, bo i w naszym mieście takie cudo posiadamy, jednak tez w Sanoku robi wrażenie. Po pierwsze jest ogromy, po drugie na zróżnicowanym terenie a po trzecie starogalicyjski rynek jest bardzo starannie przygotowany, tak dobrze, że jest w nim jeszcze wciąż żywy zegarmistrz czy postmistrz :) Mareckiemu najbardziej spodobała się oczywiście remiza strażacka :) Ale ogólnie też był zadowolony, bo lubi takie "starożytne domki" Niestety dopadł nam tam deszcz i mimo tego, że próbowaliśmy go przeczekać, nie chciał skubany odpuścić. Więc musieliśmy szybciutko pozwiedzać resztę i ukryć się w restauracji tuż za skansenem, bo już naprawdę byliśmy głodni. Tam zamówiliśmy danie regionalne i nie zawiedliśmy się. Hreczanyki, chociaż nie wyglądają specjalnie, smakują wyśmienicie :) To takie kotlety mielone z kaszą w sosie pieczarkowym (przepis TU)
 
 "starożytna" remiza :)
 

 Pan Zegarmistrz - żywy :)
 



Hreczanyki
 
I tu zakończymy odcinek pierwszy, żebyście mogli oswoić się z powyższymi informacjami :)
 

12 komentarzy:

  1. Najwięcej atrakcji tradycyjnie dla młodego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. jezioro jest sztuczne, na jego dnie są pozatapiane wioski, dlatego właśnie nie ma piaszczystej plaży jak nad morzem czy normalnym jeziorkiem ;)
    a komary są, musieliście być w dobrym miejscu z dala od lasu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wiesz.. tam wszędzie krzaczory były i drzewa a komarów nic :)
      No wiesz..mogli troszkę piasku wysypać, ponoć w Łebie mają za dużo :)

      Usuń
  3. Znajome widoki;) Tylko my nie milismy szczęscia się opalać bo jak na ironę losu mielismy paskudną pogodę. Za to po górach pochodziliśmy wtedy. Też słyszałam opowieści o zatopionych wioskach które wciągają topielców aż się wystraszyłam;)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noo na szczęście nic nas tam nie chciało potopić :)

      Usuń
  4. Bardzo przyjemna okolica :) Całe szczęście, że Mareczek miał mnóstwo atrakcji, tylko to się dla dziecka na wakacjach liczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okolica rzeczywiście fajna, a Marecki to o tyle fajny dzieciak, że dużo mu do szczęśliwej zabawy nie trzeba

      Usuń
  5. Super , że pogoda upalna była bo i poleżakować można było i pozwiedzać:) No i nie było komarów toż to marzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No zaczyna się nieźle :) Fajnie, ze pogoda Wam dopisała i mogliście prawdziwie wypocząć :))

    OdpowiedzUsuń
  7. mnie w tym roku komary się nie tykają :)hrenaczyki wyglądaja bardzo smakowicie

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że odpoczynek udany i pogoda sprzyjająca. Zdjęcia mnie rozpieszczają, bo chcąc - nie chcąc przywołują piękne moje wspomnienia związane z Soliną i Polańczykiem.
    Czekam na ciąg dalszy opowieści i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń