Nikogo chyba nie dziwi, że ten post będzie wiedeński.
W sobotę tuż po 5:00 ruszyliśmy przed siebie. Nie ukrywam, że ja nie za bardzo wiedziałam co się dzieje przez pierwsze dwie godziny, bo nieprzytomna byłam :) Ale już po 4,5 godzinach byliśmy na miejscu.
Wiedeń powitał nas deszczem. Dlatego zaczęliśmy zwiedzanie od Muzeum Historii Sztuki. Nie jestem w stanie zliczyć co można tam zobaczyć, bo jest tego ogrom. Tak naprawdę człowiek musiałby tam chodzić sobie parę dni z rzędu, aby na spokojnie wszystko zobaczyć.
Obejrzenie wszystkiego zajęło nam parę dobrych godzin i jak wychodziliśmy z muzeum to na szczęście przestało już padać i mogliśmy kontynuować nasza wyprawę.
Jako, że nasz przyjaciel, który ładnych parę lat mieszkał w Wiedniu był głównym dowodzącym, zawlókł nas jeszcze do przeuroczej pani Doroty, która nakarmiła nas porcjami dla ekipy 10-cio osobowej (zaznaczam było nas 5-cioro). I gdy już zmierzchało wyszliśmy na miasto, aby podziwiać Wiedeń nocą.
Obowiązkowo zaliczyliśmy Prater jednak po posiłku u pani Dorotki, nie byliśmy w stanie na niczym pojeździć, bo obiadokolacja wylądowałaby na naszych kolanach
Spaliśmy w hostelu. Jak na warunki wiedeńskie super tanim, bo w pokoju 4-osobowym cena wyniosła 15 euro za osobę. Dodam, że w pokoju była pościel, w łazience mydło, żel pod prysznic, suszarka i ręczniki (po dwa dla każdego) czego więc chcieć więcej. Hostel znajduje się w minimalnej odległości od metra i w przeciągu 10 min. człowiek znajduje się w centrum miasta. (KLIK)
Drugi dzień rozpoczęliśmy mszą w katedrze. Jako, że z naszej ekipy (nie licząc A, który stał po drugiej stronie) tylko ja cokolwiek kumam po niemiecku, miałam więc tę przewagę, że rozumiałam co mówią i o czym jest ewangelia :). Ksiądz prowadzący miał niezłą charyzmę, taką, że mój mżonek zapytał mnie czy on przypadkiem nie wywołuje Polsce wojny :) a przecież on tylko mówił o miłosierdziu :D Jak się później okazało, ksiądz wcale nie był Austriakiem a ....rodowitym Amerykaninem :) w każdym razie akcent naszym zdaniem opanował do perfekcji :)
Po mszy czekała nas kolejna przebieżka po Wiedniu w tym odwiedzenie Nowego Hofburga i Skarbca.
Jako, że A chciał nam pokazać jak najwięcej biegaliśmy po mieście w tempie ekspresowym tak, że nawet porządnych zdjąć nie dało się zrobić, ale cóż te jego oprowadzanie ma swój urok :)
Nasz pobyt zakończyliśmy późnym obiadem u Pani Doroty i w okolicy 17:00 ruszyliśmy do domu. Droga powrotna obyła się bez niespodzianek więc szybko i bezpiecznie dotarliśmy. Jednak pozostał we mnie wielki niedosyt...
Wiedeń uwielbiam, więc zupełnie obiektywna nie jestem, ale każdy kto tam był stwierdził z pewnością, że takiej komunikacji możemy im pozazdrościć na metro nie czeka się dłużej niż 5 min a połączenia są rewelacyjne. Z jednego końca Wiednia na drugi można się przemieścić w 30 min.
A tak naprawdę kocham to miasto za monumentalizm, za architekturę, za klimat, za miłych ludzi i przepyszne lody :)
Nie wiem czy pamiętacie, ale jakiś czas temu pisałam (KLIK), że w tym roku chciałabym odbyć dwie podróże: Do Doliny Chochołowskiej i Wiednia. I wiecie, co...? Udało się! :)
PS Ciekawa jestem czy czyta mnie ktoś z Austrii lub nawet samego Wiednia???


Fajna wycieczka. A tego Caravaggia i inne eksponaty to można swobodnie fotografować? U mnie w regionalnym muzeum nadal wisi tabliczka zakazująca robienia zdjęć.
OdpowiedzUsuńNo właśnie tam nie ma żadnego problemu z fotografowaniem, oczywiście bez lampy. I nie trzeba dodatkowo za to płacić.
UsuńOstatnio byłam w Krakowie i tam też zakaz fotografowania wszystkiego, bo ponoć eksponaty się niszczą. A w Wiedniu chyba maja inne powietrze czy cuś, bo tam się nie niszczą :)
Super wycieczka. Jeżdżąc trochę po Europie mam wrażenie, że wszystkie kraje przebijają nas w komunikacji. Nawet w Tbilisi były 2 linie metra i trzecie w budowie. A Wiedeń słyszałam, że piękny, ale jeszcze nie zdążyłam tam dotrzeć. Ja tam bym Pratera nie odpuściła ;)
OdpowiedzUsuńNiee no z Tybilisi mnie zabiłaś :)
UsuńKochana, koniecznie musicie do Wiednia pojechać, no jakby co możemy z Wami :) :)
I uwierz mi w ten wieczór z takimi brzuchami - odpuściłabyś Prater :)
Cudowna wycieczka, genialna opowieść i bajeczna fotorelacja. Cieszę się bardzo, że udało Ci się odbyć obie podróże :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Cudowna wycieczka, owszem. Z ta genialnością opowieści toś przesadziła :)
UsuńI ja się cieszę, że się udało :D
Wiem, co mówię. Nie ma mowy o przesadzie :)
Usuńoo przyda mi się namiar na hotel, gdyż w listopadzie planuję nalot na Wiedeń ;)
OdpowiedzUsuńCo prawda to tylko hostel, ale polecamy z pełna odpowiedzialnością :)
Usuńto jeszcze proszę zahaczyć o Króliczkowo :)
OdpowiedzUsuńWy to najdalej jesteście, dalej od Wiednia nawet :P
UsuńO jaaa! Zazdroszczę Wiednia! Nigdy nie byłam w Austrii, a chciałabym.
OdpowiedzUsuńJak to nie udało się zrobić porządnych zdjęć? Jak tylko zaczęłam czytać posta, to zwróciłam na nie uwagę - są naprawdę ładne, mam wrażenie, że są lepszej jakości niż zazwyczaj. Czyżby zmiana aparatu?
Hostel tanioszka! Dzięki za namiary. A nuż się przyda...
Wiedeń polecam (zupełnie nieobiektywnie)
UsuńA zdjęcia naprawdę głównie w biegu robione i ciągle moim canonkiem małym.
Hostel - polecam!
Ja też się zakochałam w Wiedniu 3 lata temu i z przjemnością i nostalgią ogladałam fotki;) A byliscie na kawie wiedeńskiej?;)
OdpowiedzUsuńNigdy nie byłam w Wiedniu - ba nawet w Austrii nie bylam :)
OdpowiedzUsuńAle już ktoś mi mówi, że mają tam pyszne lody! :)